Tomasz Majewski to psycholog, terapeuta Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia, które współorganizowało i prowadziło szkolenia dla psychologów i wychowawców więziennych. Ich celem było wprowadzenie nowych, bardziej uniwersalnych metod pracy z osobami, które zostały skazane za przemoc w rodzinie.

Prowadzenie terapii dla więźniów skazanych za przemoc nie jest nowością; czemu więc miały służyć prowadzone przez państwa szkolenia dla psychologów i wychowawców?
Tomasz Majewski:
Tak, takie programy były już wcześniej. Do tej pory w Polsce dominującym modelem pracy z osobami stosującymi przemoc był jednak model duluth. Przeznaczony jest on jednak dla tych osób, które uznają swoją odpowiedzialność za przemoc, innymi słowy przyznają się do winy.

A nie zawsze tak jest...
Dokładnie, wśród osób stosujących przemoc część z nich widzi problem w sobie, ale duża część to ci, którzy obarczają winą np. partnerkę lub dziecko. Część z nich jest też zmuszana przez kogoś do terapii - przykładowo przez sąd, policję czy najbliższych. Stosowane przez nas rozwiązania, których uczyliśmy podczas szkoleń, dają możliwość pracy z każdym, zarówno z tym, który widzi problem, jak i z tym, który problemu nie widzi.

Dowiedz się więcej z książki
Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie. Komentarz
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł

 

Jak długo trwał projekt i ile osób objął?
Trwał ponad rok. Wyszkoliliśmy w sumie 170 osób - psychologów i wychowawców, którzy pracują w zakładach karnych. Poznawali oni dwie metody: Terapię Skoncentrowaną na Rozwiązaniach - TSR oraz NVC, czyli Porozumienie Bez Przemocy. Szkoleniem objęci zostali również kierownicy zakładów karnych, ponad 100 z nich wzięło udział w szkoleniu poświęconym temu, jak zarządzać programami dla osób stosujących przemoc w zakładzie karnym.

Czyli program szkolenia koncentruje się głównie na celach i zmianie?
Proces terapii jest oczywiście bardzo mocno zindywidualizowany, ale są elementy stałe. Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach (TSR) to metoda nakierowana na to, co się dzieje tu i teraz oraz na przyszłość. Głównym założeniem jest pomoc klientowi, aby realizował swoje cele i potrzeby po wcześniejszym ich sprecyzowaniu. Cele w przypadku osób stosujących przemoc w rodzinie są zazwyczaj podobne, np.: poprawić czy odbudować relacje, panować nad złością, komunikować się z bliskimi w inny sposób. Stała jest m.in. praca na trzech obszarach. Pierwszy, to przekonanie osoby stosującej przemoc, co dla niej przykładowo znaczą pojęcia: męskość, kobiecość, rodzina, wychowanie dzieci. Szukamy tutaj takich sposobów myślenia, które będą sprzyjały zmianie, lub staramy się zmieniać taki sposób myślenia, który jest w tym przeszkodą. Drugi obszar to praca nad rozwojem sfery emocjonalnej, czyli empatii, rozpoznawania i wyrażania emocji bez przemocy, i w końcu obszar wieńczący - czyli samo zachowanie. Metoda NVC to inaczej komunikacja bez przemocy, narzędzie to stosujemy zarówno w pracy z osobami, które stosują przemoc, jak też z innymi ludźmi.

Szkolenia były bardzo rozbudowane, prowadzili je psychologowie, terapeuci, którzy na co dzień prowadzą programy pomocy psychologicznej dla osób stosujących przemoc w rodzinie.

Jak osoby, które szkoliliście, oceniały te metody; zgłaszały jakieś uwagi?
Po takim szkoleniu, po kilku tygodniach, miesiącach była superwizja. Ci ludzie mogli do nas przyjechać i wspólnie analizowaliśmy, co robią, w jaki sposób, jakie napotykają przeszkody, jak je rozwiązują. Wymieniali się jednak nie tylko trudnościami, ale i dużą ilością dobrych praktyk.

A co sprawiało im szczególną trudność?
Zakład karny jest specyficzną instytucją; wyzwania związane są więc głównie z więziennymi warunkami. Przykładowo, żeby grupa mogła ruszyć o określonej godzinie, to przez godzinę trzeba skazanych przyprowadzać z różnych oddziałów, cel zakładu karnego; przestrzegając przy tym wszelkich procedur bezpieczeństwa. Wyzwaniem jest też to, że ten świat w więzieniu - można powiedzieć - oparty jest na przemocy. Tych skazanych, którzy chodzą do grupy terapeutycznej, uczymy co to jest wrażliwość, jak szanować innych ludzi, jak wyrażać swoje emocje, jak wywierać wpływ na kogoś z poszanowaniem tej drugiej osoby; a oni następnie wracają do celi, gdzie wrażliwość, okazywanie uczuć - nie są dobrze widziane.

W każdym zakładzie karnym powstaje nieco inna grupa - mniej więcej po 8 -10 osób. Osadzeni muszą dobrowolnie uczestniczyć w programach terapeutycznych. Nawet jeśli zobowiązuje ich do tego wyrok sądu, mogą powiedzieć: nie. Przygotowaliśmy jednak kadrę też do tego, jak ich motywować, zachęcać, by grupy się tworzyły; nie było takiego miejsca w Polsce, żeby grupa się nie zebrała.

Czy te programy terapeutyczne, według państwa oceny, przynoszą efekty; mają sens?
Oczywiście, że tak. Ci, którzy uczestniczą w programie, są z tego zadowoleni. Zarówno ci ludzie, którzy są na wolności, jak i ci, którzy są w zakładzie karnym, są zazwyczaj bardzo zainteresowani tym, żeby swoje życie zmienić. Każda osoba stosująca przemoc, z którą pracujemy, mówi, że jakby wiedziała, jak to zmienić, potrafiła się inaczej zachować, to by to zrobiła. Poza tym ci ludzie, którzy są skazani, wychodzą z więzienia i wracają do swoich bliskich, rodzin. Więzienie ma funkcję wymierzenia kary. Dzięki temu, że są w więzieniu, przemoc została zatrzymana. Naszym zadaniem jest to, żeby ta przemoc nie pojawiła się ponownie, gdy wyjdą na wolność i np. wrócą do swoich rodzin. Trzeba pamiętać o tym, że osoby, które zostały skazane z artykułu 207 Kk (dotyczącego znęcania się fizycznego lub psychicznego nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy - PAP) nie mają dużych wyroków. To są zazwyczaj dwa lata; nie zawsze odbywają pełną karę.

Jak długo trwa terapia?
Rekomendacja jest taka, żeby trwała od 3 do 4 miesięcy, a nawet do pół roku - to byłoby najlepsze. W praktyce jest to trudne, dlatego czasem program trwa krócej, ale spotkania są częstsze - np. dwa razy w tygodniu. Chodzi o to żeby utrzymać grupę - uczestnicy terapii wychodzą na warunkowe zwolnienia, są przewożeni do innych zakładów w związku ze sprawami, w których są np. świadkami. Utrzymanie całej grupy, przez kilka miesięcy, jest trudne.

W jaki sposób prowadzona jest terapia - wspólnie przez psychologa i wychowawcę?
Tak. Najlepszy model to taki, że program prowadzi kobieta i mężczyzna - to najlepsza sytuacja merytoryczna, m.in. dlatego, że w ten sposób pokazana jest relacja kobiety z mężczyzną. To w jaki sposób mogą się oni komunikować, też w sytuacjach, gdy się ze sobą nie zgadzają, gdy kobieta się np. sprzeciwia. Większość z tych osób, które są w programach, to mężczyźni. Taka kilkumiesięczna praca z kobietą jest dla nich rozwojowa, bo widzą ją w innym świetle, co zmienia np. ich stereotypowy sposób myślenia o kobietach.

Rozmawiała Patrycja Rojek-Socha (PAP)