Na przykład, minister Marek Biernacki zarabia brutto 14,5 tys. zł miesięcznie, wiceministrowie niesędziowie Jerzy Kozdroń, Stanisław Chmielewski - po 12,5 tys. zł, Michał Królikowski - niecałe 10,5 tys. zł. Wiceministrowie sędziowie Wojciech Hajduk i Wojciech Węgrzyn - ponad 22 tys. zł.
Jak podaje "Gazeta Wyborcza" sędziowie delegowani do ministerstwa dostają swoje uposażenie sędziowskie z dodatkami za wysługę lat i dodatkami funkcyjnymi (obaj wiceministrowie sędziowie zostali delegowani do ministerstwa z funkcji prezesów sądów okręgowych). Do tego ustawowy dodatek delegacyjny i uznaniowy dodatek przyznawany przez ministra w wysokości do 40 proc. pensji, a w "szczególnych wypadkach" więcej. I jeszcze drugi dodatek "delegacyjny" - 30 zł dziennie oraz zwrot "kosztów zakwaterowania" do wysokości 3 tys. zł.
Taka hojność nie obciąża ministerstwa. Sędziów delegowanych na urzędników utrzymują ich macierzyste sądy. Wypłacają im nawet ministerialny dodatek (ten do 40 proc. wynagrodzenia). Tylko sędziom wiceministrom dodatek wypłaca ministerstwo - jednemu ok. 7, 2 tys. zł, drugiemu - 7,4 tys. zł. A więc zatrudniając sędziów, a nie pracowników cywilnych, ministerstwo sporo oszczędza. Teraz w ministerstwie jest 125 delegowanych sędziów.
Resort argumentuje, że sędziowie mają unikalną wiedzę, której nie mają cywilni pracownicy.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,14933706,Minister_z_mniejsza_pensja_niz_jego_zastepca__Jak.html#ixzz2kPuwsWxG