Sędziowie w ministerstwie zarabiają 65 proc. więcej niż minister
Wiceministrowie będący delegowanymi do Ministerstwa Sprawiedliwości sędziami zarabiają ponad 65 proc. więcej niż minister. I dodatkowo nie płacą składek na ZUS. A najbardziej pracowity z wiceministrów Michał Królikowski, który nie jest sędzią, nie zarabia nawet połowy tego, co wiceministrowie.
Na przykład, minister Marek Biernacki zarabia brutto 14,5 tys. zł miesięcznie, wiceministrowie niesędziowie Jerzy Kozdroń, Stanisław Chmielewski - po 12,5 tys. zł, Michał Królikowski - niecałe 10,5 tys. zł. Wiceministrowie sędziowie Wojciech Hajduk i Wojciech Węgrzyn - ponad 22 tys. zł.
Jak podaje "Gazeta Wyborcza" sędziowie delegowani do ministerstwa dostają swoje uposażenie sędziowskie z dodatkami za wysługę lat i dodatkami funkcyjnymi (obaj wiceministrowie sędziowie zostali delegowani do ministerstwa z funkcji prezesów sądów okręgowych). Do tego ustawowy dodatek delegacyjny i uznaniowy dodatek przyznawany przez ministra w wysokości do 40 proc. pensji, a w "szczególnych wypadkach" więcej. I jeszcze drugi dodatek "delegacyjny" - 30 zł dziennie oraz zwrot "kosztów zakwaterowania" do wysokości 3 tys. zł.
Taka hojność nie obciąża ministerstwa. Sędziów delegowanych na urzędników utrzymują ich macierzyste sądy. Wypłacają im nawet ministerialny dodatek (ten do 40 proc. wynagrodzenia). Tylko sędziom wiceministrom dodatek wypłaca ministerstwo - jednemu ok. 7, 2 tys. zł, drugiemu - 7,4 tys. zł. A więc zatrudniając sędziów, a nie pracowników cywilnych, ministerstwo sporo oszczędza. Teraz w ministerstwie jest 125 delegowanych sędziów.
Resort argumentuje, że sędziowie mają unikalną wiedzę, której nie mają cywilni pracownicy.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,14933706,Minister_z_mniejsza_pensja_niz_jego_zastepca__Jak.html#ixzz2kPuwsWxG





