Proces wytoczyła Kasprowiczowi burmistrz Mosiny (Wielkopolskie) Zofia Springer, która poczuła się obrażona wpisami na blogu krytykującymi jej decyzje.
W styczniu sąd uznał, że dziennikarz lokalnej gazety dopuścił się zniesławienia. Poza rocznym zakazem publikowania artykułów Kasprowicz został też skazany m.in. na karę 300 godzin prac społecznych, nawiazke 500 zł na rzecz PCK, oraz zobowiązany do opublikowania przeprosin. Od wyroku odwołały się obie strony.
Reprezentujący blogera adwokat Grzegorz Górski powiedział w piątek, że liczy na zwrot sprawy do ponownego rozpatrzenia przez sąd pierwszej instancji. Jak stwierdził, proces jest dowodem na to, że Zofia Springer nie ma żadnych kwalifikacji, aby piastować funkcję publiczną. Jego zdaniem nie jest ona przygotowana na to, że osoba pełniąca funkcje publiczne "musi mieć grubą skórę i wytrzymać znacznie więcej niż normalny człowiek".
"W Polsce jest w pozycji pani oskarżycielki prywatnej kilkadziesiąt tysięcy osób piastujących funkcje publiczne. O bardzo dużej części tych osób na forach internetowych wypowiada się różne opinie i poglądy. Gdyby każda taka osoba przychodziła do sądu, to w Polsce należałoby zbudować odrębny system sądownictwa dla takich przypadków" - powiedział.
Zdaniem reprezentującego burmistrz Mosiny adwokata, szkodliwość społeczna zarzucanego czynu była znacznie większa niż przyjął to sąd pierwszej instancji. "Domagamy się zasądzenia nie 500 złotych na rzecz PCK, ale, tak jak w akcie oskarżenia, podtrzymujemy, że ta kwota powinna wynosić 10 tys. zł" - powiedział Wojciech Grzesiek.
Skazujący wyrok sądu pierwszej instancji skrytykowały Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a także Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która nazwała go naruszeniem wolności prasy. Z treścią stanowiska KRRiT nie zgodziła się burmistrz Mosiny. "Akt oskarżenia nie dotyczył krytyki, tylko mówił o szkalowaniu mojej osoby i informacjach kłamliwych, które nie miały się nijak do prawdy. Określenia +esbecki pomiot+, +tapirowany kundel+, określanie urzędu jako +burdelu+, którego jestem szefową, i oskarżanie mnie o jakieś +przekręty+ to obrażanie mnie i szkalowanie" - mówiła po jego opublikowaniu Zofia Springer. (PAP)