Czytaj: Kamil Zaradkiewicz pyta o status sędziów wskazanych przez poprzednią KRS >>

Krzysztof Sobczak: Sędzia Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz pyta Trybunał Konstytucyjny czy sędziowie rekomendowani przez Krajową Radę Sądownictwa do objęcia urzędu w latach 2011 -2017 zostali prawidłowo powołani, skoro Trybunał w wyroku z 20 czerwca 2017 roku stwierdził, że Rada była wyłoniona niezgodnie z konstytucją. Co może oznaczać ewentualne orzeczenie w odpowiedzi na to pytanie?

Waldemar Żurek: Jeśli ten organ, którego ja konsekwentnie nie nazywam Trybunałem Konstytucyjnym, bo funkcjonuje on obecnie niezgodnie z konstytucyjnymi zasadami, pozostała mu tylko nazwa i część składu, udzieliłby odpowiedzi oczekiwanej przez pytającego, to oznaczałoby to zakwestionowanie statusu prawnego sędziów wskazanych wtedy przez Krajową Radę Sądownictwa do powołania przez prezydenta.

 

O dużą grupę sędziów może chodzić?

O bardzo dużą, dotyczy to nawet kilku tysięcy sędziów. Jak pamiętam, Rada przez całą kadencję podejmowała ponad dwa tysiące decyzji dotyczących powołania czy to po raz pierwszy na urząd sędziego, czy związanych z awansami na stanowiska sędziów sądów okręgowych i apelacyjnych. Jeśli więc okres, którego dotyczy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, do którego z kolei odnoszą się te pytania prawne, to prawie dwie kadencje KRS, to w sumie takich nominacji, które mogą zostać zakwestionowane, może być nawet około 5 tysięcy. Czyli mówimy o połowie obecnego składu osobowego wszystkich sądów. 

Wyjaśnijmy to precyzyjnie - dotyczyć to może zarówno nowych sędziów, którzy swoje urzędy objęli po 2011 roku, ale także wielu starszych stażem, którzy w tym okresie awansowali do wyższych instancji.
Tak, ponieważ w tych przypadkach to jest nowe powołanie, poprzedzone wnioskiem Krajowej Rady Sądownictwa. 

  


No i co będzie, jeśli Trybunał będzie konsekwentny i stwierdzi, że skoro jego zdaniem KRS była w tamtym okresie powołana niezgodnie z konstytucją, to także nominacje sędziowskie wykonane z jej udziałem są nielegalne?

No cóż, będzie ogromny chaos w wymiarze sprawiedliwości. W ten sposób podważone mogą być miliony orzeczeń dotyczących obywateli i podmiotów gospodarczych wydanych przez sędziów powołanych w tym czasie. Mam nadzieję, że Trybunał, którego prezes został powołany z wadą prawną, a w jego składzie zasiada trzech tzw. dublerów, czyli osoby, które orzekają nielegalnie, nie wyda takiego orzeczenia. Ale pewności mieć nie można, bo wygląda mi to trochę na  tzw. "ustawkę". Takie ustawki są czymś typowym w państwach autorytarnych, kiedy to jeden organ zadaje pytanie drugiemu organowi, by uzyskać oczekiwaną odpowiedź. Tu konkretnie chodzi o to, by władza, która nie chce liczyć się z niezależnymi sądami miała co podawać opinii publicznej. Że z jednej strony wszystko jest zalegalizowane, a z drugiej, że duża grupa sędziów, którzy niechętnie podporządkowują się tej władzy, ma wątpliwy status. Pan Zaradkiewicz, który sam jest nielegalnie powołany do Sądu Najwyższego, zapewne traktuje to swoje wystąpienie jako próbę zaszachowania Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wkrótce ma wydać orzeczenie w sprawie statusu obecnej Krajowej Rady Sądownictwa i w efekcie także statusu sędziów wskazanych przez ten organ do Sądu Najwyższego. Skoro wy możecie stwierdzić nielegalność KRS-u i mojej nominacji, to ja przed naszym trybunałem udowodnię, że takich nielegalnych w wymiarze sprawiedliwości jest więcej. 

Takie szachowanie może mieć szersze skutki niż tylko spór o pozycje uczestników tej rozgrywki.

Oczywiście, bo to dopiero otwiera spiralę skutków. W jej efekcie wielu obywateli i przedsiębiorców, którzy mieli jakieś sprawy w sądach, mogłoby się dowiedzieć, że dotyczące ich orzeczenia wydane zostały przez sędziów, których teraz uznaje się za wadliwie powołanych. 

Po latach mogłoby się okazać, że wyrok w jakiejś sprawie jest nieważny?

Tak, to do tego może prowadzić. Wprawdzie była kilka lat temu taka sytuacja, kiedy minister Jarosław Gowin likwidował małe sądy i decyzje o przeniesieniu sędziów do nowych jednostek podpisał wiceminister, podczas gdy w ustawie jest użyte słowo "minister". I wtedy Sąd Najwyższy stwierdził, że te decyzje przenoszące sędziów są wydane wadliwie, ale zaznaczył, że orzeczenia wydane w tym czasie przez przeniesionych sędziów pozostają w mocy. Chodziło o naprawienie błędu, usunięcie decyzji z wadą prawną, ale bez powodowania chaosu prawnego dla obywateli. Nie wiem jednak, czy można porównywać te sytuacje, a także czy dążąc do osiągnięcia zamierzonego celu uczestnicy tej akcji zechcą i będą w stanie zabezpieczyć interesy obywateli. W każdym razie jeśli doszłoby do stwierdzenia, że ci sędziowie nie byli uprawnieni do orzekania, to naturalną konsekwencją byłoby stwierdzenie nieważności prowadzonych przez nich postępowań. 

Poważnie to wygląda.

Aż boję się myśleć, jakie mogłyby być skutki takiego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. A także, jaka mogłaby być skala odszkodowań, które musiałby wypłacać Skarb Państwa ofiarom takiej rewolucji. Bo bez wątpienia trzeba mówić o milionach spraw. Nie wiem, czy pan Zaradkiewicz zdaje sobie sprawę ze skali problemu, który właśnie wywołuje. Nie wiem, czy pod tym kątem analizował swoje wystąpienie, mam natomiast wrażenie, że właśnie po raz kolejny chce zaistnieć publicznie, żeby było o nim głośno. Uważam, że osoby uruchamiające takie procedury powinny być piętnowane, a być może powinny też być pociągane do odpowiedzialności za działanie na szkodę państwa i obywateli. Bo konsekwencje tego są nieprzewidywalne, gdyby oczekiwane przez pana Zaradkiewicza orzeczenie w tzw. Trybunale Konstytucyjnym zapadło. A obserwowane realia pokazują, że to jest możliwe.