Helsińska Fundacja Praw Człowieka zorganizowała 6 marca br. na Wydziela Prawa UW wykład dr Marka Palczewskiego oraz adwokat Hanny Gajewskiej-Kraczewskiej na temat "Prowokacja dziennikarska – balansowanie na granicy prawa".
Dyskutanci przyznali, że prowokacja dziennikarska jest kontrowersyjną metodą zbierania informacji. Sprawia trudności prokuratorom i sędziom, gdyż nie jest zdefiniowana przez prawo.

Czym nie jest prowokacja

Zdaniem dr Marka Palczewskiego prowokacją dziennikarską nie może być łapanie w pułapkę, takie jak zakładanie przez dziennikarzy baru, aby wymusić łapówki od funkcjonariuszy publicznych.  Nie jest też prowokacją umawianie się na randkę dziennikarki "Super Expresu" z pracownikiem ratusza w godzinach urzędowania. Adwokat Hanna Gajewska-Kraczewska dodała, że wykupienie przez dziennikarzy tego pisma trotylu od jednostki antyterrorystycznej na Okęciu - przynosiło więcej szkody niż pożytku. Trotyl przewożono prywatnym samochodem przez środek miasta bez zabezpieczenia i potem trzymano "dowód" w szafie redakcyjnej. Jednak sąd orzekł w tej sprawie po 9 latach procesu, że przestępstwa nie popełniono.
- Trzeba odróżnić działania niepoważne, od tych mających na celu ważny interes publiczny i ujawnienie przestępstw już istniejących - mówił dr Palczewski. - W kodeksach etycznych wielu stowarzyszeń dziennikarskich nie wolno tworzyć nowych faktów i zmieniać rzeczywistości - dodał prelegent.

Prowokacja służy społeczeństwu
Według definicji dr Palczewskiego prowokacja musi spełniać sześć warunków: być dokonana w ważnym interesie społecznym, musi charakteryzować się niską szkodliwością społeczną, powinna być prowadzona przez dziennikarzy niezależnych, prowadzić do wykrycia sprawców przestępstw bądź nadużyć funkcjonariuszy publicznych, uzyskanych informacji nie można było zdobyć w inny sposób, a także - musi ujawniać prawdę i służyć napiętnowaniu stanu rzeczy.
Obecny na spotkaniu dziennikarz TVP Endy Gęsina-Torres, który był autorem prowokacji dziennikarskiej,  twierdzi, że dzięki jego reportażowi warunki osadzonych w ośrodku dla cudzoziemców poprawiły się.
Dziennikarz podał się za cudzoziemca nielegalnie przekraczającego granice i został umieszczony w strzeżonym ośrodku. Został w wyniku tych działań postawiony przed sądem z zarzutami instrumentalnego potraktowania wymiaru sprawiedliwości, sfałszowania dokumentów i składania fałszywych  zeznań. Sąd Rejonowy w Białymstoku  20 listopada 2013 r. uznał dziennikarza za winnego, ale odstąpił od wymierzenia mu kary. Apelację od tego wyroku złożyły dwie strony procesu.
Jak się bronić w takich wypadkach? Adw. Hanna Gajewska-Kraczewska radzi powołać się na stan swoistej wyższej konieczności i niską szkodliwość społeczną czynu.