Chodzi o prowokację dziennikarską. Operator TVN Piotra Wacowskiego, współautor reportażu "Polscy neonaziści", brał udział w zorganizowanych w maju 2017 roku w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego "obchodach urodzina" Adolfa Hitlera. Ich przebieg rejestrował ukrytą kamerą. Materiał pokazywał między innymi rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i "ołtarzyk" ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku została podpalona. Widać było też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu, wznoszenie toastów "za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę" oraz częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy. 

 

Cena promocyjna: 73 zł

|

Cena regularna: 73 zł

|

Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: zł


RPO: efekt mrożący i zniechęcający   

To zagadnienie zawiera:

{"dataValues":[929,657,5,4],"dataValuesNormalized":[12,9,1,1],"labels":["Orzeczenia i pisma urz\u0119dowe","Komentarze i publikacje","Akty prawne","Pytania i odpowiedzi"],"colors":["#EA8F00","#007AC3","#85BC20","#940C72"],"maxValue":1595,"maxValueNormalized":20}

Czytaj więcej w systemie informacji prawnej LEX

23 listopada 2018 r. do domu operatora wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wręczono mu też wezwanie do prokuratury jako podejrzanego. Miał usłyszeć zarzut propagowania nazizmu. Po dwóch dniach - jak przypomina RPO - Prokuratura Krajowa podała, że stawianie zarzutów dotyczących wykonywania gestów nazistowskich przez dziennikarza, jest przedwczesne. 

- Akcja ABW może rodzić tzw. efekt mrożący, a przecież w tym przypadku chodzi o ujawnienie działań maksymalnie szkodliwych dla demokracji - pisze Adam Bodnar. 

Przypomina, że gdy reportaż się ukazał, premier Mateusz Morawiecki dziękował dziennikarzom, że przyczynili się do zwalczania praktyk neonazistowskich. 

- Teraz się okazuje, że służby podległe premierowi robią coś zupełnie odwrotnego. Dokonują aktu, który mógłby być uznany za szykanowanie dziennikarza, czy stacji, która nadała materiał. Powstaje pytanie o przyczyny takich działań - dodaje. I podkreślił, że dziennikarze działali "ewidentnie w interesie publicznym". 

 

Podstawa prawna? Konstytucja i etyka dziennikarska

RPO dodaje, że prowokacja dziennikarska może pozwalać na ujawnianie przestępstw lub nieprawidłowości w działaniach władz. 

- Musi przy tym odpowiadać określonym standardom, bo nie jest prawnie uregulowana – ich niedochowanie może oznaczać odpowiedzialność karną. Ujawniania niezgodnych z prawem działań w takich przypadkach nie można jednak utożsamiać z ich propagowaniem - dodał. 

Zazancza również, że do pewnych środowisk dziennikarz nie może dotrzeć poprzeć tradycyjne nawiązanie kontaktu. - Na potrzeby tzw. dziennikarstwa wcieleniowego trzeba zatem zataić fakt, że jest się dziennikarzem. Taka forma dziennikarstwa jest dopuszczalna, pod warunkiem działania z zachowaniem ogólnych standardów etyki dziennikarza. Gdy prowokacja budzi wątpliwości co do jej legalności, o tym czy doszło do złamania prawa decyduje ostatecznie sąd. Jeśli dziennikarz wykaże, że choć naruszono jakieś dobro chronione prawem, to nastąpiło to w imię ważnego interesu społecznego, wtedy nie spotka go kara - przypomina RPO. 

Przywołuje równocześnie art. 14 Konstytucji, zgodnie z którym Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. - Z kolei zgodnie z art. 54 Konstytucji, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Ustawa o radiofonii i telewizji stanowi ponadto, że audycje oraz inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym - przypomina. 

Interes społeczny - to jedna z granic prowokacji

RPO dodaje, że granice dozwolonej prowokacji dziennikarskiej wyznacza m.in. działanie w ważnym interesie społecznym i ujawnienie w jej wyniku prawdziwego stanu rzeczy, który wymaga napiętnowania ale bez skłaniania do bezprawnych 

Zaznacza, że kodeksy etyki dziennikarskiej dopuszczają takie działania.

- Według kodeksu etyki Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, jest to możliwe ze względu na ważny interes społeczny, gdy nie ma innej możliwości zdobycia ważnych informacji, kiedy wszystko dzieje się za zgodą i wiedzą przełożonych oraz wówczas, gdy takie metody stosowane są w ramach dziennikarstwa śledczego, tj. tropienia w imię dobra publicznego – za wiedzą i zgodą przełożonych – zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy. Zasady etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej SA głoszą: "Niedopuszczalne jest posługiwanie się metodami moralnie nagannymi, takimi jak: wprowadzanie rozmówcy w błąd, podszywanie się pod inne osoby, ukrywanie rzeczywistego charakteru nagrywanej rozmowy, a także molestowanie i zastraszanie. Jedyny wyjątek może stanowić działanie w imię wyższego interesu publicznego, gdy uzyskanie ważnej informacji w inny sposób jest niemożliwe, a sprawa wymaga jej potwierdzenia lub zaprzeczenia. Może to mieć miejsce w przypadku tropienia przestępstwa, oszustwa, nadużycia władzy - podkreśla RPO.