To, jak palącym problem jest przemoc w polskich rodzinach pokazała m.in. pandemia koronawirusa.  Na pogorszenie sytuacji wpływ miały m.in. wprowadzone w marcu i kwietniu obostrzenia.  Jednym z lekarstw ma być możliwość wydawania przez policjantów nakazu natychmiastowego opuszczenia lokalu i zakazu zbliżania się do niego. Regulacja zacznie obowiązywać z końcem listopada. Tyle że - jak mówią prawnicy - same przepisy nie wystarczą. I wskazują na przykład "Niebieskiej Karty", która bywa nie tylko "sposobem" na na orzeczenie o winie w sprawach rozwodowych i narzędziem w rozgrywkach dotyczących opieki nad dziećmi, a też jest wykorzystywana przez samych sprawców przemocy. Uruchomienie procedury często nie jest trudne , a weryfikacja tego kto mówi prawdę bywa długotrwała. 

W 2019 r. - jak wynika z danych statystycznych Komendy Głównej Policji - policjanci wypełnili w sumie ponad 74 tys. formularzy "Niebieskiej Karty". Więcej niż w 2018 r. - o 1,58 proc., ale mniej o 1,78 proc. niż w 2017 r.  Co ważne procedura była częściej uruchamiana przez funkcjonariuszy z obszarów miejskich, niż wiejskich. Liderami były jednostki podległe komendom wojewódzkim policji w Lublinie, Katowicach oraz we Wrocławiu. Co ważne - jak wskazują organizacje zajmujące się problem przemocy - zwiększa się też świadomość społeczna. Coraz częściej procedurę uruchamiają np. pedagodzy szkolni lub - co jeszcze do niedawna było rzadkością - lekarze. 

 

 


Nadmierna biurokracja nie służy ofiarom

Przypomnijmy, że "Niebieska Karta" może zostać założona m.in. przez policję, Ośrodek Pomocy Społecznej, Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, ale też choćby dyrektora szkoły, czy pedagoga szkolnego albo pracownika służby zdrowia. Nie jest równoznaczna ze złożeniem zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa i nie stanowi podstawy do wszczęcia postępowania karnego. Jednak po złożeniu zawiadomienia i wszczęciu postępowania może zostać wykorzystana jako dowód procesowy. Dokumentacja „Niebieskiej Karty" jest też informacją, że w danej rodzinie dochodzi do przemocy, i że wymaga ona wsparcia, kontroli i pomocy. 

Kartami zajmują się interdyscyplinarne grupy robocze, w skład których wchodzą m.in. pracownik socjalny, kurator sądowy, policjant, lekarz/pielęgniarka, pedagog szkolny, wychowawca klasy.    

Jak mówi Małgorzata Rabczewska, członek Zespołu Interdyscyplinarnego i koordynator Sekcji ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, procedura "Niebieskiej Karty" funkcjonuje od 2011 r. i to praktycznie w niezmienionym kształcie i wymaga korekt, na pewno zmian ustawowych,

- Chodzi choćby o sam kształt formularza A "Niebieskiej Karty", który nie jest dostosowany do faktycznych potrzeb. Jest bardzo obszerny, pewnych rubryk jest za dużo, innych rzeczy brakuje. Nie ma choćby konieczności podania wieku domniemanego sprawcy, czy ofiary przemocy. Na przykład wpływa do mnie sprawa, dotycząca 13-latka znęcającego się nad rodziną. Ale ja nie wiem, że chodzi o dziecko, ponieważ w formularzu nie ma podanego wieku. Tymczasem w przypadku małoletniego podejrzewanego o stosowanie przemocy powinnam uruchomić inne procedury i działania - dodaje.  

Wskazuje, że właśnie tzw. kwitologia, czyli konieczność dokumentowania wszystkich czynności, pochłania olbrzymią część czasu, który powinien być poświęcony rodzinie i jej wsparciu - Jest generalny problem z interwencyjnością tych działań. Bo co do zasady takie powinny być, nastawione na pilną pomoc. Tymczasem najpierw trzeba zebrać dokumentację, obszerną, następnie – jeśli chce się zorganizować spotkanie grupy roboczej z osobą doświadczającą przemocy - to muszę ją oficjalnie na to spotkanie zaprosić. Wysłać pismo, które musi przejść przez ścieżkę administracyjną, trafić na pocztę itp. Następną kwestią jest konieczność pisemnego wezwania na kolejne spotkanie grupy domniemanego sprawcy przemocy, a to jest zadanie przewodniczącego zespołu interpersonalnego, czyli osoby która z daną rodziną, daną procedurą "Niebieskiej Karty" nie pracuje – wyjaśnia. 

Każde działanie, każdą czynność należy przy tym obszernie opisać, odnotować. - A to również pochłania cenny czas. To między innymi z takich powodów procedura z interwencyjnej staje się długofalowa - podsumowuje ekspertka. 

Czytaj: Polska "tradycyjna" rodzina na sztandary - Konwencję Stambulską zastąpimy własną?>>

Czynnik ludzki ma duże znaczenie 

Prawnicy, którzy na co dzień zajmują się sprawami rodzinnymi i przemocą w rodzinie, podkreślają że sama procedura ma istotne znaczenie w jej przeciwdziałaniu. Wśród największych bolączek systemu wymieniają jednak m.in. czynnik ludzki, a do tego braki w szkoleniach, doświadczeniu czy superwizjach. Wskazują, że dotyczy to nie tylko policjantów, ale też członków zespołów, którzy sytuacje mają monitorować i wspierać rodziny. 

- Nadal, niestety, zdarza się, że policjanci, w tym dzielnicowi, zniechęcają osoby doświadczające przemocy do rozpoczęcia procedury. Nie odmawiają wprost, ale wystarczy że powiedzą, że to nie ma żadnego sensu, bo i tak - po zawiadomieniu - sprawa z czasem zostanie umorzona. I to nie chodzi tylko o osoby, które nie są świadome swoich praw. Takie sygnały płyną też od - można powiedzieć - profesjonalistów, którzy doświadczają przemocy, próbują szukać pomocy i spotykają się z barierą nie do przejścia - mówi radcy prawny Aleksandra Ejsmont, na co dzień zajmująca się sprawami rodzinnymi. Przypomina, że osoba pokrzywdzona przemocą jest często w złym stanie psychicznym, przeżywa traumę.  

W podobnym tonie wypowiada się adwokat Robert Ofiara, zajmujący się również sprawami rodzinnymi i tymi dotyczącymi przemocy.
- Najważniejszy jest czynnik ludzki w postaci wiedzy i umiejętności policjantów, jeśli chodzi o tego typu interwencje. Ważne jest też to, jak policjanci są osobiście nastawieni do przemocy. Funkcjonariusze są bowiem sami narażeni na doświadczanie zachowań agresywnych i są takim środowiskiem, w którym ta agresja dosyć mocno istnieje, a to może się przekładać na sposób działania, podejście do interwencji - zwraca uwagę. Nie ma wątpliwości, że te dwa elementy powodują, iż pomimo narzędzi, przepisów, procedur podejmowane interwencje są niejednorodne, a w skali kraju widać różne podejście - m.in. policjantów - do takich spraw. 

Problem z doświadczeniem, przygotowaniem jest - jak mówią eksperci - także po stronie członków grup roboczych i zespołów interdyscyplinarnych. - Oczywiście to nie jest tak, że wszędzie jest taka sama sytuacja. Są miejsca gdzie problemem przemocy zajmują się ludzie z wiedzą, w pełni zaangażowani. Są też takie, gdzie widać luki w przeszkoleniu i przygotowaniu, kierowanie się własnymi doświadczeniami i na tej podstawie okazywanie określonego stosunku do stron - mówi adwokat Monika Sokołowska, ekspertka w sprawach przemocy w rodzinie i przemocy wobec kobiet. 

Czytaj w LEX: Realizacja procedury przeciwdziałania przemocy w rodzinie w czasie epidemii >

Czytaj też: Konwencja antyprzemocowa - nie do końca przestrzegamy, a chcemy wypowiadać>>

Wycofasz się, tracisz szansę na pomoc

Mecenas podaje zresztą konkretne przykłady. - W ramach jednej z takich grup roboczych były zbierane od osób pokrzywdzonych przemocą oświadczenia, że jeśli wycofają zgłoszenie, to już więcej nie będą go składać. Tłumaczono, że jak się wycofają, to nie mają co liczyć na pomoc, bo po co służby mają ciągle reagować - mówi mec. Sokołowska. 

I dodaje, że to dowód na brak elementarnej wiedzy o tym, jak działają mechanizmy przemocy - choćby błędne koło przemocy. - Brakuje też czasem wiedzy jak wypełniać prawidłowo formularze, jakie są procedury. Spotkałam się np. z sytuacją, w której osoba dotknięta przemocą seksualną, uprzednio przesłuchana już trybie przewidzianym przez procedurę karną dla pokrzywdzonych, w warunkach niebieskiego pokoju, z udziałem biegłego psychologa, była zmuszana w ramach grupy roboczej do ponownego opisywania tych zdarzeń o charakterze seksualnym - relacjonuje. 

W ocenie mecenas Ejsmont należałoby zacząć od źródła, czyli od tych osób, które jako pierwsze mają kontakt z osobami doświadczającymi przemocy. - Kolejny przykład - bywa, że policjanci, prokuratorzy irytują się: przyszła zgłosiła się i za chwilę się wycofa. Ja się napracuje, a ona się wycofa. To jest charakterystyczne, że osoby które doświadczają przemocy bardzo często się wycofują, co więcej wchodzą w mechanizm ochrony sprawcy. Ci, którzy z nimi pracują, powinni przejść szereg szkoleń dotyczących psychologicznych aspektów tego zjawiska i wtedy jest szansa, że będą korzystać z tego narzędzia w sposób prawidłowy - dodaje.

Czytaj: Od 30 listopada natychmiastowa izolacja sprawców przemocy - są projekty rozporządzeń>>

"Niebieska Karta" orężem przy rozwodzie 

Na to, że zbyt łatwe wszczynanie procedury "Niebieskiej Karty" może prowadzić do nadużyć wskazywała już w jednej ze swoich raportów Najwyższa Izba Kontroli. Potwierdzają to zresztą doświadczenia prawników. W praktyce wystarczy często zgłoszenie do Ośrodka Pomocy Społecznej czy na policję, że ktoś doświadcza przemocy, podanie przykładu i - następuje jej uruchomienie.

- I niestety są takie przypadki, że procedura "Niebieskiej Karty" jest nadużywana. Strona występuje o jej wszczęcie, by mieć argument w sprawie rozwodowej, potrzebny do wnioskowania o orzeczeniu winy. Wiąże się to z nieprawdziwymi zgłoszeniami o przemocy. Bywa, że "Niebieska Karta", jest "otwierana" np. tuż przed wszczęciem sprawy rozwodowej. I to również może rzutować na powstanie takiego przeświadczenia, także wśród policjantów, że znowu jest to "na potrzebę rozwodu". Znaczenie ma oczywiście czynnik ludzki, osoba, która ma stosować taką procedurę, jej podejście i doświadczenie - mówi mecenas Ejsmont. 

W ocenie mec. Ofiary jeśli dochodzi do nadużywania "Niebieskiej Karty" to powinny być wyciągane konsekwencje. - Najczęściej na gruncie prawa rodzinnego, bo z tym to jest związane. Sąd cywilny, rozstrzygając o sprawach związanych z małżeństwem czy dziećmi, powinien weryfikować czy rodzic nadużywa instrumentów prawnych, aby "odciąć" drugiego rodzica od dziecka, czy mu zaszkodzić. To powinno mieć odzwierciedlenie przy rozstrzygnięciu władzy rodzicielskiej czy winy rozpadu małżeństwa - mówi. 

Dodaje, że rozwiązaniem nie jest zagrożenie odpowiedzialnością karną, bo to uderzy przede wszystkim w osoby, które potrzebują pomocy. - Efekt będzie taki, że policjant podczas interwencji będzie mówił tak: muszą panią/ pana pouczyć, że jeśli nie udowodni w sprawie karnej znęcania, to konsekwencją może być odpowiedzialność karna. Skutek? Zniechęcenie do zgłaszania przemocy. Nie powinno być nacisku na odpowiedzialność karną w sytuacji wątpliwości co do uruchomienia "Niebieskiej Karty" – konkluduje.