W czwartek rano Nałęcz zapowiedział, że w sprawie wniosku Seremeta prezydent będzie czekał na opinię ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka. "Dopóki nie ma tej opinii, to przecież prezydent nie będzie tutaj dywagował na ten temat" - zaznaczył Nałęcz.

 

"Prezydent jest ostatnią w tej mierze instancją i (...) nie notarialną, a decyzyjną. I można się też zastanowić, czy pośpieszność tego wniosku też nie jest postawieniem pod ścianą prezydenta RP przez prokuratora generalnego" - zaznaczył Nałęcz, który był gościem "Salonu Politycznego Trójki".

 

"Pan prokurator Seremet trochę się pośpieszył, bo prezydent się zwrócił do Krajowej Rady Prokuratury (w tej sprawie), oczekuje od niej pewnego stanowiska, a pan prokurator Seremet podjął działania nie czekając na opinię, zdanie, stanowisko KRP" - powiedział Nałęcz.

 

Według niego, "pośpieszność" wniosku Seremeta upolityczniła całą sytuację. A - jak mówił - "prezydentowi bardzo zależało, żeby nie upolityczniać tak tej sprawy, tego konfliktu". "Stąd bardzo prezydentowi zależało i zależy, i prezydent ciągle liczy na to, że Krajowa Rada Prokuratury w tej sprawie zajmie swoje stanowisko" - dodał.

 

"Poza tym prezydent wcale nie ma pewności, że prosta zmiana personalna uzdrowi tę sytuację i między prokuraturą cywilną a wojskową wszystko już będzie w porządku" - podkreślił Nałęcz.

 

Pytany o opinię, że cała sytuacja jest "testem" na uznanie niezależności prokuratury, Nałęcz oświadczył: "Jak słucham polityków prawicy, to jestem trochę zdziwiony. Co to znaczy, że to jest test dla prezydenta? Przecież zastępcy prokuratora generalnego nie powołuje prokurator generalny, tylko prezydent". "Prezydent nie jest notariuszem, który tylko wpisuje w swojej księdze notarialnej decyzje prokuratora generalnego" - podkreślił.

 

We wtorek Kancelaria Prezydenta poinformowała, że Bronisław Komorowski "z przykrością" przyjął informację, że wniosek prokuratora generalnego o zmianę szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej został złożony przed posiedzeniem Krajowej Rady Prokuratury, która miała zająć się "napięciami w prokuraturze".

 

Wniosek Seremeta o zaopiniowanie płk. Jerzego Artymiaka na następcę gen. Krzysztofa Parulskiego na stanowisku szefa NPW wpłynął w środę do MON. Ostateczna decyzja należy do prezydenta. Rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk wyjaśnił, że powodem wniosku jest "publiczna i spektakularna krytyka przełożonego".

 

Kwestie związane z odwołaniem Parulskiego pojawiły się po ubiegłotygodniowych wydarzeniach, gdy prokurator wojskowy z Poznania płk Mikołaj Przybył postrzelił się w przerwie konferencji prasowej. W trakcie tej konferencji Przybył zapewniał, że nie złamał prawa, nadzorując postępowanie w sprawie przecieków ze śledztwa smoleńskiego. Protestował też przeciw planom likwidacji prokuratury wojskowej.

 

Tego samego dnia, również na konferencji prasowej, Parulski uznał za niestosowne zlecenie przez prokuratora generalnego prokuraturze cywilnej analizy działań prokuratury wojskowej ws. przecieków ze śledztwa smoleńskiego. Upublicznienie przez Andrzeja Seremeta wniosku analizy, zanim poznała ją NPW, uznał za nieetyczne. (PAP)