ezpłatny e-book 5 dylematów prawnika in-house: interpretacje, ryzyka, wątpliwości Sprawdź analizy prawne ekspertów i odpowiedzi LEX Expert AI
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Minister jednak zlikwiduje część sądów

Ministerstwo Sprawiedliwości uprzejmie przypomina, że za parę dni dojdzie do poważnej zmiany w naszym wymiarze sprawiedliwości. Ta uprzejmość nie przykryje jednak faktu, że jest to reforma tyleż potrzebna co kontrowersyjna. A także nie najlepiej przez resort przygotowana.

paragraf polska flaga
Źródło: iStock

Potrzebna, bo nie do utrzymania jest taka sytuacja, że obciążenie pracą pomiędzy różnymi sądami, a szczególnie pomiędzy tymi z dużych i małych miast, jest nawet 10-krotne. Na niekorzyść tych dużych oczywiście. Nie można też nie szukać tego typu zmian w kraju, który ma jedną z największych w Europie armii sędziów (drugie miejsce!) i zarazem jedne z najgorszych w tejże Europie wskaźników efektywności pracy sądów (przedostatnie miejsce pod względem długości oczekiwania na wyrok!).
Oczywiście, to nie tylko skutek niskiej jakości i małej efektywności pracy sędziów. To także problem nadmiernie rozbudowanej kognicji sądów, złej organizacji ich pracy, złych procedur procesowych i paru jeszcze innych czynników. Ale czy sędziów całkowicie można zwolnić z odpowiedzialności za ten stan rzeczy? Na pewno nie. A szkoda, że o tym tak mało się mówi, że to jest w wymiarze sprawiedliwości temat tabu. Że każda próba rozmowy na ten temat odbierana jest jako zamach na sędziowską niezawisłość. Szkoda też, że z zapowiedzi wprowadzenia do sądów „menadżerskiego sposobu zarządzania”, co było formułowane na wstępnym etapie prac nad obowiązującą już nową ustawą o ustroju sądów powszechnych, zostali dyrektorzy odpowiedzialni za remonty i zaopatrzenie, no i może jeszcze za pracę sekretarek.
Od wielu lat mówi się o potrzebie usprawnienia pracy polskich sądów. Ale żeby cokolwiek w tej sprawie robić, najpierw należy przeprowadzić porządny audyt. Czyli zatrudnić zewnętrznych fachowców (nie brakuje takich), którzy przeanalizowaliby organizację i strukturę, przebiegi informacji, potencjał kadr i jego wykorzystanie, ale także procedury obowiązujące w sądach i parę innych rzeczy. Nigdy tego nie zrobiono, a w każdym razie o niczym takim opinia publiczna nie była informowana. Gdyby minister miał taki materiał, to zapewne łatwiej by mu było bronić swojej reformy. A może też wynikałoby z niego, że powinna ta reforma pójść znacznie dalej. Bo samo stwierdzenie w komunikacie resortu, przypominającym o wchodzeniu reformy w życie, że jedną z przyczyn złego stanu naszego wymiaru sprawiedliwości „jest nadmierne zbiurokratyzowanie i rozdrobnienie sądownictwa w Polsce”, to za mało.
Gdyby za przygotowanymi przez resort zmianami stały poważne analizy, to zapewne łatwiej byłoby dyskutować z argumentami części sędziów, że wszystko jest w porządku, a reforma jest tylko po to, by im dokuczyć. Łatwiej też może by było dyskutować z sędziami, dla których nie do przyjęcia jest to, że do pracy będą musieli dojeżdżać np. 30 km do sąsiedniego miasta. To dopiero represja. Nikt przecież w Polsce nie dojeżdża tyle do pracy. Łatwiej też byłoby odrzucić wniosek pewnego trzydziestoparoletniego sędziego, który w związku z tą reformą poprosił o przeniesienie w stan spoczynku. Nie godzi się ten młody człowiek na dojeżdżanie do innego miasta, więc chce pobierać do śmierci pełne wynagrodzenie sędziego i nic nie robić. Kto wie, czy nie uda mu się tego celu osiągnąć.
Czytaj także: Od nowego roku znika 79 sądów rejonowych

Polecamy książki prawnicze