Dr Berek wybrany przez Sejm na nowego sędziego TK
Sejm wybrał dra Macieja Berka, niedawnego szefa Stałego Komitetu Rady Ministrów, na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Zgłosiła go grupa posłów KO. Zastąpi sędziego Justyna Piskorskiego, wskazanego w uchwale Sejmu z marca 2024 r. wprost jako następcę dublera, który nie jest sędzią TK i którego orzeczenia są dotknięte wadą prawną. Nie wiadomo jednak jak zachowa się prezydent Karol Nawrocki, czy zaprosi Berka na ślubowanie do Pałacu Prezydenckiego, czy odbędzie się ono np. w Sejmie, w obecności notariusza.

W głosowaniu nad wyborem nowego sędziego Trybunału wzięło udział 437 posłów, większość bezwzględna wynosiła 219. Za kandydaturą Berka zagłosowało 226 posłów, a za kandydaturą zgłoszonego przez PiS Artura Kotowskiego - 184.
Sam premier Donald Tusk widzi w dr Berku szansę na rozwiązanie problemu Trybunału.
Minister Berek jest mistrzem, jeśli chodzi o koordynację działań różnych osób i egzekwowanie tego, do czego się zobowiązujemy. (…) To jeden z najwybitniejszych polskich prawników praktyków, który ze swojej apolityczności i niepartyjności uczynił znak rozpoznawczy. Nie znam osoby lepiej przygotowanej, która może pomóc naprawić sytuację w wadliwym Trybunale Konstytucyjnym - wyjaśnił Tusk. Trybunał musi zostać uzdrowiony, aby mógł ponownie pełnić swoją konstytucyjną funkcję. Nie mamy żadnych innych interesów w tej sprawie. Zależy nam na naprawieniu TK, żeby nie był na smyczy prezydenta i PiS-u, tylko wykonywał swoją robotę – mówił jeszcze niedawno.
Czytaj: Prof. Haczkowska: Nowy sędzia TK powołany w miejsce dublera? Mogą być wątpliwości dot. statusu>>
Sędzia TK, wybrany we wrześniu przez Sejm, może być kolejnym dublerem?>>
Nowi sędziowie TK chcą pilnego zwołania Zgromadzenia Ogólnego – dla dobra TK>>
Berek zapewnia, że spełnia wymogi
Maciej Berek podczas obrad sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która go pozytywnie zaopiniowała, odpowiadał na pytanie m.in. o twierdzenia, że był „prawą ręką” premiera Tuska oraz o wątpliwości dotyczące spełnienia przez niego wymogu 10 lat wykonywania zawodu radcy prawnego. Zapewnił, że widnieje w dostępnym rejestrze radców prawnych. Dodał, iż ustawa o radcach prawnych determinuje i określa, co to jest wykonywanie zawodu radcy prawnego, na czym polega zgłoszenie wykonywania zawodu radcy prawnego i jakie obowiązki są z tym związane.
Ja jestem jeszcze dzisiaj członkiem Okręgowej Izby Radców Prawnych - dodał Berek. Dodał, że jeśli zostanie wybrany przez Sejm na sędziego Trybunału - zaznaczy w rejestrze radców prawnych, że zaprzestał wykonywania tego zawodu.
Podkreślił również, że „z premierem Tuskiem współpracował przez tyle lat (...), bo miał zaszczyt pracować z premierami, z premierem Tuskiem, z premier Kopacz, którzy szanowali, jeśli ktoś mówił, że z jakiegoś powodu coś jest niedopuszczalne”.
Kim jest nowy sędzia TK?
Maciej Berek pełnił funkcję ministra-członka Rady Ministrów i szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów od powołania obecnego gabinetu w grudniu 2023 r. W marcu 2025 r. stanął zaś na czele powołanego w kancelarii premiera rządowego zespołu ds. deregulacji. Od tego czasu patronował przygotowywanym przez rząd projektom deregulacyjnym. W lipcu 2025 r., przy okazji rekonstrukcji rządu, został ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Premier postawił przed nim wówczas zadanie kontroli i rozliczania pracy ministrów.
W poprzednich latach Berek pełnił też szereg funkcji w urzędach obsługujących konstytucyjne organy władzy publicznej. W latach 2007-2015 był prezesem RCL, a w latach 2008-2015 - sekretarzem Rady Ministrów. Był też dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, wicedyrektorem Departamentu Budżetu i Finansów oraz wicedyrektorem Departamentu Prawnego i Orzecznictwa Kontrolnego Najwyższej Izby Kontroli. Pełnił też funkcję dyrektora Centrum Informacyjnego Senatu. Przez dwie kadencje (w latach 2009-2017) był członkiem Głównej Komisji Orzekającej w Sprawach o Naruszenie Dyscypliny Finansów Publicznych.
Jest radcą prawnym, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego; jest też ekspertem Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych.
Prezydent: polityk w TK to ostatnie czego potrzebują Polacy
Podczas czwartkowego briefingu prasowego prezydent Karol Nawrocki ocenił, że „ostatnie, czego potrzebują Polacy” - niezależnie od poglądów politycznych - to politycy w TK.
Myślę, że ostatnią rzeczą, której potrzebuje dzisiaj Trybunał Konstytucyjny, to jest kolejny polityk w Trybunale. Szczególnie polityk, który jest bardzo bliskim współpracownikiem pana premiera Donalda Tuska - podkreślił.
Dodał, że decyzją KO o zgłoszeniu Berka na kandydata do TK może być głęboko zawiedziony m.in. elektorat tej partii. - Wiele ludzi protestowało przeciw temu, aby politycy byli w Trybunale Konstytucyjnym, a dzisiaj już pan premier tego zupełnie nie ukrywa. (...) Trybunał Konstytucyjny staje się kolejnym łupem partii politycznych - stwierdził.
Odniósł się też do kwestii ewentualnego ślubowania Berka. - Nie chcę powiedzieć, że nie powołam pana ministra Berka, natomiast są wątpliwości, które obiektywnie, niezależnie, mam nadzieję, że wszyscy widzą - podkreślił.
Praworządność to nie odbijanie TK
Kandydatura dra Berka spotkała się z wieloma glosami krytycznymi, również prawników. Przypomnijmy, że w jego sprawie pod koniec sierpnia stanowisko przyjęło dziewięć organizacji: Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Instytut Spraw Publicznych, Forum Obywatelskiego Rozwoju, Fundacja Panoptykon, Fundacja dla Polski/Fundusz Obywatelski im. Ludwiki i Henryka Wujców, Fundacja im. Stefana Batorego, Fundacja Wolności, Lepsza Demokracja oraz Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Zaapelowały do doktora o rezygnację z kandydowania na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, a do Sejmu o wybór kandydata, który nie pozostaje w tak bliskim związku z władzami politycznymi kraju, w procedurze zapewniającej stopniową odbudowę zaufania do Trybunału.
Naszym zdaniem drogą do uczynienia z Polski państwa praworządnego nie jest „odbicie” czy „przejęcie” Trybunału Konstytucyjnego przez aktualną większość parlamentarną. Droga do odpolitycznienia Trybunału wiedzie bowiem jedynie poprzez wybór do niego osób dających gwarancję apolityczności. Gwarancji takich nie daje osoba nazwana przez premiera jego prawą ręką i kierowana do Trybunału w celu realizacji planu rządu, jak wynika z licznych komentarzy towarzyszących zgłoszeniu kandydatury dra Berka. Bez względu na profesjonalne i osobiste zalety dra Berka, wiele obywatelek i obywateli może odebrać tę kandydaturę jako wybór jednoznacznie polityczny. Blokuje to proces odbudowy zaufania do polskiego sądu konstytucyjnego i jego autorytetu – wskazano.
Łatka „dublera” obciąży nowego sędziego?
Kolejną kwestią podnoszoną tym razem przez konstytucjonalistów jest fakt, że nowy, „ósmy” sędzia wybierany jest na miejsce i w trakcie trwania kadencji tzw. sędziego dublera. Zwróciła na to uwagę w rozmowie z serwisem Prawo.pl dr hab. Monika Haczkowska, prof. Uniwersytetu Opolskiego, adwokatka, mediatorka, konstytucjonalistka (Kancelaria Adwokacka dr Monika Haczkowska). Podkreśliła, że powołanie nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego przed upływem kadencji tzw. sędziego dublera może powodować ryzyko kwestionowania jego statusu i składów z jego udziałem.
- Część prawników może bowiem podnosić, że jest następcą dublera, więc składy z jego udziałem są nadal wadliwe – powiedziała.
W mojej ocenie problem może pojawić się teraz w czasie wyboru następcy po sędzim Justynie Piskorskim. Przypomnijmy, procedura już się zaczęła, kandydat dr Maciej Berek został już zgłoszony, a sam wybór przez Sejm zaplanowany jest na posiedzeniu Sejmu w dniu 2 września. Innymi słowy, nie będzie przerwy pomiędzy końcem kadencji sędziego określanego jako sędzia dubler, bo jest następcą sędziego „dublera” (zmarłego Lecha Morawskiego), a wyborem jego następcy – zaznaczyła.
I dodała, że może to też wpłynąć na podejście do rozstrzygnięć z udziałem nowego sędziego.
Oczywiście w przypadku wcześniejszej szóstki sędziów, wybieranych wiosną tego roku, też w grę wchodził wakat po tzw. dublerze, ale w przypadku sędziego Mariusza Muszyńskiego jego kadencja zakończyła się 3 grudnia 2024 r., więc od tego momentu do wyboru nowych sędziów minął ponad rok. Można powiedzieć, że sytuacja się oczyściła, bieg wady polegającej na wyborze sędziego w miejsce sędziego wadliwie powołanego został przerwany. Teraz sytuacja się ponawia, bo we wrześniu kończy się kadencja Justyna Piskorskiego, a w styczniu przyszłego roku Jarosława Wyrembaka – wyjaśniła.
O dziedziczeniu „dublerstwa” mówił nam też prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, przypominając o uchwale Sejmu z 6 marca 2026 r.
Jest w niej koncepcja, można powiedzieć, dziedziczenia dublerstwa, ponieważ uchwała dotyczy sędziów, którzy zostali wybrani w miejsce tzw. sędziów dublerów. Więc po pierwsze, jeżeli uważamy, że istnieje taka kategoria jak sędziowie dublerzy, to Trybunał Konstytucyjny traci swoje znaczenie, a dokonywanie wyboru kogokolwiek do Trybunału Konstytucyjnego jest nielogiczne, ponieważ nie ma tej instytucji. Przypomnę, zgodnie z tą koncepcją, że ten organ został skażony dublerstwem po tym, jak prezydent Andrzej Duda nie odebrał ślubowania od trzech sędziów wybranych w 2015 r. – mówił, zastrzegając równocześnie, że sam tej koncepcji nie akceptuje.
Nadzorował legislację, oceni ustawy, nad którymi pracował?
Zastrzeżenia budzi też fakt, że dr Berek był do niedawna szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów i nadzorował wdrażanie polityki rządu.
Stanisław Zabłocki, były prezes Sądu Najwyższego kierujący Izbą Karną, w dyskusji, która w tej sprawie toczyła się na Facebooku, zwrócił uwagę na dość istotną kwestię uwarunkowań czysto praktycznych. A konkretnie na to, w ilu sprawach dr Berek, jako sędzia TK, musiałby się wyłączać z powodu tzw. konfliktu interesów. A to ze względu na jego rolę w procesie legislacyjnym, kiedy był szefem RCL, szefem KSRM i nadzorował wdrażanie polityki rządu.
W swoim poście napisał natomiast: Od dawna uważałem (i nadal tak uważam), że pan doktor Maciej Berek jest, z uwagi na swe cechy charakterologiczne i potencjał wiedzy oraz biegłości jurydycznej, jedną z paru osób najlepiej w polskim świecie prawniczym predystynowanych do objęcia najwyższych, nie tylko politycznych, ale także sędziowskich funkcji. Sięgnięcie po te drugie powinno jednak nastąpić w warunkach, które strona demokratyczna sceny politycznej jeszcze niedawno sama uważała za konieczne do wprowadzenia i respektowania. Wierzę, że kiedyś to nastąpi.
Odpolitycznienie miało ratować TK
Kolejną kwestią jest też to, że zgłaszając jego kandydaturę, KO postąpiła wbrew ustawie o Trybunale Konstytucyjnym z 13 września 2024 r., którą parlament przyjął, a którą następnie prezydent Andrzej Duda w ramach tzw. kontroli prewencyjnej odesłał do Trybunału Konstytucyjnego, a ten w rozstrzygnięciu Kp 3/24 z 29 lipca 2025 r. uznał, że jest niekonstytucyjna.
Ta ustawa, która, przypomnę, w ocenie również koalicji rządzącej miała być podstawą uzdrowienia sytuacji wokół TK, zakłada 4-letnią karencję dla kandydata na stanowisko sędziego TK, jeśli pełnił urząd Prezydenta RP, mandat posła lub senatora, posła do Parlamentu Europejskiego, ale przede wszystkim pełnił funkcję członka Rady Ministrów, sekretarza bądź podsekretarza stanu czy pełnomocnika rządu. Jak również inne przepisy tej ustawy, na które bardzo chętnie powoływano się w sytuacji, gdy prezydent Karol Nawrocki nie zaprosił na ślubowanie czwórki nowych sędziów. Ustawa z września 2024 r., przypomnę, zakłada, że takie ślubowanie wobec prezydenta miałoby nastąpić w ciągu 14 dni. Z kolei sędzia niezaproszony na ślubowanie miałby możliwość, po upływie 14 dni, ale nie później niż na 30 dni przed dniem wyboru, złożyć ślubowanie w formie pisemnej z podpisem notarialnie poświadczonym i przekazać je marszałkowi Sejmu – wskazywała prof. Haczkowska.
I dodała, że w jej ocenie nie powinno być tak, iż „wybieramy sobie to, co nam pasuje, i nie mamy problemu ze zgłaszaniem kandydata, który zaledwie kilka dni wcześniej był członkiem rządu, ale równocześnie wskazujemy na inne, przydatne w konkretnej sytuacji przepisy”.
O co chodzi z wymogami na stanowisko sędziego TK?
Dyskusja wśród prawników toczy się też nad tym, czy dr Berek spełnia warunki do tego, by zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z art. 3 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego,sędzią Trybunału może zostać osoba, która wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Z kolei ustawa o Sądzie Najwyższym precyzuje, że chodzi m.in. o następujące wymogi:
- ukończenie 40 lat;
- nieskazitelny charakter;
- ukończenie wyższych studiów prawniczych w Rzeczypospolitej Polskiej i uzyskanie tytułu magistra lub zagranicznych studiów prawniczych uznanych w Rzeczypospolitej Polskiej;
- wyróżnianie się wysokim poziomem wiedzy prawniczej;
- posiadanie co najmniej dziesięcioletniego stażu na stanowisku sędziego, prokuratora, Prezesa Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, jej wiceprezesa, radcy, albo co najmniej dziesięcioletnie wykonywanie w Polsce zawodu adwokata, radcy prawnego lub notariusza;
- przy czym powyższy wymóg nie dotyczy osoby, która posiada tytuł naukowy profesora albo stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych i pracowała w polskiej szkole wyższej, Polskiej Akademii Nauk, instytucie naukowo-badawczym lub innej placówce naukowej.
Były wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, poseł PiS, napisał na X, że art. 30 par. 1 pkt 8 ustawy o SN wymaga, aby kandydat do TK „przez co najmniej 10 lat wykonywał w Polsce zawód (…) radcy prawnego”.
Sam wpis na listę radców nie wystarcza. Z jego życiorysu wynika, że od końca funkcji prezesa RCL w listopadzie 2015 r. do wejścia do rządu Tuska w grudniu 2023 r., czyli w okresie, w którym miał realnie wykonywać zawód radcy, minęło tylko 8 lat. Praca legislatora Kancelarii Senatu, dyrektora w NIK, prezesa RCL, sekretarza RM czy dyrektora generalnego BRPO nie jest wymieniona w przepisach i nie daje wymaganego stażu – wskazał.







