Środowa rozprawa przed Sądem Rejonowym w Lublinie miała charakter niejawny. Wiadomo jednak, że sąd chciał doprowadzić na niej do ugody, co jednak nie powiodło się.
W sprawie chodzi  o czyn z art. 212 § 2 k.k., tj. zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania. Zdaniem oskarżyciela prywatnego dr Sławimir Poleszak (naczelnik Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie) zniesławił go w recenzji jego książki Narodowe Siły Zbrojne na Lubelszczyźnie 1944-1947, którą oskarżony skierował do publikacji w „Zeszytach Historycznych WiN” (do samej publikacji nigdy nie doszło). Recenzja (Nie warto iść na skróty. Uwagi do książki Mirosława Piotrowskiego o NSZ na Lubelszczyźnie) została przesłana następnie przez sekretarza redakcji „Zeszytów Historycznych WiN” do Mirosława Piotrowskiego z prośbą o ustosunkowanie się do niej i przedstawienie ewentualnej odpowiedzi na recenzję. W jego imieniu odpowiedź taką przygotowała dr Ewa Rzeczkowska oraz prof. Zbigniew Karpus. Dr Sławomir Poleszak po otrzymaniu odpowiedzi na recenzję (przygotowaną przez osoby postronne, nie przez samego autora recenzowanej książki), zdecydował o wycofaniu swego tekstu  przed jego publikacją.
Jednak w sierpniu 2010 r. prof. Mirosław Piotrowski (europoseł, profesor KUL) skierował przeciwko dr. Sławomirowi Poleszakowi prywatny akt oskarżenia o zniesławienie, do którego miało dojść poprzez zamieszczenie w recenzji nieprawdziwych, zdaniem oskarżyciela, informacji na temat jego publikacji oraz jego osoby.
Sławomir Poleszak od początku nie komentuje sytuacji. Nie chciał się wypowiadać po środowej rozprawie. Natomiast Mirosław Piotrowski po posiedzeniu sądu zorganizował konferencję prasową. - Też uważam, że sąd nie jest właściwym miejscem do prowadzenia naukowej polemiki. Ale w tej sprawie nie chodzi o naukowy spór, ale o podawanie przez pana Poleszaka w recenzji kilkudziesięciu nieprawdziwych informacji dotyczących książki i mojego dorobku naukowego - tłumaczył polityk, cytowany przez "Kurier Lubelski". - Dr Poleszak zarzucił mi np., że nie zajmowałem się wcześniej problematyką polskiej konspiracji, podczas gdy napisałem na ten temat dwie książki i kilkanaście artykułów. W recenzji twierdzi też, że w mojej książce nie ma danych dotyczących ilości i liczebności oddziałów - podkreślał Piotrowski.
Europoseł zaznaczył, że jest zwolennikiem publikacji recenzji i odpowiedzi na nią w "Zeszytach Historycznych". Dlaczego jednak sam nie odpowiedział na recenzję, co jest raczej standardem wśród naukowców? - Nie chciałem być sędzią we własnej sprawie. Dla obiektywizmu sytuacji poprosiłem o napisanie odpowiedzi inne osoby - tłumaczył.
Spór monitoruje Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Tej sprawy w ogóle nie powinno się rozpatrywać przed sądem, bo sąd nie jest miejscem na debatę naukową. A recenzja pana Poleszaka to przecież zwyczajna recenzja pracy naukowej - mówił "Kurierowi" dr Adam Bodnar, wiceprezes Fundacji, który uczestniczył w dzisiejszym posiedzeniu. - Gdyby sprawa zakończyła się niekorzystnie dla pana Poleszaka miałoby to zły wpływ na kształt debaty naukowej w ogóle - dodał.