Mikołaj Kozak: Kiedy zdaniem gospodarza postępowania podejrzany nie jest jego stroną?
Czy podejrzany, co do którego umorzono śledztwo, może stracić kontrolę nad postępowaniem ponieważ to nie on, ani nie jego obrońca, wniósł zażalenie na postanowienie o umorzeniu postępowania przygotowawczego? Sytuacja dotąd nie do wyobrażenia, ale polska rzeczywistość procesowa nie przestaje dostarczać nam nowych tematów – pisze Mikołaj Kozak, adwokat z Kancelarii Kulpa Kozak Adwokaci i Radcowie Prawni.

Niestety, te tematy odbywają się kosztem konkretnych ludzi, których z niewiadomych przyczyn (miejmy nadzieję, że tylko przez niedopatrzenie) pozbawia się podstawowych gwarancji procesowych.
Czytaj: Mikołaj Kozak: Wyboista obrona przed słabymi zarzutami>>
Wielowątkowa sprawa, umorzenia, a w sądzie… zaskoczenie
Konfiguracja jest następująca. Postępowanie przygotowawcze było w fazie in personam – klientowi przedstawiono poważne zarzuty. Po rozbudowanym postępowaniu dowodowym, w dużej, wielowątkowej sprawie i po wyłączeniu wątku dotyczącego klienta do odrębnego postępowania, prokurator zdecydował się umorzyć postępowanie.
Postanowienie o umorzeniu postępowania jest, rzecz jasna, nieprawomocne, bo zażalenie na taką decyzję procesową mogą złożyć pokrzywdzeni. Zażalenie wpływa w terminie i akta sprawy prokuratorskiej zostają – wraz z zażaleniem – przekazane do właściwego sądu.
W dotychczasowej praktyce nie spotkałem się z sytuacją, by w takiej układance procesowej ktokolwiek kwestionował status strony podejrzanego. Zgodnie z art. 306 par. 1a pkt 1 Kodeksu postępowania karnego, na postanowienie o umorzeniu śledztwa zażalenie przysługuje stronom.
Klient nie wniósł zażalenia, traci status strony?
Skoro ustawodawca przyznaje podejrzanemu – jako stronie – prawo wniesienia zażalenia (co można wyobrazić sobie np. w sytuacji umorzenia postępowania z przyczyn formalnych, a nie merytorycznych), to trudno przyjąć, by po wniesieniu zażalenia przez inny podmiot podejrzany tracił status strony. Taki wniosek nie wynika z żadnego przepisu prawa i w sposób jaskrawy narusza prawo do obrony.
Trudno też racjonalnie utrzymywać, że w celu zachowania statusu strony podejrzany lub jego obrońca miałby wnieść zażalenie na korzystną decyzję procesową tylko po to, by mieć pewność, że będzie mógł bronić postanowienia o umorzenia w postępowaniu zażaleniowym przed sądem.
Spotkaliśmy się tymczasem z sytuacją, w której właściwa prokuratura umorzyła śledztwo prowadzone przeciwko klientowi, zaś po wniesieniu zażalenia przez pokrzywdzonego sąd raczył nas poinformować, że nie przysługuje nam prawo do wglądu do akt, do zapoznania się ze złożonym zażaleniem i – jak można się domyślać – konsekwentnie również udział w posiedzeniu zażaleniowym.
Sytuacja nie do pogodzenia z prawem do obrony
Sytuacja jest kuriozalna – wynik postępowania zażaleniowego w sposób bezpośredni oddziałuje na sytuację procesową podejrzanego, czyli osoby, która dopiero nieprawomocnie „wygrała” sprawę. Optyki sądu nie sposób pogodzić z art. 42 ust. 2 Konstytucji RP, zgodnie z którym każdy, przeciw komu prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony na wszystkich stadiach postępowania.
Z kolei na tle art. 6 Kodeksu postępowania karnego, w którym mowa o prawie do obrony, wyrażany jest jednolity i powszechny pogląd, że stanowi ono jedno z fundamentalnych praw człowieka, przy czym związane jest m. in. z prawem do informacji procesowej oraz możliwością podjęcia realnej obrony.
Zasada prawa do obrony ma również swoje źródła w prawie traktatowym, w tym w art. 6 ust. 3 EKPCz, na tle którego podnosi się, że prawo do bronienia się osobiście stanowi rdzeń prawa do obrony i nie wymaga dowodzenia teza, że podstawowe znaczenie ma w tym względzie prawo do udziału w posiedzeniach przed sądem („nic o nas bez” – tak chciała ponad 500 lat temu szlachta, a teraz tylko podejrzany).
W sprawie, która jest naszym udziałem, trudno jest uznać, by posiedzenie zażaleniowe, które miałoby się odbyć bez klienta i jego obrońców, urzeczywistniało prawo do obrony w którymkolwiek z opisanych wymiarów.
Jasne przepisy nie wymagają interpretacji?
Pozostaje mieć nadzieje, że zwycięży zdrowy rozsądek i powyższe argumenty skłonią sąd do refleksji lub autorefleksji. Smutna jest natomiast konieczność dowodzenia rzeczy oczywistych, bo przecież podobno clara non sunt interpretanda (tego, co jasne, nie poddaje się wykładni).
Ktoś kiedyś powiedział, że zdanie „przepis stosuje się odpowiednio” oznacza, że stosuje się go tak samo, trochę inaczej albo zupełnie inaczej. W naszej sytuacji nie ma czego wykładać, a problem i tak powstał. Taka już nasza rzeczywistość procesowa.






