Jak przypomina sędzia TK w stanie spoczynku i była rzecznik praw obywatelskich, w końcu jednak zlitował się Prokurator Generalny, do którego wydeptali drogę obrońcy zwierząt. On wniósł sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, o stwierdzenie niekonstytucyjności rozporządzenia ministra rolnictwa z 2004 roku i jego niezgodności z ustawą wyższego rzędu o ochronie zwierząt. Pod koniec listopada tego roku zapadło orzeczenie Trybunału, który musiał po prostu uznać oczywistą niekonstytucyjność rozporządzenia. I wtedy się zaczęło. Protestujący biznes mięsny udał, że nastąpił atak na wolność religijną w Polsce. Mimo że TK wyraźnie stwierdził, że nie zajmuje się problemem oceny uboju rytualnego, ale problemem niezgodności aktu niskiej rangi z ustawą. I właśnie dlatego, żeby dać państwu czas na rozwiązanie problemu religijnego wyjątku, odroczył ostateczne wypadnięcie tego rozporządzenia z systemu prawnego do końca tego roku. Tym bardziej, że 1 stycznia 2013 wchodzi w życie nowe rozporządzenie unijne, stosowane bezpośrednio, to znaczy nie wymagające implementacji w prawie krajowym. To rozporządzenie dokładnie powtarza to, co my mieliśmy od 1997 roku do roku 2002, kiedy ta cała cyniczna gra się rozpoczęła. Rozporządzenie unijne powtarza, że zwierzęta się głuszy, ale dla uboju rytualnego głuszyć nie trzeba. Wszyscy mięsni lobbyści czekają z zachwytem na wejście tego rozporządzenia, mniemając, że ich praktyki będzie można kontynuować bez przeszkód. No bo faktycznie mamy klincz. Na dzień dzisiejszy wciąż mamy ustawę z 1997 roku, która po nowelizacji w 2002 roku przewiduje bezwzględny obowiązek głuszenia zwierząt i nie reguluje w ogóle sprawy uboju rytualnego - mówi prof. Ewa Łętowska.
Więcej:
Łętowska: Cała prawda o polskim uboju rytualnym
Projekt ws. uboju rytualnego może być w styczniu w Sejmie

 

Czytaj także: "Rzeźbienie państwa prawa. 20 lat później"