Komunikacja elektroniczna nie jest cudownym lekiem na wszystko. Nie rozwiązuje sama z siebie wszystkich problemów i nie spowoduje, że problemy w rozpoznaniu spraw w sądach znikną. Wynika to zresztą z jednego zasadniczego powodu – wbrew wszystkim nieograniczonym entuzjastom wskazać trzeba, że nasza rzeczywistość społeczna i gospodarcza nadal jednak jest papierowa. Nie jest elektroniczna. 

Czytaj: Rząd autopoprawką wprowadza e-rozprawy, bieg terminów administracyjnych też do "odwieszenia">>

Przywiązanie do papieru króluje

Od lat zresztą wskazuję na coś, co sam nazywam „syndromem dwóch dziurek”. Otóż zwykle gdy dostaję załączone do pozwu dowody w postaci utrwalonych na papierze maili, czy też przesłanych elektronicznie faktur bądź innych dokumentów, widzę po lewej stronie dwa szare kółka. Efekt tego, że załączniki dla sądu produkowane jako obraz dokumentów elektronicznych, nie powstają zwykle przez ich wydruk, a najczęściej są efektem kserowania wyciągniętych z segregatorów wcześniejszych wydruków. 

Czytaj w LEX: Mediacja w erze Covid-19 (koronawirusa) >

Jakoś tak to wygląda, że jednak w wielu miejscach w znacznej ilości występuje przechowywanie dokumentów elektronicznych w postaci ich papierowego wydruku w segregatorze, po wcześniejszym ich w ten segregator wpięciu. Rzeczywista bariera w bardzo powszechnej informatyzacji, to zatem nadal dość powszechne przywiązanie do papieru. A to z kolei oznacza dość zasadniczy problem z tym kto ten papier przetworzy na postać elektroniczną. Nie zrobią tego za strony sądy. Powiedzmy sobie zatem jasno – jeżeli ktoś będzie chciał wejść masowo w wyłącznie elektroniczny obieg pism w sądach, to musi narzucić taką formę komunikacji uczestnikom postępowania. 

Czytaj w LEX: Doręczenia w postępowaniach sądowych w dobie COVID-19 (koronawirusa) >

Nie jest realne przyjęcie, że sądy same przetworzą wszystkie wpływające pisma papierowe na postać elektroniczną, aby doręczyć je tym, którzy życzą sobie wyłącznie elektronicznej komunikacji. Nie mają do tego zasobów. 

Czytaj: Sądy hodują zaległości, choć dawno mogły działać online>>

Czas na pisma składane elektronicznie 

Jedyny więc sposób przejścia na masową elektronizację to przyjęcie, że określona część pism z załącznikami będzie składana tylko elektronicznie. Na tym oparto w ostatnich 15 latach (czyli w okresie, gdy pojawiały się regulacje i rozwiązania organizacyjne informatyzujące poszczególne segmenty postępowań sądowych) rozwiązania, które przyniosły efekt. Zwróćmy zresztą uwagę na choćby wprowadzenie w latach 2018-2019 (było to wdrażane etapowe) na mocy nowelizacji ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym z dnia 26 stycznia 208 r., repozytorium dokumentów finansowych Krajowego Rejestru Sądowego. Od połowy marca 2018 r. do końca grudnia 2019 r. do tego repozytorium dokonano prawie 740 tysięcy zgłoszeń, co w istocie oznacza, że nie złożono wniosków inicjujących może nawet 740 tysięcy spraw sądowych w sądach rejestrowych, a już na pewno nie spuchły o nie akta rejestrowe. 

Czytaj w LEX: Wpływ epidemii Covid-19 (koronawirusa) na toczące się cywilne postępowania sądowe >

W gruncie rzeczy to najpoważniejsze ograniczenie kognicji sądów od wielu lat. Jakikolwiek model informatyzacji powszechnej sądownictwa nie może odbyć się na tej zasadzie, że sądy zdigitalizują wszystkie wnoszone pisma papierowe z papierowymi załącznikami. Zaangażowanie dotyczyć musi wszystkich. Ale przede wszystkim należy wyeliminować zbędne zadrukowywanie papieru, który potem należy dygitalizować.

Czytaj: Bez e-Sądownictwa – nie jesteśmy w stanie funkcjonować>>

E-rozprawy mają swoje ograniczenia, ale...

Największy problem, jaki się obecnie pojawia, to chyba kwestia różnych oczekiwań skutków projektowanych zmian. Nie mam wątpliwości, że prowadzenie rozpraw online (czy zdalnie), jest formułą mimo wszystko nie dającą takiej sprawności i pewności kontaktu jak rozprawa z bezpośrednim udziałem stron. Możliwość bezpośredniego porozumienia, bez konieczności zajmowania się przerwami w transmisji, będzie wygodniejsza. Nie oznacza to jednak, że nie należy wdrażać czy to całych rozpraw prowadzonych z wykorzystaniem wideokonferencji z nieobecnością w budynku sądu uczestników rozprawy, czy to rozpraw nazwijmy je hybrydowych z udziałem niektórych osób znajdujących się albo w swojej kancelarii, albo w miejscu zamieszkania czy pracy. I to nie tylko na czas epidemii koronawirusa.  

Czytaj w LEX: Funkcjonowanie sądów i wymiaru sprawiedliwości w obliczu koronawirusa >

 


I oczywiście można załatwić na posiedzeniu niejawnym szereg apelacji, nie zmienia to jednak faktu, że to co wymaga rozprawy trzeba będzie rozstrzygnąć na rozprawie. Również rozprawie online. 

Zresztą takie rozprawy już mają miejsce. Przy porozumieniu stron - rozumianej jako umowa procesowa co do takiego udziału w rozprawie wyznaczonej przez sąd  - jest to już dziś możliwe. Co więcej techniczną możliwość bezpiecznego łączenia wideokonferencji, w tym również integracji tej wideokonferencji z e-protokołem już w sądownictwie opanowano. Już dwa-trzy lata temu postulowane były zmiany legislacyjne (choć przyjęto to podówczas z oporami) zmierzające do wdrożenia możliwości przesłuchania świadka czy innej osoby nie tylko z budynku sądu, ale i z miejsca zamieszkania bądź pracy. Techniczna możliwość więc jest, problem raczej w licencji na ilość równoczesnych połączeń, choć i w tej materii możliwość rozszerzenia (czyli w informatyce skalowalność) istnieje. 

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność Skarbu Państwa za szkody w trakcie pandemii > 

 


E-doręczenia niczym nowym 

Są też głosy, że doręczenia dokonywane za pośrednictwem portalu informacyjnego sądów powszechnych nie są dobrym pomysłem. Moim zdaniem są jedynym na dziś dobrym i skutecznym rozwiązaniem w tym zakresie. Więcej - obawiam się, że przejawiane przez część zawodowych pełnomocników obawy co do doręczeń przez portal wynikają z zupełnie innych względów niż obawy techniczne. 

Czytaj w LEX: Prawa i obowiązki pełnomocników procesowych w praktyce w związku z koronawirusem >

Portale działają od 15 lat, a przez lata działania można zauważyć nadużycia w korzystaniu z dostępu do nich. Niektórzy użytkownicy mają zwyczaj zapoznawać się z dokumentem na portalu (co sąd widzi) po czym go...nie odbierać, aż do upływu terminu drugiego awiza. W tym samym czasie - o dziwo - odbierają inne przesyłki z tego samego wydziału. Zapewne to tylko przypadek. Oczywiście. 

Po ludzku rozumiem to, że ktoś chce mieć na apelację nawet 30-35 dni zamiast 14 i zamiast odebrać uzasadnienie drukuje je z portalu, a przesyłkę odbiera najpóźniej jak się da. Prawdziwy problem takich praktyk zaczyna się wtedy, gdy chodzi o zezwolenie, czy zobowiązanie do złożenia pisma i na rozprawie pełnomocnik zaczyna mówić, że przesyłkę odebrał kilka dni temu i ma jeszcze czas na jego złożenie pisma, a zatem domaga się odroczenia. I to w sytuacji, gdy sąd widzi, że adresat z pismem zapoznał się np. 20 dni wcześniej, a termin liczony od zapoznania się upłynął mu prawie tydzień przed rozprawą. 

Czytaj w LEX: Zmiany opłat sądowych w związku z reformą KPC >