Sędziom i prokuratorom szef rządu zarzucił, że obrzucają go błotem, prowadzą z nim walkę polityczną i że "działają przeciwko państwu".
Berlusconi, który trzy godziny uczestniczył w rozprawie, oświadczył po wyjściu z sądu: "Spędziłem surrealistyczny poranek, to paradoksalna strata czasu, wydawanie publicznych pieniędzy, które woła o pomstę". Akt oskarżenia uznał za "owoc fantazji" oskarżyciela.
Odnosząc się do swych procesów premier stwierdził, że "mają one tylko na celu obrzucenie błotem przeciwnika". "To niesłychane błoto szerzą dzienniki krajowe i zagraniczne" - podkreślił.
Berlusconi podziękował za wsparcie ze strony około 200 zwolenników zgromadzonych przed gmachem sądu. "Jestem poruszony waszą obecnością. Według danych, jakie mi przedstawiono, to 2605. rozprawa w moich procesach" - mówił. "Dziękuję wam za wsparcie i zaufanie, jakie mi okazujecie, zapewniam was, że na to wszystko zasługuję" - podkreślił.
Z kolei przed wejściem na salę rozpraw Berlusconi powiedział dziennikarzom: "Wiemy, że to są procesy medialne, nie ma w tym nic z prawdy. To dowód tego, że w naszym kraju doszliśmy do sytuacji granicznej i dlatego trzeba zreformować wymiar sprawiedliwości". Dodał, że trzeba doprowadzić do tego, by "sądownictwo było tym, czym powinno być, a nie jak dzisiaj - orężem walki politycznej". "Zarzuty przeciwko mnie są śmieszne, bezpodstawne, szalone" - powiedział Berlusconi. "Niesłychane błoto, którym się obrzuca mnie, bogatego człowieka, spada na cały kraj" - ocenił.
"To tylko wymysły prokuratorów, całkowicie oderwane od rzeczywistości" - tak skomentował jeden z zarzutów, że był potajemnym wspólnikiem amerykańskiego producenta filmowego, który sprzedawał prawa do emisji telewizji Mediaset. Z ironią premier zauważył: "Ponieważ w rządzie jest niewiele do zrobienia, jestem tutaj, by mieć jakieś zajęcie".
Po raz kolejny sprzeciwił się wykorzystywaniu podsłuchów. "Podsłuchy nie są wiarygodne w poważnym kraju, nie są wiarygodne ani dla oskarżenia, ani dla obrony, bo można nimi manipulować" - powiedział. "Zapisu podsłuchów nie wykorzystuje się, ani nie publikuje w gazetach" - dodał. "To, co mówi się przez telefon w kraju wolnym i demokratycznym jest nienaruszalne" - podkreślił premier.
Uwikłany w procesy szef włoskiego rządu pojawił się w sądzie po raz drugi w ciągu ośmiu lat. Poprzednim razem - 28 marca - wziął udział w posiedzeniu sądu w innej toczącej się tam sprawie, również dotyczącej oszustw w jego telewizyjnym koncernie.
Przed gmachem sądu jego zwolennicy trzymali niebieskie balony i sztandary partii premiera Lud Wolności. Mieli transparenty z hasłem: "Silvio, nie daj się!". W grupie tej byli między innymi parlamentarzyści koalicji. Z głośników puszczono na cały regulator piosenkę-hymn na cześć premiera pod tytułem "Na szczęście jest Silvio". Byli również przeciwnicy Silvio Berlusconiego, którzy wznosili okrzyki: "Wszyscy obywatele są równi wobec prawa".


Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)