Jak pisze "Dziennik Gazeta Prawna", w ten sposób sąd legitymizuje działania fiskusa, którego taktyka jest prosta: nic nie robić przez prawie 5 lat, a gdy już zbliża się termin przedawnienia, wkraczać do akcji i wydawać decyzję. To nic, że jest nieostateczna i podatnik się od niej odwołuje. Wystarczy, iż ten sam naczelnik, który wydał decyzję, nada jej rygor natychmiastowej wykonalności. Na tej podstawie uruchamiana jest egzekucja, czyli np. zajmowane jest konto podatnika w banku. To z kolei – jak każdy inny środek egzekucyjny – przerywa bieg terminu przedawnienia i termin zaczyna biec na nowo – czyli przez kolejne pięć lat.
Jak pisze Katarzyna Jędrzejewska, urząd musi uprawdopodobnić, że zobowiązanie podatkowe nie zostanie wykonane. Urzędy wskazują wtedy, że do przedawnienia zostały np. zaledwie dwa miesiące, podatnik z pewnością dobrowolnie nie zapłaci, a na dodatek złożył odwołanie, które trzeba rozpatrzyć, co zajmie nawet dwa miesiące. Zobowiązanie może się w tym czasie przedawnić. Więcej>>>