O planach umożliwienia dyrektorom dyscyplinowania "trudnej" młodzieży, bez konieczności zawiadamiania policji czy sądu rodzinnego, serwis Prawo.pl pisał już kilka miesięcy temu. Stosowne zapisy znalazły się w projekcie ustawy o nieletnich.  Zakładają, że w sytuacji gdy nieletni wykazuje przejawy demoralizacji lub dopuścił się czynu karalnego na terenie szkoły lub w związku z realizacją obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki, dyrektor szkoły, do której uczęszcza, będzie mógł, za zgodą rodziców albo opiekuna dziecka zastosować różnego rodzaju środki oddziaływania wychowawczego. To on musi ocenić, czy takie działanie jest wystarczające.  Katalog ma być otwarty i nie wyłączać zastosowania kar określonych w statucie szkoły. 

 


 

A te ostatnie - w myśl ustawy o systemie oświaty - to upomnienie od wychowawcy, nagana wychowawcy,  pozbawienie ucznia możliwości udziału w wydarzeniach klasowych i szkolnym o charakterze rozrywkowo – rekreacyjnym lub wymierzone bezpośrednio przez dyrektor - upomnienie, nagana oraz przeniesienie do innej klasy. W najpoważniejszych sprawach możliwe jest nawet skreślenie z listy uczniów, ale biorąc pod uwagę obowiązek szkolny, musi się wiązać z przeniesieniem do innej szkoły. 

Czytaj: Dyrektor szkoły ukarze niesfornego ucznia>>
 

Plus - mniej błahych spraw w sądach rodzinnych

Eksperci zgodnie podkreślają, że szkoły powinny mieć większy wpływ na wychowywanie dzieci, w tym także możliwość skutecznego karania za część sytuacji do których dochodzi właśnie w szkole. Także sędziowie wielokrotnie podnosili, że  trafiają do nich sprawy, które powinny być rozstrzygnięte przez dyrektorów - np. zniszczenie ławki, sprzętu, bójki (nie pobicia) między uczniami.  

Sprawdź: Czy nauczyciel może w ramach kary za złe zachowanie nie zabrać niektórych uczniów na wycieczkę? >

- Ta regulacja wpisuje się w sugerowany przez rekomendacje międzynarodowe nurt stosowania wobec nieletnich środków alternatywnych względem postępowania sądowego - mówi adwokat Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Marcin Wolny. 

Podobnego zdania jest dr Justyna Jóźwiak z Zespołu KMPT przy Biurze RPO. Jak podkreśla, jest dużo zarzutów wobec szkół, że mają skupiać się na uczeniu nie na wychowywaniu dzieci, ale jak dodaje taka możliwość - rozstrzygnięcie problemu z uczniem przed etapem sądu rodzinnego jest dobrym kierunkiem.  - To na pewno dobra strona tych propozycji. Ale - co warto podkreślić - ten przepis pewne zagrożenia i pewne ryzyko - mówi. 

Sprawdź: Jakie konsekwencje dyrektor szkoły powinien wyciągnąć wobec nauczycielki, która bez wiedzy i zgody zabrała 19 dzieci poza teren szkoły? >

Po pierwsze - otwarty katalog

Mówiąc o ryzyku prawnicy zwracają uwagę przede wszystkim na to, że katalog kar, które będzie mógł zastosować dyrektor jest otwarty. Rodzice będą mogli się na to nie zgodzić, ale - jak zapisano w projekcie - w takiej sytuacji  dyrektora będzie miał obowiązek zawiadomienia sądu rodzinnego.

Czytaj: Prawnik na każdym etapie i nowe instytucje w postępowaniu wobec nieletnich>>

- Niewątpliwie lepiej byłoby,  gdyby katalog stosowanych przez dyrektora szkoły środków wychowawczych był zamknięty. Obawiam się, że taki otwarty może posłużyć w niektórych wypadkach do stosowania nietypowych środków wychowawczych, które przez dziecko mogą być odebrane jako stygmatyzujące lub poniżające - zaznacza Marcin Wolny. 

Sprawdź: Co dyrektor szkoły może uczynić w sytuacji, kiedy uczeń jest agresywny wobec uczniów i pobił nauczyciela? >

Natomiast adwokat Jerzy Grycz zwraca uwagę, że z jednej strony katalog jest otwarty z drugiej w proponowanych przepisach - jak mówi - zdaje się brakować środka odwoławczego od kary zaproponowanej przez dyrektora. - Jeżeli takiej drogi odwoławczej nie ma, to naruszałoby to prawo nieletniego do obrony - zaznacza. 

Dwie kary w szkole, trzecia w sądzie

Kolejna kwestia to - w ocenie ekspertów - ryzyko podwójnego ukarania przez szkołę.  - Dyrektor - w myśl proponowanych przepisów - mógłby zastosować środki oddziaływania wychowawczego, ale w projekcie jest też zapisane, że te środki nie wyłączają zastosowania kary określonej w statucie szkoły. Może dojść do takiej sytuacji, kiedy ten sam uczeń zostanie ukarany przez dyrektora sprzątaniem korytarza i dodatkowo wymierzona mu zostanie kara określona w statucie placówki - mówi Jóźwiak.

Istotne jest też to, że może dojść do sytuacji, gdy mimo decyzji dyrektora o rozwiązaniu sprawy na terenie szkoły i tak dojdzie do wszczęcia postępowania przez sąd rodzinny - na skutek zawiadomienia przez inny podmiot. Przykład - rodzic dziecka, które zostało uderzone, albo któremu zniszczono rzeczy może sam powiadomić policję, ta z kolei sąd rodzinny. Ale sąd będzie mógł wziąć pod uwagę fakt, że uczeń został już ukarany w szkole i umorzyć sprawę. 

Czytaj: Od ośrodka wychowawczego po więzienie - wadliwy system psuje dzieci>>
 

Poważne sprawy trafią pod szkolny dywan?

Może się też zdarzyć - mówią prawnicy - że dyrektorzy szkół będą chcieli karami załatwić nie tylko drobniejsze, ale też poważniejsze sprawy, które mogłyby np. negatywnie wpływać na wizerunek placówki. 

- Istnieje pewne ryzyko nadużywania tej regulacji i niejako zamiatania poważniejszych spraw pod dywan. W tym kontekście pozostaje jednak liczyć na odpowiedzialność dyrektorów szkół, a także świadomość ewentualnych pokrzywdzonych, którzy zawsze mogą skorzystać z możliwości zawiadomienia sądu rodzinnego - mówi adwokat Marcin Wolny. 

 


W jego ocenie skorzystanie przez dyrektora szkoły z możliwości ukarania ucznia nie powinno wyłączać od działania sąd rodzinny. - To sędziowie rodzinni mają najwięcej doświadczenia w stosowaniu środków wychowawczych zgodnie z zasadą dobra dziecka. Środki te stosuje się zazwyczaj kumulatywnie. Nie wydaje mi się, aby była więc przestrzeń do naruszenia zasady ne bis in idem, zwłaszcza że sąd zobligowany będzie do uwzględnienia poprzednio zastosowanego środka wychowawczego - dodaje prawnik HFPC.