Zmiany w zaświadczeniach medycyny pracy, ale nie takie, jakich potrzebuje system
Od 18 lipca 2026 r. lekarze medycyny pracy będą mogli wystawiać zalecenia w formie elektronicznej – zmiana formatu nie odpowiada jednak na pytanie, czy takie zalecenia w ogóle są dostosowane do zdrowia pracownika. Badanie medycyny pracy kwituje pieczątka „zdolny do pracy", która może usypiać czujność zarówno pracowników, jak i pracodawcy. Zaświadczenie o zdolności do pracy nie świadczy bowiem o zdrowiu. Ta różnica kosztuje firmy miliony złotych rocznie.

Według wcześniejszych ustaleń, resort zdrowia przyspiesza cyfryzację medycyny pracy - od 18 lipca 2026 r. lekarz będzie mógł wystawić zalecenia elektronicznie, a od 18 października obowiązkowa digitalizacja obejmie to również same orzeczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że medycyna pracy jest w Polsce dziedziną powszechnie lekceważoną. Każdy pracownik wie, że przed zatrudnieniem musi odbyć wizytę u lekarza medycyny pracy, poczekać w kolejce, porozmawiać chwilę ze specjalistą i wrócić z odpowiednim orzeczeniem. Problem polega na tym, że to, co faktycznie dzieje się ze zdrowiem pracownika, pozostaje poza jej zasięgiem.
Czytaj również: Elektroniczne orzeczenia medycyny pracy nie ułatwią pracodawcom życia>>
Zdolny do pracy ≠ zdrowy
Głównym zadaniem lekarza medycyny pracy jest stwierdzenie, czy pracownik jest zdolny do pracy na danym stanowisku. Zaświadczenie uzyskiwane jest cyklicznie z różną częstotliwością (standardowo co 2-4 lata) na bazie wywiadu lekarskiego oraz badań. W tym czasie może rozwinąć się nadciśnienie, stan przedcukrzycowy, choroba serca albo zmiany nowotworowe, których nikt nie wykryje, dopóki choroba nie uderzy na tyle mocno, by wymusić wizytę u specjalisty.
- Cyfryzacja dokumentacji medycyny pracy to krok w dobrym kierunku - elektroniczne zalecenia usprawnią przepływ informacji między lekarzem a pracodawcą i ułatwią dostęp do historii badań pracownika. Prawdziwym wyzwaniem pozostaje jednak zakres i treść dokumentów, a nie jego forma. Zarówno zalecenia, jak i całe standardowe badanie medycyny pracy, koncentrują się przede wszystkim na czynnikach środowiskowych konkretnego stanowiska – hałasie, oświetleniu, ergonomii biurka – a nie na ogólnym stanie zdrowia pracownika. Przez dekady pracownikowi biurowemu wystarczyło zbadać wzrok i zmierzyć ciśnienie, podczas gdy to, co dzieje się z jego układem krążenia, metabolizmem czy psychiką, pozostaje poza protokołem. To coraz poważniejsza luka, bo społeczeństwo się starzeje, a choroby zawodowe zaczynają nakładać się na schorzenia typowe dla wieku: nadciśnienie, cukrzycę, choroby układu krążenia. Elektroniczny dokument niczego nie zmieni, jeśli jego zawartość nadal będzie checklistą dotyczącą stanowiska, a nie oceną kondycji zdrowotnej pracownika - tłumaczy lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny w LongLife.
Istnienie problemów w tym obszarze dostrzegło również Ministerstwo Zdrowia, które na 2025 r. zapowiedziało wprowadzenie nowych regulacji mających poszerzyć zakres badań medycyny pracy. Nowe przepisy miały wprowadzić obowiązek wykonania lipidogramu, badania poziomu glukozy we krwi oraz obliczenia wskaźnika BMI. To badania, które według specjalistów, powinny być obowiązkowe dla każdego badanego, jednak ostatecznie nie zostały wprowadzone.
Choroby, których nikt nie szuka
Odpowiedzią na lukę, której medycyna pracy nie wypełnia, mogą być badania profilaktyczne realizowane bezpośrednio w miejscu pracy. Obejmują one rzeczywistą diagnostykę stanu zdrowia: badania krwi z wynikiem na miejscu, EKG, spirometrię, wywiad ryzyka chorób cywilizacyjnych. Takie podejście pozwala dotrzeć do pracowników, którzy na własną rękę nigdy nie umówiliby się na wizytę, bo nie mają czasu, „czują się dobrze” albo po prostu nie wiedzą, że powinni to zrobić.
Dane z badań profilaktycznych realizowanych przez LongLife bezpośrednio u pracodawców pokazują skalę problemu: spośród wszystkich przebadanych w 2025 pracowników, czyli osób dysponujących aktualnym zaświadczeniem z medycyny pracy, u aż 33 proc. stwierdzono podwyższone, wysokie lub bardzo wysokie ryzyko zachorowania na cukrzycę. W badaniach spirometrycznych co dziesiąty wynik wskazywał na nieprawidłowości układu oddechowego, a w badaniach EKG - co dwudziesty.
Jak wynika z raportu LongLife, 64 proc. pracowników chciałoby mieć dostęp do cyklicznych badań profilaktycznych w miejscu pracy. Jednocześnie tylko co piąty pracownik w Polsce uczestniczył kiedykolwiek w akcji profilaktycznej zorganizowanej przez pracodawcę a jeśli już, to najczęściej ograniczała się ona do badania wzroku lub podstawowych badań krwi.
- Pracodawcy, którzy myślą, że medycyna pracy to wystarczające narzędzie do zarządzania zdrowiem pracowników, działają z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. To tak, jakby raz na trzy lata sprawdzać stan samochodu i to tylko pod kątem tego, czy ma opony, a potem dziwić się, że silnik odmówił posłuszeństwa w trasie - zauważa Paulina Werczyńska, członkini zarządu LongLife. I dodaje: - Firmy wydają dziś miliony na pakiety medyczne i obsługę zwolnień lekarskich. Tymczasem choroby, które generują najdłuższe absencje nie są ani leczone w ramach pakietów, ani wykrywane przez medycynę pracy.






