Od soboty głośno jest o sprawie Programu 3 Polskiego Radia w kontekście Listy Przebojów, której ostatnie notowanie zostało usunięte, gdy na pierwszym miejscu znalazł się utwór Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój". Dyrektor Programu 3 Polskiego Radia stwierdził, że doszło do manipulacji - przesunięcia kolejności utworów, dzięki czemu Kazik wygrał. Ostatnie doniesienia medialne, a także informacje od dziennikarzy stacji wskazują natomiast na naciski zmierzające do usunięcia utworu z listy i potwierdzenia faktu manipulowania listą. Piotr Metz udostępnił publicznie sms-a, w którym, jak mówi, dyrektor Trójki prosi go o dopilnowanie, by piosenki Kazika nie było na antenie. Natomiast dziennikarz Bartosz Gil, jak wynika z doniesień jego żony, odmówił podpisania oświadczenia, że audycja została zmanipulowana, czego konsekwencją miało być jego zawieszenie w pracy.

 


Pracownik nie musi wykonywać każdego polecenia

- Zgodnie z art. 100 par. 1 Kodeksu pracy, pracownik jest zobowiązany stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę. Jeżeli polecenie nie spełnia tych warunków, to pracownik nie ma obowiązku go wykonać – mówi dr hab. Monika Gładoch, prof. UKSW, kierownik Katedry Prawa Pracy, radca prawny. I dodaje: - To jest ryzyko obciążające pracownika, bo może być polecenie będące przestępstwem i wtedy wykonanie go będzie wiązało się dla pracownika z poniesieniem odpowiedzialności karnej - wskazuje prawnik.

Czytaj w LEX: Stosowanie się do poleceń pracodawcy jako podstawowy obowiązek pracownika >

Tak mogłoby być m.in. w sytuacji, gdy pracownik potwierdza nieprawdę czy na skutek polecenia przełożonego wykonuje pracę niezgodnie z przyjętymi zasadami lub np. regulaminem. W przypadku radiowej Trójki zarzuty o złamanie regulaminu przez redakcję muzyczną są niezasadne, bo Lista Przebojów nie ma i nigdy nie miała żadnego regulaminu.

Natomiast pracodawca, który nakłania pracownika do działań sprzecznych z prawem musi się liczyć z odpowiedzialnością - również karną za nakłanianie do składania fałszywych oświadczeń.

Czytaj w LEX: Czy pracodawca może wypowiedzieć umowę o pracę pracownikowi lekceważącemu polecenia przełożonego? >

Zawieszenie musi być z prawem odwołania

- Zawieszenie w prawach pracowniczych jest środkiem wewnętrznym. Pracodawca daje w ten sposób możliwość pracownikowi na ustosunkowanie się do zaistniałej sytuacji. Logiczne jest więc odwołanie się i przedstawienie własnych racji. Jednak gdy odwołanie nie zostanie przyjęte, wówczas jedyne co pozostaje to odwołanie się do sądu pracy – mówi adwokat dr Liwiusz Laska, b. przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy.

Czytaj w LEX: Konsekwencje nieusprawiedliwionej nieobecności w pracy >

Nie kryje, że zarówno decyzja o zawieszeniu, jak i decyzja o uznaniu odwołania jest uznaniowa a sprawa może nawet zakończyć się dla pracownika zwolnieniem dyscyplinarnym, w trybie art. 52 Kodeksu pracy. – Bo pracodawca może uznać, że utracił zaufanie do pracownika. Pracownik może się jednak bronić - odwołać od wypowiedzenia umowy o pracę do sądu pracy, ale musi liczyć się z tym, że w warunkach warszawskich oznacza to 2-3 lata oczekiwania na ostateczny wyrok w sprawie, biorąc pod uwagę szybkość działania sądów – wskazuje dr Liwiusz Laska.

Czytaj w LEX: Zwolnienie dyscyplinarne - poradnik krok po kroku >

Adwokat Michał Kibil wskazuje, że zawieszony pracownik może wystąpić o dopuszczenie do pracy, a gdy to nie nastąpi, a pracodawca nie ma wyraźnych podstaw do zawieszenia go (gdy interes chroniony przez pracodawcę nie jest ważniejszy od prawa pracownika do pracy) - także o zadośćuczynienie. W świetle przepisów pracownik ma nie tylko obowiązek pracować, ale też ma prawo do bycia dopuszczanym do pracy. Jeżeli pracownik jest zawieszany, ma prawo oczekiwać wypłaty wynagrodzenia w pełnej wysokości, a nie np. pensji obciętej o 20 proc. razem z dodatkami – podkreśla mec. Kibil. Dodaje też, że publiczne wypowiedzi o nadużyciu, którego miał się dopuścić dziennikarz (gdyby okazały się nieuzasadnione) mogą być podstawą do dochodzenia przez dziennikarza zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Dziennikarz przez lata przecież budował swoją renomę i pracował na nazwisko. Pomimo, że obowiązek udowodnienia naruszenia dóbr osobistych spoczywa na pracowniku jako tym, który dochodzi zapłaty, to pracodawca finalnie będzie musiał wykazać, że zarzucane pracownikowi nadużycia faktycznie wystąpiły.

Czytaj w LEX: Godność pracownika pod ochroną prawa >

 


Odpowiedzialność nie tylko z kodeksu spółek...

Pojawiają się pytania, czy zarząd radia może odpowiedzieć za działanie na szkodę spółki, o ile potwierdzą się słowa pracowników o wywieranych na nich naciskach. Do tego spada renoma Listy Przebojów i Programu 3, wielu znanych dziennikarzy rezygnuje z pracy, ze współpracy rezygnują artyści i wytwórnie, a rzesze słuchaczy deklarują, że przestają  słuchać Trójki.

Zarzucenie zarządowi działania na szkodę spółki nie będzie jednak proste, pomimo gigantycznej afery wokół radia. Zarząd spółki kapitałowej ponosi odpowiedzialność na podstawie kodeksu spółek handlowych. Zgodnie z art. 483 Kodeksu spółek handlowych (dalej: ksh), członek zarządu czy rady nadzorczej odpowiada wobec spółki za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami statutu spółki, chyba że nie ponosi winy. Ksh zobowiązuje ich także do dołożenia należytej staranności przy wykonywaniu obowiązków.

 


Czy działanie na szkodę i brak staranności będzie można zarzucić zarządowi radia?

– Teoretycznie tak, ale w praktyce będzie to trudne, bo trzeba wykazać szkodę, jaką poniosła firma – mówi prof. Katarzyna Bilewska, adwokat, partner w kancelarii Dentons, kierownik Katedry Prawa Handlowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Czytaj w LEX: Działanie lub zaniechanie sprzeczne z prawem lub postanowieniami umowy spółki jako przesłanka odpowiedzialności odszkodowawczej członków zarządu na podstawie art. 293 k.s.h. >

Jednak prof. Andrzej Kidyba z Uniwersytetu Marii Curii Skłodowskiej w Lublinie zauważa, że szkoda może mieć charakter szeroki, nie tylko majątkowy. - To jest kwestia naruszenia dobrego imienia spółki, a w konsekwencji doprowadzenia do strat majątkowych, zmniejszenia słuchalności – mówi prof. Kidyba. Tyle, że przyznaje, że takie sprawy są precedensowe, i tak naprawdę ich finał będzie zależał od sądu.

Dr Marcin Ciemiński, adwokat, partner w kancelarii Clifford Chance, uważa, że powoływanie się np.  naruszenie renomy może być także trudne, bo radio może twierdzić, że ogłosiło informację o sfałszowaniu działając właśnie w jego interesie przez ujawnienie rzeczywistych nieprawidłowości.

...ale także kodeksu karnego

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że w grę wchodzi jeszcze odpowiedzialność karna za nakłanianie do składania fałszywych oświadczeń.

– Prawo karne przewiduje sankcje za składanie i nakłanianie do składania fałszywych oświadczeń – podkreśla prof. Bilewska.

Mec. Ciemiński dodaje, że odpowiedzialność karna jest co do zasady odpowiedzialnością indywidualną. – Na przykład zarząd mógłby odpowiadać, gdyby wiedział,  że dyrektor kazał podpisać takie oświadczenie i to akceptował lub nawet nakazał dyrektorowi, aby zażądać takiego oświadczenia przez dziennikarza. Jeśli nie wiedział, to odpowiedzialność karna jest mało prawdopodobna – wyjaśnia. I zwraca uwagę, że trzeba byłoby też wykazać, czy treść oświadczenia można traktować jako dokument w rozumieniu przepisów karnych. – Byłoby tak gdyby w dokumencie znalazły się okoliczności, które mają znaczenie prawne – na przykład wpływ na jakąś sprawę – dodaje mecenas.
Prawnicy nie mają jednak wątpliwości, że w tej sprawie doszło przede wszystkim do naruszenia praw pracowniczych.

Czytaj w LEX: Formy i granice kontroli pracowników >

 


Interweniuje Rzecznik

Wczoraj Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do Tomasza Kowalczewskiego, dyrektor Programu 3 Polskiego Radia, wyrażając swoje zaniepokojenie obecną sytuacją dotyczącą polityki kadrowej. - W mojej ocenie decyzje w tym zakresie powinny być podejmowane wyłącznie w oparciu o przejrzyste zasady, z poszanowaniem niezależności redakcyjnej dziennikarzy i redaktora naczelnego, konieczne jest również każdorazowo podanie uzasadnienia rozwiązania współpracy z danym dziennikarzem. Nie mogą służyć one zastraszaniu i wymuszaniu na dziennikarzach podejmowania konkretnych działań – napisał RPO.

Rzecznik wskazał na art. 14 Konstytucji, zgodnie z którym  Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, i art. 54, który stanowi, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Odwołał się też do art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych. - Przepis ten stanowi o prawie do wolności wyrażania opinii, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. W orzecznictwie dotyczącym tego przepisu ETPCz uznał zagwarantowaną w nim wolność za niezbędny fundament społeczeństwa demokratycznego i warunek rozwoju  każdej jednostki (zob. sprawa Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii, skarga nr 5493/72) – napisał RPO.  Jak podkreśla Rzecznik, w sprawie Manole i inni przeciwko Mołdawii ETPCz przyjął, że z uwagi na rolę dziennikarzy w demokratycznym społeczeństwie, władze mediów publicznych w dużo większym stopniu niż inni pracodawcy mają obowiązek zagwarantować im możliwość wykonywania pracy bez nacisków oraz wpływania na treści przez nich przekazywane. - Standardem wynikającym z tego wyroku powinien być obowiązek przedstawienia szczegółowego uzasadnienia zakończenia współpracy z dziennikarzem. Władze publicznego medium nie mogą prowadzić polityki kadrowej zmierzającej do tego, aby na jego antenie prezentowane było stanowisko pewnej tylko grupy politycznej, społecznej czy religijnej – zaznaczył Bodnar. Jak dalej tłumaczył, profesjonalizm, doświadczenie i wiedza merytoryczna są szczególnie istotne w pracy dziennikarza. Według RPO, zasadnym jest postulat, by wszelkie zmiany kadrowe były przeprowadzone z uwzględnieniem ich ewentualnego wpływu na jakość prezentowanych materiałów prasowych. - Następstwa braku pluralizmu w mediach są groźne z punktu widzenia swobody wypowiedzi, ponieważ przekładają się na naruszenie praw odbiorców do uzyskiwania rzetelnej informacji na tematy istotne społecznie – podkreślił RPO.