Dokładnie 11 sierpnia 2020 roku Wiesław Łyszczek, Główny Inspektor Pracy poinformował, że w okresie od 15 marca do 31 lipca br. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła ponad 10 tys. kontroli u pracodawców i przedsiębiorców różnych branż z uwzględnieniem oceny ryzyka zawodowego związanego z zagrożeniem zakażeniem koronawirusem. Jak podała wtedy PIP, stwierdzone uchybienia w tym zakresie dotyczyły głównie braku aktualizacji oceny ryzyka. Inspektorzy pracy wydali w sumie ponad 33 tys. decyzji oraz 32,5 tys. wniosków w wystąpieniach. 1091 decyzji dotyczyło wstrzymania prac a 765 wypłaty wynagrodzeń na kwotę 16,2 mln zł. Blisko 2 tys. osób zostało ukaranych mandatami karnymi na łączną kwotę 2,4 mln zł.

Postanowiliśmy przyjrzeć się temu bliżej i właśnie otrzymaliśmy odpowiedź z PIP w tej sprawie. Co ważne, dane te nie sumują się a to oznacza, że jeden kontrolowany mógł zostać ukarany za np. dwa naruszenia.

 


Kary za naruszenie BHP i czasu pracy…

Zdecydowanie najczęstszą podstawą prawną, jaką wskazywali inspektorzy pracy wystawiając mandat karny dla kontrolowanego pracodawcy był art. 283 par. 1 Kodeksu pracy. Przepis ten zawiera katalog wykroczeń związanych z BHP. Jego par. 1 przewiduje grzywnę od 1 tys. do 30 tys. zł dla tego, kto będąc odpowiedzialnym za stan bezpieczeństwa i higieny pracy albo kierując pracownikami lub innymi osobami fizycznymi, nie przestrzega przepisów lub zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.  Za naruszenie tego przepisu PIP wymierzyła karę w 1529 mandatach.

Trzy razy mniej, ale i tak aż 495 razy inspekcja ukarała za niewypłacanie w ustalonym terminie wynagrodzenia za pracę lub innego świadczenia przysługującego pracownikowi albo uprawnionemu do tego świadczenia członkowi rodziny pracownika, wysokość tego wynagrodzenia lub świadczenia bezpodstawnie obniża albo dokonuje bezpodstawnych potrąceń, czyli na mocy art. 282 par. 1 pkt 1 K.p.

- Wykroczenie w postaci nieprzestrzegania przepisów lub zasad bhp przez pracodawcę zawsze było najczęściej karane przez Państwową Inspekcję Pracy. Nie jest to informacja zaskakująca, bowiem przykład łamania przepisów bhp to statystycznie ujmując najczęściej stwierdzane przez inspektorów wykroczenie w ciągu ostatnich kilku lat. Przepis art. 283 par. 1 K.p. to regulacja bardzo ogólna, która obejmuje swoich zasięgiem obszerny katalog przepisów i zasad z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. Przez przepisy BHP należy rozumieć regulacje zawarte w KP dotyczące tej tematyki, w szczególności dział X KP oraz przepisy aktów wykonawczych wydanych na podstawie delegacji zawartych w kodeksie pracy i przepisach pozakodeksowych. Zatem bardzo wiele przykładów naruszeń kwalifikuje się jako wykroczenie w oparciu o cytowaną regulację – mówi Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP. Zwraca przy tym uwagę, że nie mamy jednak danych, które pozwalałyby jednoznacznie stwierdzić, ile z tych mandatów zostało nałożonych w związku z nieprzestrzeganiem zasad bhp, mających na celu przeciwdziałaniu epidemii, m. in. obowiązku zapewnienia rękawiczek czy płynu do dezynfekcji. - Nie wiemy też ilu pracodawców dokonało naruszeń, bowiem dane zawierają wyłącznie informacje o liczbie nałożonych mandatów. Brakuje również informacje, w których regionach kraju nałożone te mandaty – podkreśla Siemienkiewicz.

- Wobec panującego chaosu informacyjnego jestem ostatnią osobą, która byłaby skłonna przyznać, że pracodawcy nie przestrzegają bhp w związku z COVID-19, gdyż takie stwierdzenie byłoby uzasadnione tylko wówczas, gdyby otrzymali jasne wytyczne, jakie działania powinni podjąć. Z moich obserwacji, pracodawcy starają się i radzą sobie najlepiej, jak potrafią w tej trudnej dla wszystkich sytuacji – uważa dr Dominika Dörre-Kolasa, radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski. Według niej, warto przypomnieć że niemal z dnia na dzień pracodawcy zostali zaskoczeni obowiązkiem zapewnienia środków do dezynfekcji lub rękawiczek  oraz co najmniej 1,5 m odległości między stanowiskami pracy. - Po jednodniowej refleksji ustawodawca zauważył, że może to być niemożliwe ze względu na charakter wykonywanej pracy w danym zakładzie pracy i dopisano, że zakład ma zapewnić środki ochrony osobistej związane ze zwalczaniem epidemii COVID-19. Do dnia dzisiejszego nie zostało jednak doprecyzowane, co to są ośrodki ochrony osobistej „związane ze zwalczaniem epidemii”.  Z dostępnością na rynku środków do dezynfekcji też przez pewien czas było trudno – podkreśla dr  Dörre-Kolasa.
Jej zdaniem, odpowiedź udzielona przez PIP jest bardzo ogólna. Dokonywanie zatem jakichkolwiek kategorycznych osądów  nie byłoby na tym etapie odpowiedzialne. Jak zauważa, nie wiadomo bowiem kiedy decyzje te zostały wydane i konkretnie jakie przepisy i zasady BHP zostały przez pracodawców naruszone. - Dyspozycja art. 283 par. 1 K.p. jest szeroka, ale nie nieograniczona. Penalizowane jest naruszenie przepisów i zasad BHP. Przepisami BHP są regulacje zawarte w K.p., w wydanych na podstawie K.p. aktów wykonawczych. Przepisami BHP mogą być również regulacje zawarte w innych ustawach jeżeli z ich treści jasno wynika, że dotyczą tej sfery obowiązków pracodawców. Zasadami BHP będą jak przyjmuje się powszechnie wszelkie reguły ukształtowane przez praktykę i wynikające z doświadczenia życiowego, mające na celu zapewnienie pracownikom faktycznego bezpieczeństwa – zauważa partner w kancelarii Raczkowski. I dodaje: - Moja zasadnicza wątpliwość dotyczy tego, na ile prawnie uzasadnionym - przy założeniu, że rzeczywiście tak było, bo tego na tą chwile nie wiemy - jest wydawanie mandatów na podstawie art. 283 par. 1 K.p. za nie dokonanie aktualizacji oceny ryzyka zawodowego na poszczególnych stanowiskach pracy. Przepisy prawa nie precyzują częstotliwości, z jaką ocena ryzyka powinna być wykonywana.
Dr Dörre-Kolasa przypomina, że zgodnie z ogólnymi przepisami BHP „ryzykiem  zawodowym” jest  prawdopodobieństwo wystąpienia niepożądanych zdarzeń związanych z wykonywaną pracą, powodujących straty, w szczególności wystąpienia u pracowników niekorzystnych skutków zdrowotnych w wyniku zagrożeń zawodowych występujących w środowisku pracy lub sposobu wykonywania pracy. Co więcej, jak twierdzi, w Polskiej Normie 18001:2004 zalecono okresową aktualizację, przy czym jeżeli nie nastąpiło jedno ze zdarzeń tam wymienionych, np. wypadek przy pracy, jej częstotliwość określa pracodawca. - Jeżeli uznalibyśmy COVID-19 za nowe zagrożenie zawodowe, to po pierwsze nie na każdym stanowisku pracy ono wystąpi – podkreśla dr Dominika Dörre-Kolasa.

 

Sprawdź również książkę: Kodeks pracy. Komentarz. Tom I i II >>


… oraz praw pracowniczych

167 razy w mandatach PIP jako podstawę nałożenia grzywny wskazała art. 281 pkt 5 Kodeksu pracy. Przepis ten zawiera katalog wykroczeń przeciwko prawom pracownika, w tym naruszeniu przepisów o czasie pracy lub przepisów o uprawnieniach pracowników związanych z rodzicielstwem i zatrudnianiu młodocianych. Nieco mniej, bo 152 mandat otrzymali pracodawcy, którzy dopuścili się wykroczenia przeciwko art. 282 par. 1 pkt 3 K.p., czyli nie wydali pracownikowi w terminie świadectwa pracy.

Z kolei naruszenie art. 281 pkt 2 K.p. widniało jako podstawa nałożenia grzywny w 108 mandatach wystawionych przez PIP. W tym przypadku chodziło o nie potwierdza na piśmie zawartej z pracownikiem umowy o pracę przed dopuszczeniem go do pracy.

Ostatnim z wykroczeń przeciwko prawom pracowników, za które w czasie pandemii nakładane były grzywny było nieprowadzenie dokumentacji pracowniczej (art. 281 pkt 6 Kodeksu pracy). Taka podstawa nałożenia kary grzywny widniała na 104 mandatach.

Oprócz tego Państwowa Inspekcja Pracy karała (14 mandatów) przedsiębiorców, którzy złamali zakaz handlu w niedzielę lub święta, czyli za naruszenie art. 10 ust. 1 ustawy 10 stycznia 2018 r. ograniczaniu handlu w niedzielę i święta oraz w niektóre inne dni. Przepis ten przewiduje, że osoba, która wbrew zakazowi handlu oraz wykonywania czynności związanych z handlem w niedziele lub święta, powierza wykonywanie pracy w handlu lub wykonywanie czynności związanych z handlem pracownikowi lub zatrudnionemu, podlega karze grzywny w wysokości od 1 tys. zł do 100 tys. zł.

Mandatami w okresie pandemii byli także karani przedsiębiorcy, którzy nielegalnie zatrudniali cudzoziemców (wystawiono 133 mandaty na podstawie art. 120 ust. 1 ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy) oraz ci, którzy płacili składek na Fundusz Pracy lub nie opłacali ich w przewidzianym przepisami terminie (92 mandaty wystawione z powołaniem się na art. 122 ust. 1 ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy).

- Dane te wyraźnie pokazują, że polskie przedsiębiorstwa nadal mają duży problem z compliance – uważa Tomasz Klemt, radca prawny, właściciel kancelarii prawnej. Jak podkreśla, wśród wykrytych naruszeń dominuje brak przestrzegania przepisów lub zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. - Praktyka podpowiada, że jest to najczęściej brak przeprowadzenia odpowiednich szkoleń lub ich nieterminowa realizacja. Niepokojącym sygnałem jest duża liczba naruszeń z zakresu niewypłacenia w ustalonym terminie wynagrodzenia za pracę lub innego świadczenia przysługującego pracownikowi albo uprawnionemu do tego świadczenia członkowi rodziny pracownika, obniżania bezpodstawnie wysokości tego wynagrodzenia, jak też dokonywania bezpodstawnych potrąceń – mówi mec. Tomasz Klemt. I dodaje: - Dla pracowników powinien być to sygnał o konieczności weryfikowania otrzymywanych kwot oraz konsekwentnego zgłaszania pojawiających się naruszeń. Najmniej przypadków naruszeń dotyczy otwarcia punktu handlowego w niedzielę, co tłumaczyć można zerojedynkowością oraz łatwością wykrycia tego typu naruszenia, wobec czego nie można tutaj mówić o nieświadomości naruszenia.

 


Było lepiej, czy gorzej?

- W 2019 r. Inspekcja nałożyła na pracodawców łącznie ok. 16,2 tys. mandatów, w latach poprzednich w granicach 14 tys. mandatów. Oznacza to, że w 2019 r. średnio miesięcznie nakładano na pracodawców ponad 1300 mandatów. Być może Inspekcja stwierdziła, że od początku pandemii przeprowadzano zbyt mało kontroli  i statystyki za 2020 r. nie będą już tak korzystne dla budżetu państwa, dlatego zapowiedziała kontrole w zakładach pracy – ocenia Katarzyna Siemienkiewicz. Przypomina, że zapowiedzi te z początku sierpnia dotyczyły kontroli w zakresie zapewnienia pracownikom środków ochronnych oraz aktualizacji oceny ryzyka zawodowego związanego z możliwością zakażenia się COVID-19.

- Jak widać pracodawcy w dobie pandemii muszą się zmagać nie tylko z kryzysem, ale też z działaniami organów państwowych, których przedmiotem jest przede wszystkim egzekwowanie prawa. Jednak nie na takie wsparcie PIP pracodawcy liczyli. Pracodawcy od początku pandemii zgłaszali, że potrzebują większego wsparcia ze strony Inspekcji w zakresie działań prewencyjno-edukacyjnych, a nie tylko nadzoru nad przestrzeganiem prawa. Optymistycznym nie jest fakt, że pracodawcy mogą „liczyć” na PIP wyłącznie w kwestii kontroli – mówi Katarzyna Siemienkiewicz. Jej zdaniem, pomoc dla firm, szkolenia praktyczne z inspektorami – nawet za pośrednictwem łącza internetowego są dużą wartością dla pracodawców i niewątpliwie pozwalają zdobyć wiedzę konieczną dla dbania o zdrowie i życie pracowników. - W tym wypadku nie są istotne statystyki, lecz faktyczne działania, które nie pozostawiają pracodawców wyłącznie z mandatem – podkreśla ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP.