- Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z przeniesieniem środków z otwartych funduszy emerytalnych na indywidualne konta emerytalne otrzymał pozytywną rekomendację Stałego Komitetu Rady Ministrów - poinformowało Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. - Zakładamy, że IKE staną się dla Polaków powszechnym instrumentem oszczędzania na emeryturę. Łącznie z Pracowniczymi Planami Kapitałowymi wpisują się w jeden z filarów Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju – wzmacniają finansowe zabezpieczenie przyszłych emerytów, a jednocześnie budują kapitał dla rozwoju i zwiększają możliwości inwestycyjne państwa – stwierdził wiceminister w tym resorcie Waldemar Buda.

 

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z przeniesieniem środków z otwartych funduszy emerytalnych na indywidualne konta emerytalne zakłada likwidację dotychczas działających Otwartych Funduszy Emerytalnych i przekształcenie ich w Specjalistyczne Fundusze Inwestycyjne Otwarte. Powszechne towarzystwa emerytalne (PTE) zarządzające OFE przekształcą się w towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI), zaś OFE staną się specjalistycznymi funduszami inwestycyjnymi otwartymi (SFIO). Pomysł likwidacji OFE pojawił się dwa la temu, ale pandemia zahamowała prace. Teraz temat wraca.

Czytaj również: MF: Reforma OFE rok później>>
 

Kosztowne dla członków OFE

Domyślną formą likwidacji OFE jest przeniesienie środków na IKE+, jednak wówczas pobrana zostanie 15 proc. opłata przekształceniowa.

- Niepokój budzi koncepcja opłaty przekształceniowej. W rzeczywistości rząd pobiera dzisiaj środki, które w przyszłości być może nigdy nie trafiłyby do budżetu państwa. Zatem należy to ocenić jako próbę łatania dziury w FUS – maksymalnie w 2022 roku do FUS może trafić 22 mld zł – mówi dr Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego Sp. z o.o.

Środki w nowych IKE będą dalej inwestowane na rynku kapitałowym i będą podlegać dziedziczeniu. Ich prywatność będzie jednak ograniczona, gdyż nie można ich będzie dowolnie wypłacić. Nie ma też żadnej gwarancji tego, że w przyszłości nie zostanie wprowadzona kolejna opłata, np. przy wypłacie tych pieniędzy.

- Czemu nie wybrano opcji IKZE+? To byłoby bardziej uczciwe, gdyż podatek byłby pobrany później od tego, co będzie w przyszłości. W ten sposób „sukces” rządu byłby uzależniony od sukcesu oszczędzającego – podkreśla dr Tomasz Lasocki z Katedry Prawa Ubezpieczeń na Wydziale Prawa i Administracji UW.

Dr Lasocki uważa, że jest to nielojalne działanie wobec przyszłych podatników, gdyż dla osób, które będą celowały w minimalną emeryturę, nie opłaca się przenosić pieniędzy do ZUS, gdyż i tak mają gwarancję otrzymania emerytury minimalnej plus ewentualnej 13. czy 14. emerytury. Minimalne emerytury będą faktycznie wypłacać podatnicy, którzy wtedy, za lat 5 czy 10, będą opłacali podatki. W przypadku IKZE+  z podatków byłoby dorzucone do wypłat minimalnych emerytur.

- A tak może się okazać, że pieniądze zostały spożytkowane, a zobowiązania wobec przyszłych emerytów są. W mojej opinii nie pokuszono się o wytłumaczenie, dlaczego rządowi w 2021 należy się sowita prowizja od pieniędzy pobieranych od roku 1999 r., a które to środki będą krytycznie potrzebne w całkiem niedalekiej przyszłości – podsumowuje dr Tomasz Lasocki.

 


Domyślne nie znaczy najlepsze

Jeśli jednak ubezpieczony nie chce, aby jego środki zarządzane były przez instytucje finansowe, to możliwe będzie przeniesienie środków do ZUS i dopisanie ich wartości do kapitału tam zgromadzonego. Czas na złożenie deklaracji będzie od 1 czerwca do 2 sierpnia 2021 r., zatem w dużej mierze w czasie letnich wojaży Polaków, kiedy łatwo zapomnieć o wyborze innej opcji.

Decydując się na przekazanie pieniędzy do ZUS, członkowie OFE zgodzą się z tym, że nie będą one dziedziczone, ale zyskają to, że państwo nie pobierze opłaty przekształceniowej. Środki te podniosą wysokość emerytury otrzymywanej z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jeśli jednak ktoś będzie „celował” w emeryturę minimalną, czyli miał wymagany okres składkowy, ale zebrane składki nie wystarczą na wypłacenie określonej w ustawie kwoty – to bardziej opłaci mu się przejść do nowego IKE, gdyż pieniądze z OFE faktycznie nie wpłyną na wysokość jego emerytury. Ważny jest jeszcze jeden aspekt: środki z FUS wypłacane będą dożywotnio, a z IKE jednorazowo albo w ciągu 10 lat od osiągnięcia wieku emerytalnego.

Środki (w tym akcje spółek) osób, które zdecydują się na wybór ZUS, zostaną przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Obecnie dysponentem FRD jest ZUS, ale to się zmieni, gdyż ustawa przewiduje, że przejdzie on w zarządzanie do Polskiego Funduszu Rozwoju. W ten sposób państwowy podmiot zyska możliwość współdecydowania o prywatnych firmach.

 


Zyskają instytucje finansowe

Beneficjentem zmian będą natomiast instytucje zarządzające obecnymi OFE, a po zmianie – nowymi IKE. 

- Skorzystają PTE, gdyż w perspektywie czasu OFE musiałby się skonsolidować. Nowych członków prawie nie ma, starzy członkowie przechodzą na emeryturę, z suwaka coraz więcej pieniędzy spływa do ZUS, w tym roku suwak obejmuje już kobiety z rocznika 1971 - a zatem kolejny rocznik, dla który musiał uczestniczyć w OFE – mówi dr Lasocki.

Aktywa, którymi zarządza OFE – wartość 150 mld zł nie zmieniła się w zasadzie od czasów reformy rządu Donalda Tuska – przynoszą bardzo nieduże zyski. - Do dzisiaj nie odzyskały wartości z połowy kwietnia 2019 r. Gdyby nie interwencja rządu, to OFE by się konsolidowały, zarządzałyby coraz mniejszymi aktywami, a po kilku latach zostałoby kilka lub wręcz jeden zarządzający. Na dzień dzisiejszy OFE są w stanie samo wygaszania – wskazuje dr Tomasz Lasocki.

Nowa ustawa gwarantuje, że powszechne towarzystwa emerytalne po przekształceniu dalej będą zarządzały potężnymi pieniędzmi. 

- Rząd tworzy oligopol kilku instytucji finansowych, które będą miały możliwość utrzymywania aktywów tzw. IKE+ przez wiele lat, pobierając wynagrodzenie za zarządzanie tymi środkami. Inne instytucje finansowe nie zostaną dopuszczone do tego rynku co może oznaczać, że planowana reforma jest sprzeczna z przepisami dotyczącymi konkurencji i wspólnego rynku, i może zostać zakwestionowana przez Komisję Europejską – uważa dr Marcin Wojewódka.