Zgodnie z przepisami szpital, by udzielać świadczenia na chirurgii ogólnej, musi mieć, co do zasady, co najmniej dwa etaty lekarskie, zapewniać całodobową opieki lekarską we wszystkie dni tygodnia (może być łączona z innymi oddziałami o profilu zabiegowym) oraz mieć 0,7 etatu pielęgniarskiego na jedno łóżko. Podobne wymogi dotyczą położnictwa. Tu jeszcze jest konieczna całodobowa opieka położnicza dla sali porodowej.  Na oddziałach intensywnej terapii powinny istnieć po dwa etaty dla specjalistów anestezjologów i pielęgniarek ze specjalizacją anestezjologiczną. W załączniku 3 do rozporządzenia ministra zdrowia z 22 listopada 2013 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, wymienionych jest w sumie 51 profili leczenia, od alergologii po zespół transportu medycznego. Tyle, że od blisko roku te standardy nie są obowiązkowe i do końca roku nadal nie będą. Zdaniem lekarzy i prawników to, co miało być wyjątkiem na czas trzeciej fali pandemii, stało się regułą, niekorzystną dla personelu medycznego i pacjentów. 

Wyjątek od wymagań kadrowych stał się normą

Już od 20 października 2020 roku, a zatem blisko rok, szpitale są zwolnione z obowiązku spełniania wymagań dotyczących liczby pielęgniarek i lekarzy określonych w załączniku nr 3, pod warunkiem zapewnienia przez kierownika podmiotu leczniczego ciągłości procesu leczniczego i bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów. To za sprawą dodania nowego par. 10a do rozporządzenia. Początkowo ten wyjątek miał obowiązywać do końca grudnia 2020 roku, ale potem systematycznie wydłużano ten czas.  W poniedziałek pojawił się kolejny projekt nowelizacji, za sprawą którego standardy mogą być pomijane do końca tego roku. Jak czytamy w uzasadnieniu, nikt na nim nie straci, bo decyzja co do obsady lekarsko-pielęgniarskiej oddziałów szpitalnych realizujących poszczególne zakresy świadczeń, będzie spoczywać na kierowniku podmiotu leczniczego. Ten zaś będzie je podejmował, mając na uwadze zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów w oparciu o aktualną analizę potrzeb operacyjnych szpitala. A to oznacza, że  będzie mógł przesuwać niezbędne zasobów kadrowe w obszary o największych deficytach personalnych. I zdaniem ekspertów tak nie powinno być. Dlaczego?

Pacjenci kilku oddziałów skazani na jednego lekarza 

Rozumiem braki kadrowe, ale jeśli długo pozwalamy na wyjątek, to staje się on standardem, bez dbałości o bezpieczeństwo pacjenta, ale także personelu - mówi Jolanta Budzowska, radca prawny, i partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy w Krakowie. - W efekcie w czasie dyżurów są duże braki pielęgniarek i położnych, a lekarze mają pod opieką pacjentów z kilku oddziałów, przez co często nie są w stanie być wszędzie na czas.  W przypadku zdarzenia medycznego nie ma kto głośno powiedzieć, jak wyglądała organizacja pracy, bo każdy z dyżurantów boi się przede wszystkim o siebie - dodaje.
Podobnie uważa Bartłomiej Achler, adwokat prowadzący własną kancelarię, specjalizujący w prawie medycznym. Jego zdaniem utrzymywanie wyjątku stwarza pole do nadużyć. - Przedłużenie obowiązywania wyjątku nie zostało adekwatnie uzasadnione. I chociaż żaden dyrektor szpitala nie powinien  nadużywać tego przepisu, bo to on ponosi odpowiedzialność za prawidłową realizację świadczeń, to realia są  inne. Nadużycia będą się pojawiały, zwłaszcza w dobie ograniczonej dostępności personelu - dodaje. Zauważa jeszcze, że sprawa jest o tyle poważna, że w czasie pandemii zostały ograniczone odwiedziny. - Nikt nie jest w stanie zweryfikować, jak realnie wygląda opieka - dodaje mec. Achler. Prawnicy wskazują jeszcze na duże zagrożenie dla personelu.

Karnie nie odpowiada kierownik szpitala

Niedawno sąd karny skazał warunkowo pielęgniarkę, na której dyżurze zmarło dziecko, jeszcze przed porodem. - Położna podłączyła moją klientkę do KTG, mając jednocześnie pod opieką około 20 pacjentek, w tym kilkanaście w trakcie przyjęcia. kilka do wypisu i kilka przygotowanych do zabiegu. Na odczyt wyniku wróciła po 3 godzinach, gdy było już za późno. A sąd karny uznał ją winną, bo biegli uznali, że to ona odpowiada za analizę zapisu i powiadomienie lekarza na czas o nieprawidłowościach  - tłumaczy mec. Budzowska. Z praktyki prawników wynika bowiem, że prokuraturze trudno jest udowodnić związek przyczynowo - skutkowy między działaniem kierownika szpitala, który odpowiada za organizację pracy i zatwierdził takie normy pracy, a konkretnym zdarzeniem. Podobnie uważa Monika Kwiatkowska, radca prawny, specjalizujący się w prawie medycznym. - Za błąd nie ściga się dyrektora, który odpowiada za organizację pracy i nie zapewnił należytej obsady, ale personel medyczny, który wykonuje pracę w takich warunkach - mówi mec. Kwiatkowska. Prawnicy zwracają uwagę, że gdy dochodzi do spraw cywilnych, gdzie poszkodowany pacjent czy jego najbliżsi odszkodowania domagają się od podmiotu, personel rzadko wskazuje, że błąd był z powodu złej organizacji. Jeśli jednak dochodzi do sprawy karnej, w której szuka się konkretnego winnego, wskazują, że zawiodła organizacja. Jednakże jak zauważa mec. Budzowska, coraz częściej słyszy na sali sądowej, że dana osoba już nie pracuje w danym szpitalu, bo nie zgadzała się na warunki pracy nie gwarantujące bezpieczeństwa jej i pacjentom. Michał Bulsa, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy Naczelnej Rady Lekarskiej, przyznaje, że brakuje personelu, co uderza w sam personel. - Stąd też nasz protest, bo w efekcie pracujemy w niebezpiecznych warunkach, które też stają się zagrożeniem dla pacjenta - przyznaje Bulsa. I wskazuje, że brak standardów powoduje też, że coraz więcej osób nie chce pracować w szpitalach publicznych, bo nie chcą ponosić odpowiedzialności za złą organizację pracy i odchodzą.

Zamiast prolongować, trzeba zmienić wymagania

Monika Kwiatkowska zwraca uwagę na jeszcze inny problem. Otóż z jednej strony Ministerstwo Zdrowia pracuje nad projektem ustawy o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta, która ma  wprowadzić szereg rozwiązań mających na celu poprawę jakości świadczeń zdrowotnych i bezpieczeństwa pacjentów - w tym obligatoryjny dla wszystkich szpitali rejestr zdarzeń niepożądanych,  a z drugiej przyjmuje przepisy, które działają przeciwko bezpieczeństwu. - Dlatego nie można bez końca przedłużać obowiązywania przepisów, które miały stanowić rozwiązanie tymczasowe obowiązujące w nadzwyczajnej sytuacji. Obecnie w załączniku liczba personelu przypada na liczbę łóżek, niezależnie od tego, czy są zajęte, czy nie. Potrzeba zaś aby było jak najwięcej personelu tam, gdzie są zajęte łóżka i pacjenci wymagający szczególnej opieki - podkreśla mec. Kwiatkowska.
- Wymagania powinny obowiązywać, w naszych realiach trzeba jednak zadbać o  ich elastyczność, dostosowanie ich do liczby pacjentów, a nie łóżek - dodaje mec. Budzowska. Przykładowo, jedna z pacjentek oddziału chirurgicznego opisuje, że na nocnym dyżurze była tylko jedna pielęgniarka, która miała do obsłużenia pacjentów po operacjach z poprzedniej nocy i czterech nowych.
- Pielęgniarka powiedziała mi wprost, że muszę sobie poradzić sama, bo ona musi się zająć przywiezionymi z sali operacyjnej, a skoro jest jedna, to się nie rozdwoi. I zaproponowała mi środki nasenne, by i mnie, i jej było łatwiej. W dzień były aż cztery pielęgniarki, które się wręcz nudziły - opowiada nasza Czytelniczka, która tydzień temu miała operowany wyrostek robaczkowy. Eksperci mówią wprost: kadry brakuje w czasie dyżurów, czyli od godziny 15 do 7 rano oraz w weekendy i święta.