- Mama wczoraj wróciła od kardiologa w AOS (Ambulatoryjnej Opiece Specjalistycznej - wyjaśnienie redakcji) zdeptana jak kapeć. Mimo wyraźnej prośby i fizycznego pojawienia się w przychodni, lekarz odesłał ją na teleporadę za miesiąc. Poprzednia porada trwała 1,7 minuty. Mamy jakieś standardy czy coś? – czytamy na Twitterze. Czy rzeczywiście jest źle? Z najnowszych danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że tak. Co gorsza nic nie wskazuje, że sytuacja się poprawi, choć eksperci podpowiadają dobre rozwiązania. Rząd bowiem skupia się tylko na walce z pandemią.

 


Było źle w poradniach specjalistycznych, jest jeszcze gorzej

W 2020 roku wykonano 71, 1 miliona świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. To o 16 milionów mniej niż w 2019 roku, w którym udzielono 87,4 mln porad. Spadek odnotowano w każdym kwartale, ale największy w drugim i trzecim, gdy trwał lockdown. W drugim kwartale ubiegłego roku udzielono aż o 7 milionów świadczeń mniej niż analogicznym okresie 2019 roku, a trzecim kwartale o 5,8 miliona. Te dane udostępnił Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia w odpowiedzi na interpelację Marka Hoka, posła Koalicji Obywatelskiej.

To dramatyczne informacje, bo to oznacza, że olbrzymia liczba Polaków nie została zdiagnozowana lub nie miała możliwości kontynuowanego leczenia u specjalisty – ocenia Wojciech Wiśniewski, prezes Zarządu Public Policy. Podobnie mówi Magdalena Kołodziej fundacji MyPacjenci. - Mamy zapaść. System w ubiegłym roku stał się system covidocentrycznym, mnóstwo pieniędzy poszło na szpitale tymczasowe, które nie spełniają swojej roli, a zapomniano o AOS. Od stycznia poradnie specjalistyczne miały zostać odmrożone, ale z naszych informacji wynika, że nic się nie zmienia na lepsze – mówi. Do Fundacji bowiem wciąż się zgłaszają pacjenci, którzy skarżą się na ograniczony dostęp do diagnostyki, zawieszenie wykonywania części zabiegów i świadczeń, wydłużenie czasu oczekiwania na świadczenia, odwoływanie zabiegów lub świadczeń z obawy przed zakażaniem COVID-19. Z badania przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie osób na zlecenie Fundacji dzięki grantowi INFARMA wynika, że 61 proc. respondentów narzeka nana brak dostępu do świadczeń i odwołanie wizyt planowych, a dostęp do ASO pogorszył się zdaniem 48 proc. ankietowanych.

Biedni trafiają do szpitali, bogatsi na prywatne wizyty

W efekcie wiele osób wybiera wizyty prywatne. Tyle, że z prywatnej porady lekarza specjalisty najczęściej korzystali badani w wieku od 30 do 39 lat (58 proc.) zaś najrzadziej respondenci z najstarszej grupy wiekowej (37,6 proc).  Z prywatnej opieki korzystają jedynie ci, których na nią stać lub płaci za nią pracodawca. Z kolei z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że pandemia zwiększyła o 10 proc. liczbę Polaków korzystających z prywatnych polis zdrowotnych. Dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne ma już ponad 3 miliony Polaków. Wzrosło zwłaszcza zainteresowanie wizytami u specjalistów od kręgosłupa i pomocą psychologiczną. - Każda redukcja dostępności świadczeń publicznych jest bolesna dla tych, których nie stać na kanał prywatny - mówi Wojciech Wiśniewski. I zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny wątek. – Pacjenci, którzy nie otrzymali specjalistycznych świadczeń zostali pozbawieni opieki, a ich stan zapewne się pogorszył. W efekcie trafiają do szpitali, w których z powodu pandemii i tworzeniu oddziałów covidowych brakuje miejsc – mówi. W efekcie z roku na rok spada efektywność opieki specjalistycznej. – Dramatyczny był już rok 2019 – mówi Wiśniewski. Z analizy sprawozdania NFZ za 2019 roku wynika, że przykładowo w poradniach neurochirurgicznych czas oczekiwania wzrósł o 26 dni, do poziomu 57 dni dla trybu pilnego, a liczba oczekujących w trybie pilnym wzrosła z 3,9 tys. do 6,1 tys. osób. W poradniach kardiologicznych liczba oczekujących wzrosła o połowę, a czas oczekiwania w trybie pilnym wynosił 19 dni i był o 70 proc. dłuższy niż rok wcześniej. W poradniach gastroenterologicznych czas oczekiwania w trybie pilnym wydłużył się z 8 dni do 18 dni. Gdzie było najgorzej w 2020 roku?

Do jakich specjalistów najtrudniej się dostać

- Zgodnie informacją przekazaną przez NFZ, największy spadek wykonania świadczeń w 2020 roku nastąpił w zakresach: toksykologii, hepatologii, a także otolaryngologii dziecięcej – pisze wiceminister Kraska. A to oznacza, że dostanie się z dzieckiem do otolaryngologa jest jak wygrana w totka. Dlaczego? – Już w 2019 roku kolejka do otolaryngologa dziecięcego wydłużyła się – mówi Wiśniewski. - Średni czas oczekiwania na wizytę wzrósł do 45 dni w trybie pilnym, a w trybie zwykłym wydłużył się mimo spadku liczby pacjentów oczekujących. A skoro w 2020 roku w tej dziedzinie nastąpił kolejny spadek, to oznacza, że sytuacja jest dramatyczna – mówi. Z kolei Fundacja MyPacjenci wskazuje, że bardzo źle jest z diagnostyka i kontynuacją leczenia osteoporozy oraz badań kolonoskopii.

- Liczba wykonanych kolonoskopii w analogicznych okresach roku 2019 i 2020 zmniejszyła się aż o 36 proc. Wykonano o 60 proc. mniej średnich i endoskopowych zabiegów przewodu pokarmowego w warunkach szpitalnych – mówi Magdalena Kołodziej. - Pandemia spowodowała więc spadek dostępności do diagnostyki i leczenia pacjentów z rakiem jelita grubego. Istnieje ryzyko, że diagnozy nowych przypadków tego raka będą opóźnione i więcej pacjentów zostanie zdiagnozowanych w późniejszym stadium choroby – dodaje. Źle jest również w diagnozowaniu osteoporozy. Czy można to zmienić? Eksperci uważają, że tak. Wymaga to jednak działań ze strony Ministerstwa Zdrowia i NFZ.

Recepty na dostęp do specjalisty

Eksperci zwracają uwagę, że rząd powinien poprawić politykę informacyjną. – Obecnie nie działa sprawnie system informacji o kolejce, podawane są nieaktualne dane. Pacjenci nie wiedzą też, czy wizyta u specjalisty wymaga wykonania testu na Covid 19, co mają zrobić, gdy nie mogą się dodzwonić do poradni lub kolejny raz jest im proponowana teleporada. Nie wiedzą też jak się przygotować do teleporady, jakie informacje zebrać – wylicza Magdalena Kołodziej. Dlatego jej zdaniem NFZ powinien więcej uwagi poświęcić działaniom informacyjnym.

Fundacja wystąpiła z takim apelem do Funduszu. Pod koniec stycznia NFZ odpowiedział, że „wszystkie propozycje działań zmierzających do zwiększenia wolumenu wykonywanych badań muszą być wyważone, tak, aby nie powodowały nadmiernego diagnozowania pacjentów”. – To tak jakby w interesie NFZ było zmniejszenie liczby diagnozowanych pacjentów – komentuje Magdalena Kołodziej.

Inny pomysł ma Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny w Wysokim, w woj. lubelskim, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego. – W ubiegłym roku na moją prośbę Centrum e-Zdrowia przygotowało analizę, którzy z moich pacjentów prawdopodobnie przerwali leczenie, gdyż przestali kupować leki na cukrzycę. Obdzwoniłem wszystkich i okazało się, że tylko jedna pacjentka faktycznie nie wymagała już leków. Mój autorski algorytm wykorzystujący dane z platformy P1 dał prawie bezbłędne zestawienie. Taki mechanizm typowania osób, które przerwały terapię, sprawdził się i powinien być dostępny dla wszystkich lekarzy POZ oraz dla różnych schorzeń przewlekłych. Jeśli go nie będzie, to system zobaczy takiego pacjenta dopiero gdy pogorszy się stan astmatyka, cukrzyka czy chorego na nadciśnienie tętnicze i wtedy przyjedzie po niego karetka i niepotrzebnie zajmie on miejsce w szpitalu albo zwiększy statystyki zgonów – mówi Tomasz Zieliński.

Wojciech Wiśniewski uważa, że to jest świetny pomysł, do zrobienia "na wczoraj". - Nie może być tak, że lekarz POZ nie wie, że jego pacjenci przerwali leczenie, system ma takie dane i może ich ostrzegać - mówi.

Muszą wzrosnąć nakłady na opiekę specjalistyczną

Jego zdaniem jednak trzeba przede wszystkim urealnić wycenę świadczeń. -Jeżeli chcemy zwiększyć dostęp do porad specjalistycznych, to trzeba poprawić wyceny i skierować dużo większy strumień pieniędzy na specjalistykę. Jeśli świadczenia będą źle wyceniane, to świadczeniodawcy nie będą ich zamawiać, bo nie wystarczy im pieniędzy na zatrudnienie specjalistów, zorganizowanie poradni - ocenia Wiśniewski.

Zdaniem Ministerstwa Zdrowia sytuację ma zmienić zniesienie limitów w AOS już od kwietnia. - Po pierwsze nie ma pewności, że zostaną zniesione, bo takie zapowiedzi słyszymy regularnie od kilku lat. Po drugie bez zapewnienia odpowiednich wycen nie przybędzie świadczeń. Powiem obrazowo, jeśli jakaś firma ogłosi, że zatrudni milion osób za 300 zł miesięcznie, to i tak nikt się nie zgłosi. Co z tego zatem, że zadeklaruje, że zatrudnia, skoro i tak nie będzie chętnych - wyjaśnia Wojciech Wiśniewski. Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspertka z Uczelni Łazarskiego w Warszawie przypomina, że od 2009 do 2019 r. nakłady NFZ wzrosły z 57 do 93 mld zł czyli prawie podwoiły się, ale ambulatoryjna opieka specjalistyczna tego nie odczuła, a wręcz była traktowana po macoszemu. W tym samym czasie  liczba świadczeń w AOS powiększyła się bowiem tylko o 3 proc. - To jest czas na inwestycję w ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, która przez ostatnie lata była marginalizowana – podkreśla. Problemem, na który zwracają uwagę dyrektorzy szpitali jest brak lekarzy. - Gdy musimy otworzyć oddział covidowy, to musimy mu zapewnić personel - mówi nam jeden z dyrektorów. Tutaj rozwiązanie proponuje Fundacja MyPacjenci. Zdaniem jej ekspertów w diagnostykę w większym zakresie można zaangażować lekarzy rezydentów. Takie rozwiązanie proponuje m.in. profesor Marek Brzosko, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii oraz prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.

Recovery plan też nie ruszy

Rząd miał jeszcze inny pomysł na poprawę dostępu do specjalistów. Jesienią 2020 roku resort zdrowia zapowiedział tzw. „recovery plan”, czyli strategię rozwoju systemu ochrony zdrowia. Jego elementem miał być „bon” dla osób powyżej 40 roku życia upoważniający do skorzystania z pakietu badań obejmującego podstawowe parametry zdrowia. Jak jednak informuje wiceminister Kraska, w związku z dynamiczną sytuacją epidemiczną, jest konieczność dostosowania do niej planów związanych z ostatecznym kształtem tego programu. - To błąd, bo to był dobry pomysł - kwituje Magdalena Kołodziej. Aż 79,8 proc. ankietowanych w badaniu Fundacji uważa, że potrzebny jest plan odbudowy zdrowia Polaków, czyli recovery plan.  Ich zdaniem powinien on zwiększyć dostępność do diagnostyki i lekarzy specjalistów.