Józef Kielar: Co się stało, że klinika w której pan pracuje przestała nagle przynosić zyski?

Stanisław Szczepaniak: Faktycznie, w ubiegłym roku zanotowaliśmy 5 mln straty, w obecnym roku będzie podobnie. A przecież przez ostatnie 13 lat mieliśmy dodatni wynik finansowy. W naszym przypadku powodem strat jest zablokowanie wielu ewentualnych przychodów szpitala przez ryczałt, który otrzymujemy z Narodowego Funduszu Zdrowia. Nie dostajemy pieniędzy za tzw. nadwykonania. Ponadto wzrost wspomnianego ryczałtu nie nadąża za galopującymi  kosztami, szczególnie wynagrodzeń. To druga przyczyna straty.

Skoro rozmawiamy o płacach, to proszę powiedzieć, ile powinien zarabiać lekarz specjalista?

Podstawą wynagrodzenia takiego lekarza powinna być trzykrotność średniej krajowej, tak jak domagają się tego oni sami. Należałoby jednak jeszcze raz przemyśleć, jak płacić za pracę na dyżurze? Moim zdaniem trzeba go podzielić – wzorem niektórych krajów europejskich – na czas aktywny i nieaktywny. Szpitali nie  stać bowiem na to, żeby płacić lekarzom trzykrotną średnią krajowa za pracę na etacie i wynikające z tego wyższe stawki za godziny dyżurowe ( liczone, jak godziny nadliczbowe).

Lekarzom, którzy decydują się na podpisanie umowy cywilnoprawnej należałoby wypłacić ekwiwalent w wysokośći około 4,5 średniego wynagrodzenia, czyli 22-23 tys. zł miesięcznie. Wynika to z faktu, iż sami muszą płacić składki na ubezpieczenia społeczne. Ponadto powinni otrzymać rekompensatę za urlop, ubezpieczenie OC itd.

Czytaj w LEX: Jakie obowiązki nakłada specustawa o koronawirusie na podmioty lecznicze? >

Jest pan zwolennikiem wprowadzenia zakazu konkurencji dla lekarzy?

Nie jestem przeciwnikiem wzbogacania doświadczeń przez naszych lekarzy na dyżurach w innych placówkach publicznych. Jestem raczej zwolennikiem konieczności wyboru przez lekarza, albo pracy w sektorze publicznym, albo w prywatnym. Powinniśmy wprowadzić np. pięcioletni okres przejściowy, żeby doprowadzić do takiej klarownej sytuacji. 

Czy tak rozumiany przez pana zakaz konkurencji nie ograniczy dostępności pacjentów do specjalistów?

Przypuszczam, że nie. Po podwyższeniu płac lekarzom w placówkach publicznych, wielu z nich zostałoby w nich na stałe rezygnując z prowadzenia prywatnej praktyki. Delikatnie określając, dalsze przerzucanie kosztów leczenia prywatnego pacjenta na placówki publiczne jest bowiem wyjątkowo nieetyczne.

Czytaj w LEX: Spojrzeć na szpital oczami pacjenta – metody badania poziomu jakości świadczeń >

W jaki sposób sytuacja finansowa kliniki wpływa na lecznie pacjentów nowoczesnymi metodami, m.in. na stosowaniu nowatorskich terapii i innowacyjnych leków?

Staramy się rozwijać naszą działalność. Mamy duże sukcesy. Jesteśmy jednym z 17. ośrodków w kraju, który rozpoczął w ramach pilotażu Ministerstwa Zdrowia zabiegi mechanicznego udrażniania tętnic mózgowych w przebiegu udaru niedokrwiennego. Na ten cel zostały przeznaczone dodatkowe środki. Rozwijamy też działalność w dziedzinie onkologii. Nie jest ona limitowana, otrzymujemy pieniądze za wszystkie świadczenia z tego zakresu. Dzięki temu możemy wdrażać nowe typy zabiegów, przyciągać pacjentów do naszej klinki. Ryczałtem nie są też objęte programy lekowe,

wysokospecjalistyczna diagnostyka (rezonans CT) i operacja zaćmy.

 


Czyli pozostałe świadczenia są finansowane z ryczałtu?

Oczywiście. Trudniej jest rozwijać działalność na świadczenia objęte ryczałtem, a są one dominujące w naszym szpitalu. To rzutuje na nasz wynik finansowy.

Czytaj w LEX: Możliwe działania w zakresie zarządzania płynnością finansową w podmiocie leczniczym >

Ryczałt nie ma więc nic wspólnego z założeniem reformy ochrony zdrowia z 1999 roku, że pieniądz powinien „iść za pacjentem”?

W praktyce nigdy się to nie udało. NFZ nie uwzględniał w kontraktach liczby pacjentów wybierających dany szpital, czy długość kolejki do konkretnych zabiegów.

Wyjątkiem są świadczenia nielimitowane. Przed laty było ich więcej. Możliwość rozmowy z NFZ, która dotyczyłaby wąskiego zakresu usług w związku z rozwojem jakiejś terapii też była większa. Można więc powiedzieć powiedzieć, że tylko w zakresie usług nielimitowanych udało się osiągnąc założenia reformy.

Czytaj w LEX: Ryczałt w sieci szpitali >

Sejm i rząd podwyższa płace niektórym pracownikom medycznym, ale nie zapewnia na to odpowiednich środków. Jak wyjść z tej patowej sytuacji?

Trzeba było wprowadzić nowe rozwiązania płacowe dla wszystkich zawodów medycznych i przeznaczyć na ten cel odpowiednie środki. Innym rozwiązaniem byłoby pozostawienie tej sprawy wyłącznie w gestii dyrektorów szpitali. Ale podwyżki płac w konkretnym szpitalu blokują jednak krytykowane przeze mnie ryczałty. Obecna polityka płacowa w sektorze medycznym doprowadziła do sytuacji, że np. lekarze, pielęgniarki, czy ratownicy medyczni wywalczyli podwyżki, a innym się to nie udało. Mam na myśli psychologów, diagnostów laboratoryjnych, specjalistów elektroradiologii, techników elektroradiologii, techników laboratoryjnych, fizjoterapeutów, pracowników administracji i innych. Sprawa ta wymaga pilnego rozwiązania.

Czy Andrzej Sosnierz, były prezes NFZ ma rację, że w Polsce powinien zostać opracowany i przyjęty autorski program ochrony zdrowia, bo obecnie mamy do czynienia raczej z punktowymi, niekoniecznie spójnymi zmianami?

System powinien być kompletny. Zmiany muszą być wprowadzane ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. W tym drugim przypadku zawsze piętrzą się problemy w większości placówek medycznych. Nieliczni tylko zyskują, a najbardziej traci pacjent. Tak jest po wprowadzeniu ryczałtów na świadczenia zdrowotne.

Czytaj w LEX: Cele i metody budżetowania w podmiotach leczniczych >

Brak spójnej polityki zdrowotnej doprowadził do prawie 15 miliardowego zadłużenia systemu ochrony zdrowia. Czy jest to wynik złego zarządzania, czy pieniedzy jest faktycznie za mało?

W ochronie zdrowia przechodzimy, niestety od skrajności do skrajności. Od finansowania przez konkurujące ze sobą podmioty (kasy chorych) do systemu prawie budżetowego. Brakuje więc stabilizacji. W takiej sytuacji nie można myśleć o rozwoju, o różnych rozwiązaniach dla pacjentów. Próbujemy odnaleźć się w skrajnie zmienionych warunkach. Efekty tych działań są opłakane.

No właśnie. Połowę długów szpitali generują 24 placówki medyczne. Czy kierują nimi gorsi menedżerowie?

Każda sytuacja powinna być interpretowana indywidualnie. Absolutnie krzywdzące jest krytykowanie tych dyrektorów i pracowników wspomnianych szpitali. Oczywiście zdarzają się wyjątki złego gospodarowania. Na 700 szpitali w Polsce każdy ma jakieś indywidualne uwarunkowania. Nawet szpitale osiągające zyski mogą je zawdziędzać zakresowi prowadzonej działalności i sprzyjającemu finansowaniu przez NFZ. Niekoniecznie muszą mieć wybitnych menedżerów.

Czytaj w LEX: Benchmarking w zarządzaniu podmiotem leczniczym >

Proszę powiedzieć, czy polisy ubezpieczenia OC które wykupują szpitale nie mają zbyt niskich sum gwarancyjnych? Gwałtownie rośnie przecież liczba błędów w sztuce medycznej.

Zarząd każdej placówki medycznej powinien wziąć odpowiedzialność za to, żeby ta suma ubezpieczeniowa była ekwiwalentem ryzyka. Jest ono inne w placówce wykonującej planowe zabiegi, a np. szpitalem ginekologiczno-położniczym. W tym drugim przypadku błąd może spowodować, że dziecko będzie niepełnosprawne do końca życia. Sumy gwarancyjne OC wynikają zazwyczaj z bieżącej sytuacji finansowej danego podmiotu, a nie z długofalowego oceniania konsekwencji ryzyka.

Dlatego nasza klinika ma podwyższone sumy gwarancyjne OC.