Józef Kielar: Jest pani pełnomocnikiem ministra zdrowia do spraw psychiatrii dzieci i młodzieży, a jednocześnie ordynatorem oddziału klinicznego o takim profilu. Czy są na nim wolne łóżka?

Małgorzata Janas–Kozik: Mam ten komfort, że pacjenci naszej kliniki nie muszą leżeć na korytarzach. Dzieje się tak dlatego, że mam największy oddział kliniczny psychiatrii dzieci i młodzieży w Polsce, w którym są 62 łóżka. W okresie pandemii część oddziału jest wydzielona, gdzie młodzi pacjenci odbywają kwarantannę, żeby nie zarazić pozostałych chorych i personelu. Mam dwie duże świetlice i w najgorszym przypadku są one zamienione na sale chorych. Wszystkie sale mają węzeł sanitarny, a jeżeli pacjenci leżą na świetlicy, korzystają partiami z łazienek na poszczególnych salach.

Czytaj: Balicki: Rewolucja w psychiatrii jest niezbędna i pilna>>  
 

Czy chorych mogą odwiedzać ich rodzice?

Nie, tak jak w całej Polsce jest zakaz odwiedzin w szpitalu. Uruchomiliśmy jednak dodatkową linię telefoniczną. Rodzice mogą dzwonić do swoich dzieci, a dzieci do nich. Czasem są kolejki do telefonu, dlatego ustalamy harmonogramy rozmów. Natomiast rodzice mogą zostawiać w recepcji paczki zawierające ubrania i różne produkty. Po sprawdzeniu ich, czy nie ma tam np. maszynki do golenia, zestawu żyletek, czy dezodorantów w sprayu (mogą być tylko w kulce), paczka trafia do adresata.

Czy na oddziale są pacjenci, których leczycie np. trzy miesiące a nawet dłużej?

Zdarzają się takie przypadki, ale staramy się, żeby hospitalizacja trwała jak najkrócej. Czasami nie jest to jednak możliwe. Z każdym pacjentem pracuje nie tylko lekarz, ale psycholog i psychoterapeuta. Wszystko po to, żeby chory mógł szybciej opuścić naszą placówkę. W klinice mamy także szkołę, która w okresie pandemii działała zdanie i wszyscy pacjenci, którzy przebyli izolację, uczestniczyli w zajęciach lekcyjnych.

 


Jak długo młody człowiek musi czekać na wolne miejsce w szpitalu ?

Klinika, którą kieruję, pracuje w trybie ostrodyżurowym. Nie ma chyba takiej placówki w kraju, która nie pracowałaby w tym systemie. Chorzy, którzy trafiają w stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia są natychmiast przyjmowani w trybie ostrodyżurowym. Proszę jednak pamiętać, że mamy jeszcze do przyjęcia tzw. planowych pacjentów. W początkowym okresie pandemii taki tryb był zawieszony. Pewna część rodziców nie wyrażała zgody na hospitalizację. Dlatego, żeby obecnie dostać się do naszej kliniki, trzeba czekać na to od dwóch do trzech miesięcy. Jeżeli chory ma skierowanie, ale nie wymaga przyjęcia w trybie pilnym, a w trakcie oczekiwania na miejsce dzieje się coś niepokojącego, może zawsze zgłosić się do izby przyjęć najbliższego szpitala, w którym jest oddział psychiatrii dzieci i młodzieży.

Czytaj: Zdalna edukacja pogłębia problemy psychiczne młodzieży>>
 

Proszę ocenić stan psychiczny dzieci i młodzieży w obecnym okresie, w którym nauczanie odbywa się zdalnie w efekcie czego uczniowie są izolowani od nauczycieli i rówieśników. Czy ktokolwiek w Polsce monitoruje tę sytuację?
W moim odczuciu druga fala pandemii wygląda zupełnie inaczej, niż pierwsza. W pierwszej fali pandemii w klinice mieliśmy ok. 50 proc. wolnych miejsc. W drugiej fali jest zupełnie inaczej. Na 62 miejsca w naszej placówce mieliśmy nawet 64 pacjentów. Zdarzały się przypadki, że w wielospecjalistycznym szpitalu dziecięcym, w którym jest posadowiona nasza klinika, na 12 przypadków konsultacji na izbie przyjęć, 10 stanowiły konsultacje psychiatryczne, w tym było kilka przyjęć do naszego oddziału. Wpłynęła na to izolacja dzieci i młodzieży oraz praca zdalna powodująca brak kontaktu bezpośredniego z rówieśnikami. Jest to bardzo niekomfortowa sytuacja dla ludzi dorosłych, dla całej rodziny, a tym bardziej dla młodego człowieka. W zasadzie już od szóstej klasy szkoły podstawowej młodzież komunikuje się głównie online, jednak nie możemy zapominać, że kontakt bezpośredni między rówieśnikami jest podstawowym, fizjologicznym wymogiem okresu dorastania. W pierwszej fazie pandemii fundacja Dajmy Dzieciom Siłę zrobiła badania dotyczące tego, jak sobie radzą dzieci, młodzież, czy rodzice w tym okresie? Natomiast obecnie, w drugiej fazie pandemii, duże badania zrobiła fundacja Szkoła z Klasą i chyba wkrótce poznamy jej wyniki.

Z obserwacji nie tylko rodziców dzieci i młodzieży wynika, że zdalne nauczanie spowodowało, że uczniowie uciekli w świat wirtualny, co niekorzystnie wpływa na ich rozwój i powoduje często zachowania agresywne.

Nauka zdalna jest bardzo trudną formą nauki, dlatego, że wymaga maksymalnego skupienia, chociaż w tej drugiej fazie pandemii rodzice, dzieci i nauczyciele są lepiej przygotowani do tego wyzwania. Nie są to tylko linki wysyłane na e-maila dotyczące tego, co uczniowie mają przygotować samodzielnie, ale lekcje są prowadzone zdalnie (na żywo). Jednak dzieci w klasach 1- 3 wymagają w trakcie tych zajęć pomocy rodzica, czy osoby dorosłej, bo nie są w stanie skoncentrować się przez cały czas nauki. Nauczyciele również nie dają rady monitorować każdego  ucznia. Młodzież starsza zachowuje się często tak, że „dzieli” ekran monitora na dwie części. Jedna jest przeznaczona na lekcję, a ta druga na grę komputerową.

Zdaniem niektórych rodziców, dziewczynki radzą sobie lepiej w zupełnej izolacji od rówieśników, niż chłopcy.

Nie spotkałam się z takimi opiniami, ale wiem, że izolację najgorzej znoszą jedynacy. Poza tym, część rodziców pracuje również zdalnie i wszyscy są skazani na małe przestrzenie w domu. Nie w każdym są przecież dwa komputery, co rodzi dodatkowe kłopoty. To jest trudna sytuacja dla każdego domownika. Oprócz tego niekorzystnie wpływa na wszystkich konieczność przebywania ze sobą przez 24 godziny.

W pierwszym okresie pandemii przygotowałam wraz z zespołem specjalistów rekomendacje dla dzieci, młodzieży, rodziców i osobne dla profesjonalistów - psychologów, psychoterapeutów, terapeutów dotyczące tego, jak sobie poradzić w tym trudnym okresie.

 


Z informacji, które mam wynika, że izolacja wywołuje również przemoc nawet w tych tak zwanych dobrych domach.

Fundacja Dajmy Dzieciom Siłę opublikowała badania, z których wynika, że już w pierwszej fazie pandemii w wielu domach dochodziło do licznych aktów przemocy fizycznej i psychicznej zarówno dorosłego wobec dziecka, jak i dzieci w stosunku do rówieśników.

Szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat media określały sytuację w psychiatrii dzieci i młodzieży jako katastrofalną. Co udało się wam zrobić w okresie pandemii?

Gruntowne zmiany rozpoczęły się w lipcu 2017 roku. Wtedy zdecydowaliśmy o reformie ewolucyjnej, systemowej. Jeszcze przed pandemią udało nam się otworzyć 138 środowiskowych poradni psychologiczno – psychoterapeutycznych dla dzieci i młodzieży. Pierwsze rozpoczęły działalność od 1 kwietnia 2018 roku. Tworzą one pierwszy poziom referencyjny. We wspomnianych ośrodkach nie ma lekarza psychiatry dzieci i młodzieży. Dla 60 proc. trafiających tam osób wystarczy bowiem opieka psychologiczno - psychoterapeutyczna. W trakcie pandemii pracowały one online. W moim regionie (w Sosnowcu ) poradnia zdrowia psychicznego, do której można było przyjść osobiście, funkcjonowała przez cały czas, oczywiście z zachowaniem zasad rygoru sanitarnego. Tak samo działał oddział całodobowy. Natomiast w oddziale dziennym skupialiśmy się na pracy indywidualnej z pacjentem, a później prowadziliśmy terapię online. Proszę jednak pamiętać, że w psychiatrii dzieci i młodzieży pacjentem nie jest tylko młody człowiek, ale cała jego rodzina.

Na czym polega prowadzona przez panią reforma psychiatrii dzieci i młodzieży? Statystyki dotyczące np. liczby samobójstw tych młodych ludzi w naszym kraju są przerażające – zajmujemy pod tym względem drugie miejsce w UE.

W tym przypadku musimy powiedzieć o dwóch kwestiach. Pierwsza, to samobójstwa dokonane, które są uwzględnianie w statystykach policji i na szczęście ich liczba się zmniejsza. W ostatnich latach rosła jednak liczba prób samobójczych w przedziale wiekowym 13 – 19 lat, które się nie powiodły. Jednak młodzi ludzie mają często myśli samobójcze. Wymaga to wnikliwej oceny specjalisty, bo nie każda myśl samobójcza, to zamiar popełnienia tego czynu, bo często są to rozważania filozoficzne dotyczące zjawiska śmierci. Dlatego oceniając pacjenta zawsze należy o to pytać i precyzyjnie ustalić, czy nie jest to przypadkiem ewentualny zamiar samobójczy? Tylko bowiem w takim przypadku pacjent musi być hospitalizowany.

Czy zaledwie 450 psychiatrów dzieci i młodzieży w Polsce może skutecznie pomóc tym młodym osobom?

Byłoby to praktycznie niemożliwe, dlatego pomysł reformy polegał na odwróceniu tej piramidy leczenia. Do 2017 roku podstawą psychiatrii dzieci i młodzieży były całodobowe oddziały szpitalne. Obecnie staramy się, żeby tym fundamentem terapii były środowiskowe poradnie psychologiczno – psychoterapeutyczne, w której nie ma lekarza psychiatry dzieci i młodzieży. Uważamy bowiem, że około 60 proc. pacjentów trafia do pierwszego poziomu referencyjnego. Dlatego na tym etapie konieczne jest podpisanie umowy ze szkołą, z poradnią psychologiczno – pedagogiczną, a nie tylko z ośrodkami pomocy społecznej. Po odblokowaniu konkursów przez oddziały wojewódzkie NFZ, powstało już w kraju około 200 środowiskowych poradni psychologiczno – psychoterapeutycznych dla dzieci i młodzieży. Obecnie jest nacisk na tzw. drugie poziomy referencyjne, czyli centra zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. Jest to poradnia zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży i dzienny oddział psychiatryczny dla dzieci i młodzieży. Bardziej „punktowany” przez Fundusz jest ten, który ma szkołę. Cel leczenia jest taki, żeby młody człowiek wrócił do normalnego życia, do nauki. Natomiast całodobowych oddziałów psychiatrii dzieci i młodzieży mamy 34, a powstaje jeszcze jeden na Podlasiu, gdzie nie było żadnego.

Wykonaliście ogromną pracę w tak trudnym okresie.

Przed nami jeszcze wiele rozmów z NFZ. Zbyt dużej liczby porad nie jest bowiem w stanie wykonać żaden nasz ośrodek. Dlatego dyskutujemy m.in. o tym. Ponadto są dwa duże projekty UE. Jeden, to ta druga cześć reformy, która kładzie nacisk na kształcenie kadr. Powstał nowy zawód – psychoterapeuta środowiskowy dzieci i młodzieży oraz nowa specjalizacja w ochronie zdrowia z psychoterapii dzieci i młodzieży. Są to bezpłatne 4-letnie studia lub tzw. uznanie dorobku, oba kończące się egzaminem państwowym. Zdało go już około 100 osób uzyskując tytuł specjalisty z psychoterapii dzieci i młodzieży. Ogółem około 1000 osób ukończy szkolenie w trzech ścieżkach (terapii środowiskowej, psychoterapii i psychologii klinicznej) i będzie pracować w psychiatrii dzieci i młodzieży. Drugi projekt unijny, to tzw. skalowanie modelu bielańskiego, czyli wypracowanie pewnych zasad pracy między pierwszym i drugim poziomem referencyjnym. Olbrzymia praca jeszcze przed nami.