Narodowy Fundusz Zdrowia nie przedłuży z 71 placówkami podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) kontraktów, które wygasają 30 czerwca. Chodzi o przychodnie z 10 województw: dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego, lubelskiego, lubuskiego, mazowieckiego, opolskiego, podkarpackiego, pomorskiego, śląskiego i wielkopolskiego, które udzieliły ponad 90 proc. teleporad.  - Pacjenci tych placówek nie pozostaną bez opieki – zapewnia NFZ. I informuje, że oddziały wojewódzkie, w których miały miejsce przypadki nadużywania teleporad, przygotowały wykazy placówek, które udzielą pacjentom niezbędnej pomocy medycznej od 1 lipca 2021 r.

Tyle, że wiele z nich znajduje się wiele kilometrów od danej miejscowości. Z naszych informacji wynika, że nie jest też pewne, czy tak będzie. NFZ bowiem dopiero obdzwania przychodnie i pyta, czy przyjmą pacjentów z „likwidowanych” poradni. Minister zdrowia zatem pokazał publicznie, że słucha skarg pacjentów, walczy z przychodniami, które się zamknęły, ale nie rozwiązał systemowo problemu.  W efekcie może się okazać, że pacjenci z małych miejscowości nie będą miel lekarza rodzinnego na miejscu. Problem może być większy, bo 30 czerwca kontrakty kończą się 2 tys. poradni, a te nie chcą ich przedłużać na zasadach określonych przez NFZ.

-------------------------------------------------------

Konkurs Liderzy w Ochronie Zdrowia 2021 także dla małych przychodni POZ i ASO! W tym roku jest dla nich stworzona nowa kategoria: Przychodnia zorientowana na jakość.  Aby się zgłosić, wystarczy się zarejestrować online - tutaj!
Zapraszamy wszystkie podmioty, które stawiają na jakość >>

-------------------------------------------------------

 

Tysiące pacjentów bez poradni

Zależnie od województwa liczba poradni, z którymi wygasa umowa z NFZ waha się od jednej do kilkunastu - sprawdź, które przychodnie stracą kontrakt.

Zdarza się też, że znikają jedyne poradnie w danej miejscowości, np. w Wąpielsku, w województwie kujawsko-pomorskim. Najbliższa poradnia jest w oddalonym o 17 kilometrów Rypinie. - Ta lista jest nieprawdopodobna… u nas dwa duże POZ bez kontraktu… co się stanie z tymi pacjentami? Są odsyłani przez NFZ do placówki, gdzie jest jedna emerytowana pani pediatra, której według NFZ nie wolno przyjmować więcej zapisów dorosłych osób – zauważa Marek Zawadzki, lekarz rodzinny.

Oburzenia nie kryje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. – Doszliśmy do totalnej paranoi. W województwie wielkopolskim, gdzie POZ jest na wysokim poziomie, zamykanych jest aż 15 przychodni, w tym takie, które są jedyne w danej miejscowości – mówi. I zwraca uwagę, że to nie zawsze jest uzasadnione. – Jeden z lekarzy ponowne wystawianie recept nie odznaczał jako poradę ambulatoryjną, ale jako teleporadę i przekroczył próg. Wielu ma podobny problem, bo w czasie pandemii, akcji szczepień, nikt nie skupiał się na biurokracji. Dlatego prosiliśmy, aby NFZ dał nam czas na weryfikację danych. I tak miało być, bo zgodnie z projektem zarządzenia NFZ odnośnie teleporad nowe zasady wycen miały być od 1 września. A tu nagle z dnia na dzień okazuje się, że wyrzucił za drzwi i lekarzy, i pacjentów. Dla osób schorowanych, starszych to ogromny problem. One często muszą kogoś prosić, aby mógł zawieźć go do lekarza, a teraz będzie trzeba zwieźć dalej – mówi Janicka. Wśród "wyrzuconych" poradni jest Przychodnia Lekarzy Rodzinnych i Specjalistów "Vitamed" z Gniezna, kierowana przez lekarza, który 6 lat temu był laureatem plebiscytu pacjentów. Jejlekarze m.in. źle zaznaczali kod porady.

Z kolei Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego mówi, że wśród ofiar tej nieprzemyślanej decyzji są lekarze, którzy np. przyjmowali pacjentów zdalnie po zabiegu chirurgicznym, zamiast pójść na zwolnienie. - Oburzający jest też fakt niezbadania przyczyn dużej liczby udzielonych teleporad w karanych przychodniach - mówi. 

Kilka takich przykładów z Pomorza wylicza Andrzej Zapaśnik, szef dużej przychodni i ekspert PZ. – Lekarz rodzinny urodzony w 1944 r., po operacji  w kwietniu br., po czterech dniach wrócił  do pracy, pomimo przysługującego miesięcznego zwolnienia. Pracuje sam, ma ok. 1700 pacjentów, w większości starszych, których prowadzi od ponad 20 lat – mówi Zapaśnik.

Kolejna ofiara decyzji ministra to przychodnia, do której jest zapisanych ok. 11 tys. pacjentów, prowadzona przez dwóch lekarz, na każdego przypada 3 tys. pacjentów, zlokalizowana na młodym osiedlu,  które się przyzwyczaiło do teleporad. - Jeden z lekarzy w kwietniu przeszedł operację  neurochirurgiczną, kwalifikującą do zwolnienia lekarskiego na dwa miesiące. Mimo to po 5 dniach wrócił do pracy, realizując z domu teleporady.  Praktyka dodatkowo zatrudnia trzech innych lekarzy i wszyscy pracują na okrągło. Przyjmują od 50 do 70 pacjentów dziennie. Po stwierdzeniu takiej potrzeby zawsze jest realizowana wizyta stacjonarna lub domowa, co skutkuje dodatkowym wysiłkiem wynikającym z prawa pacjenta do wyboru rodzaju porada – mówi Paśnik.

Inna ukarana przychodnia ma  ok. 14 tys. pacjentów, w tym, 3,5 tys. powyżej 65 roku życia. Ona zaś zorganizowała szczepienia wyjazdowe, dzięki czemu ponad 75 proc  starszych osób jest zaszczepionych, ale w tym czasie inni byli obsługiwanie zdalnie. Ponadto ma złe warunki lokalowe i małą poczekalnię, co m.in. wpływało na liczbę teleporad w okresie drugiej fali Covid-19.  - Po latach pewnej stagnacji w czasie epidemii do przychodni zapisało się kilkuset nowych pacjentów, doceniając profesjonalizm opieki, a teraz NFZ ją ukarał - mówi Pośnik.  Bożena Janicka nie ma wątpliwości, że tu rządzi prawo informatyka, a nie prawo pacjenta. Co ciekawe w uzasadnieniu nowego zarządzenia prezesa NFZ obniżającego wyceny za teleporady placówek, które udzieliły ich ponad 90 proc. jest 400. Zatem 339 nadal działa, a tylko 71 ma nieprzedłużone kontrakty.

 


NFZ walczy z teleporadami, głównie dla dzieci

Z badania Fundacji My Pacjenci wynika, że nieco ponad 51 proc. respondentów miała możliwość kontaktu z lekarzem wyłącznie przez telefon lub online, po uprzednim umówieniu wizyty, a aż 21 proc. napotkało na problem, jakim była zamknięta placówka. Ze skarg do Rzecznika Praw Pacjenta także wynika, że pacjenci mają problemy z dostaniem się do lekarza POZ. Od 1 stycznia do 15 czerwca 2021 r. do rzecznika wpłynęło ponad 71 tys. zgłoszeń, z czego ponad 20 tys. dotyczyło POZ.

Pacjenci zwracali uwagę przede wszystkim na brak możliwości rejestracji, czy problemy z umówieniem wizyty. Z kolei w 2020 r. wszczęto 138 postępowania w związku z naruszeniem zbiorowych praw pacjenta, z czego ok. 20 proc. dotyczyło nieprawidłowości w funkcjonowaniu placówek POZ, głównie braku możliwości umówienia wizyt osobistych, ograniczonego kontaktu telefonicznego z przychodniami, braku rejestracji elektronicznej lub osobistej oraz braku realizacji standardu teleporady. W tym roku RPP wszczął już 104 postępowania, z czego POZ dotyczy ok. 70 proc.

I zapewne dlatego Ministerstwo Zdrowia i NFZ postanowiły pokazać przychodniom, że nie mogą ograniczać pacjentom dostępności. Sylwia Wądrzyk, rzecznik NFZ, zapewnia że zerwanie umów to efekt kontroli. - Od początku roku NFZ przeprowadził 186 kontroli realizacji umów w POZ. Do tej pory zakończono już 74 postępowania. W przypadku aż 50 z nich potwierdzono nieprawidłowości, np. odmowę udzielania świadczenia czy też brak dostępności wynikający niezgłoszonej przerwy w udzielaniu świadczeń. Powodem kontroli były m.in. skargi i sygnały zgłaszane przez pacjentów. Najczęstszą przyczyną skarg była odmowa osobistej wizyty u lekarza POZ w przypadku dzieci. Dlatego też zbadaliśmy jak wyglądała realizacja świadczeń w przypadku dzieci do 6 roku życia – mówi Wądrzyk.

Przypomnijmy, że od 16 marca br. co do zasady nie można udzielać teleporad dzieciom do 6 roku życia. Z danych NFZ wynika zaś, że od tego dnia do 30 kwietnia br. udzielono ponad 500 tys. teleporad, w tym 300 tys. dotyczyło dzieci do 3 lat. - W wyniku kontroli ujawniono, że 86 proc. skontrolowanych podmiotów udzielających świadczeń w podstawowej opiece zdrowotnej udziela teleporady w przypadkach, w których dziecko mające mniej niż 6 lat powinno zostać przyjęte osobiście. Podmioty te tym samym łamią standardy określone w rozporządzeniu. W efekcie działań kontrolnych nałożono ponad 2,2 mln zł kar – mówi Wądrzyk. I być może to powinno być metodą na ściganie nierzetelnych poradni, a nie ich zamykanie. Zerwanie kontraktu uderza też bowiem w pacjentów.

Matematyka nie poprawi standardów podstawowej opieki zdrowotnej

Eksperci nie mają wątpliwości, że NFZ powinien walczyć z przychodniami ograniczającymi dostęp pacjentów do leczenia, ale dbaniem o jakość.  Ich zdaniem wybrana matematyczna metoda nie przyniesie oczekiwanych efektów.  - Historia teleporad to wyraz płytkiego zarządzania w ochronie zdrowia - ocenia Maria Libura, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.  - MZ nie potrafi wprowadzić i monitorować standardu jakości, więc idzie na zgrubne wskaźniki nie-wiadomo-czego. Nadal nie będzie wiadomo, czy na wizytę w poradni zaproszono potrzebujących, jaka jest jakość udzielanych porad - podkreśla Libura.

Podobnie mówi Monika Kwiatkowska, radca prawny specjalizujący się w prawie medycznym. - Nie można pozbawiać kontraktu od linijki i karać za odsetek teleporad. Należy sprawdzić, z czego one wynikały. NFZ powinien dyscyplinować przychodnie POZ, ale nie matematyczną regułką. Trzeba wprowadzić zmiany systemowe, określić kryteria i weryfikować ich spełnianie. Przykładowo NFZ może dawać dodatkowe punkty za szybkość dodzwonienia się do przychodni i umówienia wizyty, jakość obsługi w rejestracji, odpowiednią liczbę lekarzy do pacjentów, trafność diagnozy na podstawie zleconych badań, podejście. Gdy będzie się kierował statystyką, okaże się, że teraz wszystkie porady będą ambulatoryjne, ale dostępność się nie poprawi. POZ trzeba i da się zreformować, ale pieniądze powinny iść za efektami, a nie sztucznymi danymi - podkreśla mec. Kwiatkowska. Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienie Zielonogórskie przyznaje, że NFZ powinien znaleźć uczciwe i obiektywne metody oceniania, dać szansę na poprawę, a dopiero, gdy placówka jej nie wykorzysta, zerwać umowę. Zwraca uwagę też, że w czasie pnademi NFZ nie określił, ilu pacjentów powinno być przyjętych w gabinecie. - Reguły zostały zmienione w trakcie gry. Granica 90 proc. udzielania tzw. teleporad, nie ma żadnego odzwierciedlenia w obowiązujących przepisach prawa ani zawartych z funduszem umów - podkreśla.

Obie ekspertki zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. O ile w większych miastach zamknięcie jednej przychodni nie musi być problemem, to w małych miejscowościach może pozbawić wielu pacjentów dostępu do lekarza. 

Pacjentów przejmą inne placówki

Jeszcze w czwartek NFZ napisał na swojej stronie, że pacjenci  placówek, z którymi nie zostały przedłużone umowy nie pozostaną bez opieki. - Oddziały wojewódzkie NFZ, w których miały miejsce przypadki nadużywania teleporad, przygotowały wykazy placówek, które udzielą pacjentom niezbędnej pomocy medycznej od 1 lipca 2021 r. – czytamy w komunikacie NFZ. I rzeczywiście po kliknięciu w każde województwo, można znaleźć wykaz  poradni POZ, gdzie można się zgłosić po poradę na koszt NFZ. Nie ma jednak pewności, że będą one w stanie obsłużyć wszystkich pacjentów ze zlikwidowanych przychodni.

- Już dzisiaj w wielu miejscach do jednego lekarza zapisanych jest 4-5 tysięcy pacjentów - mówi Jacek Krajewski. - Są takie gminy, gdzie lekarzy nie ma wcale, gdzie wójt oferuje godziwą płacę i mieszkanie, a chętnych nie widać - dodaje. Z kolei  do Bożeny Janickiej w piątek doszły informacje, że NFZ obdzwania przychodnie z kontraktami, i pyta, czy przejmą pacjentów z tych zamkniętych. Zatem nie ma pewności, czy mają one możliwość obsłużenia z dnia na dzień nowych podopiecznych.

W piątek Adam Niedzielski, minister zdrowia, powiedział, że pacjent zawsze może zmienić placówkę, więc w zasadzie po stronie pacjenta jest złożenie pewnej deklaracji za darmo, że będzie chciał się przepisać i może to zrobić już w tej chwili. Pacjenci mogą jednak nie chcieć placówki położonej kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania. Z informacji w mediach społecznościowych widać, że niektórzy planują już akcje w obronie swojej przychodni. - Podjęliśmy też rozmowy z dużymi sieciami, z tymi największymi sieciami medycznymi w Polsce w sprawie opieki dla pacjentów z placówek, którym nie przedłużono umowy - powiedział Niedzielski. Wymienił tu m.in. PZU Zdrowie i Lux Med.

Znalezienie nowego świadczeniodawcy nie zajmuje kilka dni, trwa nawet miesiące - mówi Monika Kwiatkowska. - W małych miejscowościach jest to znacznie  trudniejsze, a może się okazać, że tam pacjenci stracą jedynego lekarza na miejscu a co za tym idzie zostaną pozbawieni dostępu do świadczeń zdrowotnych. Dlatego lepszym rozwiązaniem byłoby indywidualne podejście i dogłębna analiza każdego przypadku przez NFZ i tam gdzie jest to możliwe  wymuszenie na przychodni wprowadzenia zmian, które realnie a nie tylko w statystykach poprawia jakość i dostępność świadczonych usług. Nie znam bowiem szczegółów, ale zakładam, że NFZ musiał mieć podstawy do zerwania kontraktu - dodaje mec. Kwiatkowska. 

MZ i NFZ wybrały jednak metodę cięcia, i w ciągu dosłownie sześciu dni odcięły przychodnie od finansowania z budżetu państwa, a pacjentów od lekarzy z kontraktem z NFZ. A to nie koniec kłopotów.

Nie ma pewności, co z pozostałymi dwoma tysiącami poradni POZ

Obecnie trwają negocjacje warunków blisko 2 tys. z 6 tys. kontraktów na świadczenia podstawowej opieki zdrowotnej od 1 lipca 2021 r. z przedstawicielami Federacji Porozumienie Zielonogórskiego oraz Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Tyle, że lekarzom nie podobają się warunki. Jak już pisaliśmy w Prawo.pl nie przewidują one wzrostu stawki kapitacyjnej za każdego pacjenta – ta od września 2020 roku wynosi 171 zł. Teraz doszedł drugi problem – zarządzenie prezesa NFZ uzależniające wysokość stawki od liczby teleporad. W związku z tym organizacje zrzeszające lekarzy rodzinnych zaproponowały tymczasowe rozwiązanie. Porozumienie Zielonogórskie chce przedłużenie umów na dwa tygodnie (do 15 lipca), a Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia na dwa miesiące, do 1 września, i wyjaśnienia kwestii wycen teleporad. Obie organizacje jednak nie widzą szans na zakończenie negocjacji. Już 1 lipca może się więc okazać, że opieki nie ma 12 milionów pacjentów. Ministerstwo Zdrowia zaś szykuje plan awaryjny - tylu pacjentów ma pomóc obsłużyć nocna i świąteczna pomoc lekarska. Bywa jednak, że do takiej placówki pacjenci muszą dojechać wiele kilometrów.