Badanie za 40 procent jego wartości? Kolejki mogą być jeszcze dłuższe
Jeśli placówka medyczna wykona więcej badań, niż ma w umowie z NFZ, takich jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia czy kolonoskopia, Fundusz zapłaci jej za nie tylko 40 proc. I to dopiero na koniec roku. Takie zmiany planuje wprowadzić NFZ zarządzeniem prezesa, które obowiązywałoby z datą wsteczną od początku tego roku. Eksperci są zgodni, że w praktyce oznacza to limitowanie tych świadczeń. Dla pacjentów zaś oznacza to jedno – jeszcze dłuższy czas oczekiwania.

Jeszcze do 24 marca można zgłaszać uwagi do projektu zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia zmieniającego zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w rodzaju ambulatoryjna opieka specjalistyczna. Zarządzenie obniża finansowanie ambulatoryjnych świadczeń diagnostycznych kosztochłonnych w zakresach: tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii i kolonoskopii w sytuacji, gdy placówka wykona tych badań więcej niż ma zapisane w umowie z NFZ (świadczenia ponadlimitowe, czyli nadwykonania). Po przekroczeniu wartości określonej na ich realizację w umowie, świadczenia udzielone pacjentom powyżej 18. roku życia NFZ rozliczy współczynnikiem 0,4. To oznacza, że zapłaci za nie placówce 40 proc. ich wartości. Rozliczy się z nią dopiero na koniec roku, nie kwartalnie. Dotąd Fundusz płacił za nadwykonania z opóźnieniem, ale całą kwotę, za którą zostały one zrealizowane. Zarządzenie, mimo że ogłoszone 11 marca, miałoby obowiązywać od 1 stycznia br. Ze zmian wyłączone są badania medycyny nuklearnej oraz badania echokardiograficzne płodu.
Stabilność finansowa kosztem pacjentów?
- Projektowana zmiana stanowi element działań mających na celu zapewnienie długotrwałej stabilności finansowej systemu ochrony zdrowia oraz zwiększenie efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej – czytamy w uzasadnieniu do projektu. Jednak Naczelna Rada Lekarska (NRL) podkreśla, że w uzasadnieniu brakuje podstawowej informacji: wprowadzenie w życie zaproponowanych rozwiązań ograniczy pacjentom dostęp do ponadlimitowych świadczeń z zakresu badań tomografii, rezonansu i endoskopowych badań przewodu pokarmowego.
NRL stanowczo sprzeciwia się tym zmianom. - Zaproponowany współczynnik oznacza, że za wykonane ponad limit świadczenia placówka medyczna nie otrzyma nawet połowy kosztów tych badań. Działanie NFZ polegające na zapłacie rażąco niskiego wynagrodzenia za wykonane badania diagnostyczne opiera się na wykorzystaniu pozycji dominującej Narodowego Funduszu Zdrowia na rynku organizacji udzielania świadczeń opieki zdrowotnej. Czas oczekiwania na wskazane w zarządzeniu prezesa NFZ badania TK, RM czy endoskopowe przewodu pokarmowego ulegnie znacznemu wydłużeniu, ponieważ trudno zakładać, iż placówki AOS będą skłonne wykonywać jakiekolwiek ponadlimitowe świadczenia, za które otrzymają z NFZ jedynie 40 proc. ich ceny. Projektowane przez NFZ zmiany zasad rozliczeń niektórych świadczeń ponadlimitowych ograniczą skuteczność leczenia pacjentów, prowadząc do opóźnień diagnostycznych i terapeutycznych – pisze NRL w swoim stanowisku.
Kto zrobi badanie za 40 proc. jego wartości?
Równie zdecydowanie protestują organizacje pacjenckie. Ponad 20 z nich apeluje o zatrzymanie tych zmian do minister zdrowia i NFZ. - Formalnie badania mają pozostać nielimitowane, ale w praktyce mechanizm ekonomiczny będzie działał jak dawniej. Jeśli za badanie wykonane ponad kontrakt placówka otrzyma jedynie 40 proc. jego wyceny, wiele z nich po prostu przestanie je wykonywać – mówi Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.
Z danych portalu Kolejkoskop Fundacji Alivia (obecnie Alivia Onkoskaner) wynika, że w 2018 roku średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny wynosił około 200 dni, a na tomografię komputerową ponad 70 dni. Po zmianach w systemie finansowania dostępność badań stopniowo się poprawiała, choć kolejki nadal pozostają długie. Obecnie średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny wynosi około 2–3 miesięcy, a na tomografię komputerową około 1–2 miesięcy. Do tego bardzo długo czeka się na opis badania. - NFZ przekonuje, że zmiany nie obejmą diagnostyki prowadzonej w ramach szybkiej ścieżki onkologicznej (karty DiLO). Organizacje pacjentów zwracają jednak uwagę, że większość osób nie rozpoczyna diagnostyki od karty DiLO- zwraca uwagę Fundacja Alivia. - W praktyce karta DiLO pojawia się dopiero na pewnym etapie diagnostyki. Często po wykonaniu badań obrazowych. Zdarzają się sytuacje, w których jest wystawiana po uzyskaniu wyniku histopatologicznego, a nawet dopiero przed konsylium lekarskim – wskazuje Joanna Frątczak-Kazana.
Czytaj także: Karta DiLO już od dawna nie spełnia swojej funkcji
Fundacja zwraca uwagę, że zarządzenie prezesa NFZ jest powrotem do pomysłu z grudnia ubiegłego roku, kiedy Fundusz rozważał przywrócenie limitów w diagnostyce. Wtedy także protestowały organizacje pacjenckie.
Ucierpią pacjenci
Co do tego, że planowane zmiany odbiją się przede wszystkim na pacjentach, nie ma wątpliwości lek. Bartosz Fiałek, reumatolog, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wyjaśnia to w mediach społecznościowych, odwołując się do swojego doświadczenia zarządczego.
Nadwykonania w tym systemie pojawiają się bardzo szybko. Historycznie, kiedy poradnie specjalistyczne nie działały – bo wszystko robiono albo w szpitalach, bo się w poradni nie opłacało, albo robiono prywatnie, bo lekarze nie pracowali w publicznych przychodniach specjalistycznych – ustalono na historycznie niskich poziomach, minimach wręcz, limity kontraktów. Przez lata wysokość kontraktów nie była urealniona. To znaczy, że kontrakt wykończy się, np. w mojej poradni reumatologicznej, pod koniec pierwszego kwartału. To znaczy, że nadwykonania pojawiają się już od kwietnia. To prowadzi do tego, że nikt nie będzie realizował nadwykonań za 40 proc. kwoty, bo nawet na badania nie starczy. Czyli można wziąć klucz i zamknąć poradnie. Kolejki wydłużą się nie o miesiące, ale w największych przychodniach, o kilka lat – mówi Bartosz Fiałek.
Konkluduje, że za planowane limitowanie świadczeń w poradniach specjalistycznych zapłaci społeczeństwo - albo własnymi pieniędzmi w gabinetach prywatnych, albo zdrowiem.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





