Od lipca 2022 roku mają wzrosnąć minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Projekt w nowelizacji w tej sprawie jest właśnie konsultowany. Zaproponowany poziom wynagrodzeń nie podoba się jednak lekarzom. Krytykuje go Naczelna Izba Lekarska, Porozumienie Rezydentów oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL, wręcz wzywa do wypowiadania umów o pracę. I wskazuje, że takie akcje przyniosły sukces między innymi w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. Ile więc chcą zarabiać lekarze, a ile im daje rząd, i co na to pracodawcy?

 

Co proponuje Ministerstwo Zdrowia

Zgodnie z  projektem nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, lekarze maja otrzymać podwyżki od 21 do 32 proc. zależnie od kwalifikacji. To efekt zmiany tzw. współczynnika pracy, przez który mnoży się przeciętne wynagrodzenie - obecnie to 5662 zł - w celu określenia minimalnego wynagrodzenia  I tak:

  • Lekarz stażysta ma zarabiać 5 379  zł zamiast 4 185  zł (wzrost współczynnika pracy z 0,81 do 0,95, co daje podwyżkę  28 proc., o 1193 zł,);
  • Lekarz bez specjalizacji ma zarabiać 6 738  zł zamiast 5 477  zł (wzrost współczynnika pracy z 1,06 do 1,19, co daje podwyżkę o 1260 zł, 23 proc.);
  • Lekarz z I stopniem specjalizacji ma zarabiać 8 210,67 zł zamiast 6200 zł (wzrost współczynnika pracy z 1,2 do 1,45, co daje podwyżkę o 2009 zł, 32 proc.);
  • Lekarz ze specjalizacją ma zarabiać także 8 210,67 zł zamiast 6769,39 zł (wzrost o 1441 zł, 21 proc.).

 

Pytanie i odpowiedź eksperta LEX: Czy decyzję o tym, jaki współczynnik pracy należy zastosować dla pielęgniarki, można uzależnić od kwalifikacji posiadanych przez pracownika? >

 

 

Jak widać, najwyższe podwyżki otrzymają lekarze przed drugą specjalizacją, a najniższe rezydenci. Takie podwyżki to efekt porozumienia podpisanego w listopadzie ubiegłego roku z ministrem zdrowia przez Zespół do Spraw Ochrony Zdrowia Rady Dialogu Społecznego, ale bez udziału Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Pracowników Ochrony Zdrowia. To ten Komitet zorganizował jesienią ubiegłego roku białe miasteczko pod kancelarią premiera. W proteście aktywnie uczestniczyła Naczelna Izba lekarska, w negocjacjach uczestniczył jej wiceprezes Artur Drobniak, oraz Porozumienie Rezydentów. I teraz zarówno NIL, jak i Porozumienie Rezydentów, negatywnie oceniają projekt i pokazują, jak powinna się kształtować siatka wynagrodzeń lekarzy.

Czytaj więcej: Zmiany w wynagrodzeniach pracowników podmiotów leczniczych od 1 lipca 2022 r. >

Ile chcą zarabiać lekarze

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej podkreśla, że zaproponowane współczynniki w istotny sposób odbiegają od oczekiwań środowisk medycznych i prowadzą do spłaszczania poziomu wynagradzania w poszczególnych grupach zaszeregowania. Przykładowo pielęgniarka ze średnim wykształceniem ma zarabiać 5 322 zł, czyli niewiele mniej niż lekarz bez specjalizacji. - Sprawia to, że różnice pomiędzy osobą kierującą zespołem pracowników medycznych – lekarzem, a pozostałymi osobami wykonującym inne zawody medyczne nie oddają różnicy w kwalifikacjach tych osób – podkreśla Andrzej Matyja, prezes NIL. Dlatego NIL postuluje, aby minimalne wynagrodzenie lekarzy i lekarzy dentystów ze specjalizacją wynosiło trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. - Projekt przewiduje dla tych osób współczynnik o ponad połowę niższy – podkreśla Andrzej Matyja.

NIL oczekuje, że wskaźnik dla lekarzy i lekarzy dentystów w trakcie specjalizacji wyniesie 2,5. Samorząd lekarski chce ustawowego określenia szybkiej ścieżki dojścia do oczekiwanych poziomów minimalnego wynagradzania, przy czym obecnie wynagrodzenie dla lekarzy specjalistów nie powinno być niższe niż 2-krotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Zatem resort proponuje 8 210,67 zł, a NIL oczekuje – 11 325 zł.

Kwiecień 2022 r. z ochroną zdrowia - Redakcja LEX poleca >

Z propozycją resortu nie zgadza się też Porozumienie Rezydentów. Co do zasady zgadza się z NIL, że docelowo specjalista powinien zarabiać trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia, czyli ok. 16 987 zł. PR proponuje jednak, aby od lipca lekarz specjalista zarabiał 9852 zł zamiast proponowanych 8 210 zł (wzrost współczynnika z 1,45 do 1,74). Dlaczego? – Waloryzując pensje zgodnie z uzgodnionym w 2018 r. przelicznikiem, kwota ta winna wynosić w przybliżeniu 8 946,792 zł brutto, a ministerstwo proponuje o blisko 700 zł mniej, i to gdy inflacja wynosi ponad 10 proc. – tłumaczą rezydenci. - Niedocenianie specjalistów w sektorze publicznej ochrony zdrowia osiąga punkt krytyczny, doprowadzając do przyspieszania procesu odpływu specjalistów do sektora prywatnego. Jednym z negatywnych efektów tego zjawiska jest zmniejszanie się liczebności kierowników rezydentur, co zaburza rozwój oraz ciągłość kształcenia kadr medycznych. Budzi to poważną obawę o przyszłość i jakość podyplomowej edukacji lekarzy – podkreślają. I zauważają, że w aktualnej propozycji w ogóle pominięto lekarzy rezydentów. Porozumienie proponuje więc, aby rezydent, czyli lekarz w trakcie specjalizacji przez pierwsze dwa lata ma zarabiać 7 304 zł zamiast 6 738 zł (wzrost współczynnika z 1,19 do 1,29), a potem 8 210 zł.  Lekarz bez specjalizacji miałby zarabiać 7078 zł zamiast 6738 zł (wzrost współczynnika z 1,19 do 1,25).

 


Związki namawiają do wypowiadania umów

Suchej nitki na propozycji Ministerstwa Zdrowia nie pozostawia Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. - Po raz kolejny minister proponuje, aby płaca minimalna dla lekarzy specjalistów była – w odniesieniu do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce – mniejsza niż lekarze osiągnęli już w roku 2018 na mocy porozumienia  - mówi Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. - Wówczas było to 1,58 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, teraz ma być 1,45. Są to ustalenia tzw. Zespołu Trójstronnego ds. ochrony zdrowia, w którym z założenia nie ma reprezentacji lekarzy, a lekarze traktowani są jako winowajcy biedy innych pracowników. O płacach lekarzy decydują zatem wszyscy tylko nie lekarze. Dzieje się tak pomimo wielu sprzeciwów zarówno OZZL jak i samorządu lekarskiego – podkreśla Bukiel.

W takiej sytuacji, w ocenie OZZL, jedyną skuteczną metodą osiągnięcia sprawiedliwych wynagrodzeń przez lekarzy, otrzymujących teraz płace minimalne jest grupowe, zorganizowane zwolnienie się z pracy i uzależnienie powrotu do niej od otrzymania wynagrodzenia w odpowiedniej wysokości zapisanego w postaci „mnożnika” przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce tak jak w ustawie. - Zapewni to coroczną waloryzację pensji, bez konieczności uciekania się do strajków lub kolejnych zwolnień – podkreśla Bukiel. I dodaje, że takie działania są zawsze skuteczne, czego dowodzą liczne przykłady z przeszłości, a w ostatnich miesiącach akcje podejmowane w szpitalach krakowskich w Prokocimiu i Kobierzynie, które zakończyły się sukcesem lekarzy.     

Czytaj też: Zatrudnianie personelu medycznego z Ukrainy >

Pracodawcy będą mieć kłopot

Inaczej na problem patrzą pracodawcy. Przede wszystkim ich zdaniem rząd nie wskazuje finansowania zaproponowanych podwyżek, a jeszcze wyższe, oznaczają jeszcze wyższe koszty. To jednak nie jedyny problem. - Podwyższenie stawek minimalnego wynagrodzenia za pracę będzie powodowało przeszacowanie wartości kontraktów osób zatrudnianych na umowach cywilnoprawnych - mówi Bernadeta Skóbel, radca prawny Związku Powiatów Polskich.

Na ten problem zwraca uwagę Polska Federacja Szpitali. - Łatwo administracyjnie jest uregulować siatkę płac, jednak trudniej ją zrealizować w praktyce, ponieważ powoduje to napięcia między grupami zawodowymi, a w następstwie problemy, które nie wynikają z braku umiejętności zarządczych kadry menadżerskiej, tylko z wadliwej dyslokacji środków i braku desygnowania specjalnych funduszy na wynagrodzenia – mówi Jarosław Fedorowski, prezes PFSz. - Należy pamiętać o tym, że umowy o pracę to nie jedyna obowiązująca forma zatrudnienia personelu w podmiotach leczniczych – dodaje.

Wielu lekarzy pracuje bowiem na kontraktach, czyli szpital podpisuje umowę z lekarzem prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą. Kadry bowiem brakuje, a na kontrakcie mogą pracować tygodniowo więcej godzin niż na umowie o pracę. Jeśli jednak brakuje kadr, to właśnie lekarze stawiają warunki. – Obecnie niemal każdy szpital w Polsce nie ma stabilnej sytuacji kadrowej. Gdy  brakuje kadr, to lekarze mogą stawiać warunki płacowe, choć obecnie nie zarabiają źle – zauważa Bernadeta Skóbel.

Mariusz Paszko, dyrektor Zamojskiego Szpitala Niepublicznego w Zamościu dodaje, że nie może być tak, że ktoś płaci 200 zł za godzinę, choć nie ma pokrycia w przychodach. Tak jednak nie jest, bo z jednej strony warunki określają specjaliści, których brakuje, a z drugiej podwyżki narzuca Ministerstwo Zdrowia, nie gwarantując finansowania. - Dyrektor szpitala nie ma tu nic do powiedzenia, pomimo tego, że zna swój personel, i wolałaby docenić tych, którzy na to zasługują, a nie wszystkich po równo – kwituje Marek Wójcik.