Dyspozytor pogotowia ratunkowego w centrum Warszawy odbiera telefon. Dzwoni pacjent lub ktoś z jego domowników i informuje, że ma duszności i ciężko mu się oddycha. Pracownik pogotowia uznaje, że to objawy zarażenia koronawirusem i wydaje dyspozycję ratownikom medycznym aby ci z zawieźli pacjenta do szpitala zakaźnego. Na miejscu okazuje się, że to nie COVID-19 tylko zawał.

Wezwanie karetki w czasie epidemii jest ryzykiem

- Takie sytuacje powtarzają się nam notorycznie. Przyjeżdża karetka, zostawia nam pacjenta na izbie przyjęć, informuje, że to COVID-19 i czym prędzej odjeżdża. Nasz personel bada chorego i okazuje się, że to nie koronawirus lecz z zawał - opowiada lekarka ze Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Dodaje, że jeśli pacjent nie jest zakażony, nie można go przyjąć na oddział, bo szpital w tej chwili leczy tylko chorych z COVID-19. Jego pracownicy muszą więc na nowo organizować transport pacjentowi i odesłać go do szpitala niezakaźnego.

Traci na tym najwięcej pacjent, który krąży między placówkami. A przy zawale liczy się szybkość i tzw. złota godzina. Im pacjentowi personel medyczny szybciej pomoże, tym większe ma on szansę na przezycie. A nie wiadomo kto ma za te zaniedbania później odpowiedzieć.

 


Tymczasem podczas dwukrotnego transportu pacjenta z zawałem po dużym mieście ten czas ucieka. Problem w tym, że przez telefon ratownikom ciężko jest rozpoznać czy pacjent ma COVID-19 czy zawał, bo jednym z objawów obu schorzeń są duszności.

-Fakt, że dyspozytorzy medyczni mylą to pokazuje, że w  pogotowiach ratunkowych powinien być obowiązek zatrudnienia na kazdej zmianie dyżurowej, lekarza specjalisty medycyny ratunkowej-nadzorującego pracę Zespołów Ratownictwa Medycznego typu "P".  Z nim na bieżąco powinny być konsultowane wątpliwości na jakie może natrafić Zespół w trakcie prowadzonej  interwencji - mówi prof. Juliusz Jakubaszko, specjalista z zakresu medycyny ratunkowej oraz były prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. Jego zdaniem w ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym, brakuje też przepisów, które obligowałyby karetki wiozące pacjenta do SOR u ,  do kontaktu z jego personelem. - Ratownicy powinni składać raport przedszpitalny, w którym referowaliby  stan kliniczny pacjenta, a personel SOR  miałby czas na lepsze przygotowanie się do jego przyjęcia, lub mógł wskazać transport docelowy do innego oddziału,  stosownie do potrzeb pacjenta - zaznacza prof. Jakubaszko

Szpitale się niepotrzebnie zamknęły

Sami jednak ratownicy mają na tę sprawę inny pogląd. -To jest błąd, że zamknięto duże szpitale w miastach  tylko dla pacjentów z COVID-19, skoro przebywa w nich po 20-30 pacjentów. Każdy szpitalny oddział ratunkowy powinien mieć wydzieloną strefę czystą i strefę brudną. Na tą ostatnią powinni trafiać pacjenci z podejrzeniem koronawirusa i  jeśli test potwierdziłby jego istnienie, to pomoc pacjentowi przy odpowiednim zabezpieczeniu, powinna być udzielona w tej placówce - mówi Piotr Dymon, przewodniczący Polskiej Rady Ratowników Medycznych.

W karetkach ratownicy nie mają obecnie możliwość zrobienia testu w kierunku koronawirusa.