Ulga, kara, dodatkowe opłaty? Pomysłów na łatanie luki w NFZ jest sporo
Nad tym, jakie rozwiązania mogłyby wpłynąć pozytywnie na stan finansów Narodowego Funduszu Zdrowia, dyskusja toczy się tak naprawdę od wielu lat. Jedną z powracających propozycji jest kwestia rozważenia wprowadzenia symbolicznej odpłatności za wizyty „na NFZ” bądź za nieuzasadnione zgłoszenie się na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Druga kwestia, która została zgłoszona w projekcie Polskiego Stronnictwa Ludowego, jest związana z podatkami. Pytamy ekspertów, czy miałoby to szansę się udać.

Ostatnio weszło w życie zarządzenie prezesa NFZ, które zmienia zasady rozliczania części nadwykonań w placówkach leczniczych. Od 1 kwietnia NFZ za nadwykonania badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego NFZ zapłaci placówkom 50 proc. stawki, a w gastroskopii i kolonoskopii będzie to 60 proc. Zmiany, jak wyjaśnia NFZ, to element działań mających na celu zapewnienie długotrwałej stabilności finansowej systemu ochrony zdrowia oraz zwiększenie efektywności wykorzystania środków publicznych przeznaczonych na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej. Rozwiązanie ma przynieść oszczędności w wysokości średnio 625 mln zł rocznie.
Czytaj więcej: Pacjenci już zaczynają odczuwać skutki oszczędności wprowadzonych przez NFZ
To niewielka część luki budżetowej, która – jak szacują np. autorzy raportu (dr hab. i prof. SGH Monika Raulinajtys-Grzybek, dr hab. i prof. SGH Barbara Więckowska, Zuzanna Świerc, Artur Białoszewski )„10 nowych źródeł finansowania NFZ” Think Tanku dla Ochrony Zdrowia Szkoły Głównej Handlowej, w latach 2025-2027 łącznie może wynieść ok. 111,4 mld zł.
Z kolei Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, podczas ostatniej konferencji prasowej poświęconej projektowi PSL w sprawie reformy ochrony zdrowia, wskazał, że mimo rekordowego budżetu NFZ w wysokości 221 mld zł, luka na 2026 r. jest szacowana na 18–23 mld. - W 2028 roku osiągnie ona 90 mld złotych. Potrzebujemy zdecydowanych działań - zaznaczył.
Odpłatność niewielka, a wpływy wysokie
Jedną z powracających propozycji, by poprawić stan finansów NFZ, jest wprowadzenie niewielkiej odpłatności za wizyty lekarskie, nawet w momencie, gdy są one realizowane w ramach publicznej ochrony zdrowia. W styczniu do resortu zdrowia trafiła petycja, w której autor postulował o wprowadzenie fakultatywnej możliwości przekazania symbolicznej opłaty (np. 5 zł) za wizytę w szpitalu lub zakończone leczenie. Wskazał przy tym, że nawet niewielka kwota mogłaby przełożyć się na zwiększenie wpływów do budżetu szpitala i, przykładowo, sfinansowanie zakupu nowego sprzętu bądź spłatę pożyczek.
Czytaj też w LEX: Jak zarządzać ryzykiem prawnym w placówce medycznej >
Również eksperci SGH we wspomnianym raporcie wskazywali podobne rozwiązanie jako źródło możliwego zwiększenia wpływów do budżetu NFZ. Przypomnieli przy tym, że funkcjonuje to już w niektórych krajach unijnych, np. na Łotwie czy w Estonii, gdzie niewielkie opłaty ponosi się za wizytę u lekarza albo lekarza specjalisty (2-10 euro), a także we Francji, Szwecji i Finlandii, gdzie są one nieco wyższe. - Wskazuje się na ich pozytywny wpływ na redukcję zjawiska tzw. pokusy nadużycia, czyli pokusy większej niż wynikająca z potrzeb zdrowotnych liczby kontaktów z systemem opieki zdrowotnej i zmniejszonej odpowiedzialności za własne zdrowie – podkreślono w raporcie.
Zobacz też w LEX: Co nowego w ochronie zdrowia w 2026 r. >
Jak wyliczają eksperci, przyjmując, że jeśli pacjent za poradę w ramach podstawowej opieki zdrowotnej i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej płaciłby z własnej kieszeni 10 zł, a za hospitalizację – 50 zł, kwota pozyskana dla funduszu mogłaby wynieść nawet 2,13 mld zł rocznie. Autorzy zakładają przy tym, że system mógłby zakładać mechanizm ubiegania się o możliwość redukcji wydatków. - To spowodowałoby, że osoby chore przewlekle lub też wymagające zwiększonego wsparcia systemu opieki zdrowotnej nie byłyby nadmiernie obciążone wydatkami na zdrowie - wskazują.
Wizyta na SOR niezasadna? Pacjent płaci (i się zastanawia)
Dr hab. n. praw. Radosław Tymiński, adwokat, autor bloga prawalekarzy.pl, ocenia, że osoby odpowiedzialne za ochronę zdrowia powinny podjąć niepopularną decyzję, która mogłaby jednak pozytywnie wpłynąć potencjalnie również na zdrowie pacjentów. Chodzi o wprowadzenie odpłatności za nieuzasadnioną wizytę na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR).
Dane statystyczne pokazują, że w 2025 r. w 251 polskich SOR-ach udzielono około 5 mln świadczeń zdrowotnych ponad 4 mln pacjentów. Równocześnie co najmniej 50 proc. tych wizyt nie miało uzasadnienia medycznego, co oznacza, że stan zdrowia pacjenta pozwalał mu skorzystać z podstawowej opieki zdrowotnej lub nocnej pomocy lekarskiej. Powoduje to, że osoby rzeczywiście potrzebujące czekają za długo (np. pacjent z udarem) lub niekiedy nawet nie są w stanie doczekać się na wizytę u lekarza. W moim przekonaniu rozwiązaniem tego problemu jest to, że za nieuzasadnioną medycznie wizytę na SOR należałoby zapłacić drobną kwotę, np. 50 czy 100 zł. Uważam, że pozwoliłoby to na osiągnięcie jednego podstawowego celu: zniechęcenie osób niepotrzebujących wizyty na SOR do korzystania z niego i przekierowanie tych osób na bezpłatne POZ-y i NPL-e – ocenia prawnik.
Zobacz też w LEX: Elektroniczna rejestracja centralna w praktyce >
"Marchewka" dla podatnika, ale za wrażliwe dane?
Innego rodzaju propozycję, która jednak ostatecznie również mogłaby mieć, zdaniem projektodawców, pozytywny wpływ na finanse, przedstawili w projekcie posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego (konsultowany m.in. z Federacją Przedsiębiorców Polskich). Do Sejmu w ostatnich dniach trafił poselski projekt ustawy o systemie ochrony zdrowia i zmianie niektórych innych ustaw. Jednym z trzech filarów zaprezentowanej propozycji jest wprowadzenie ulgi „JPK zdrowie”. Zakłada ona wprowadzenie kompleksowego systemu w ramach Centrum e-Zdrowia, w którym byłyby rejestrowane wszystkie świadczenia zdrowotne, bez względu na to, czy są świadczone publicznie, czy prywatnie. Dla podatników wiązałoby się to z korzyścią możliwości odliczenia od podatku dochodowego 10 proc. za leczenie opłacone z własnej kieszeni (np. abonamenty medyczne). Byłby to proces zautomatyzowany, bez konieczności gromadzenia faktur. Pomysłodawcy tłumaczą też, że pozwoliłoby to na uszczelnienie podatkowej „szarej strefy” w świadczeniu usług medycznych poprzez rejestrowanie wszystkich takich świadczeń. Jak wyliczają, dodatkowe wpływy z PIT mogłyby wynieść ok. 3,6 mld zł, a ze składki zdrowotnej 0,4 mld zł. Koszty ulgi to ok. 3,2 mld zł, a zatem ostateczny bilans i tak byłby na korzyść budżetu państwa – zysk miałby wynieść średnio 0,8 mld zł.
Marek Sawicki, marszałek senior i wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PSL, zaznaczył przy tym, że chciałby, aby wydatki na zdrowie ostatecznie ukształtowały się na poziomie ok. 8,8 proc. PKB.
Czytaj też w LEX: Projekty ustaw i rozporządzeń z zakresu prawa ochrony zdrowia >
Radosław Maćkowski, doradca podatkowy prowadzący własną kancelarię i autor bloga "Podatki na zdrowie", ocenia, że zdecydowanie lepiej byłoby jednak, gdyby ustawodawca po prostu zdecydował się na uproszczenie systemu podatkowego, a nie wprowadzał dodatkowe ulgi w już i tak mało intuicyjnym systemie. Powstaje również pytanie, na jakich zasadach informacje o wizytach lekarskich byłyby przekazywane do organów podatkowych i na ile byłyby one szczegółowe. To mogłoby już bowiem potencjalnie naruszać tajemnicę lekarską.
Pozostaję sceptyczny, jeśli chodzi o wprowadzanie kolejnej komplikacji systemu. Lepiej byłoby też, aby podatnicy nie musieli dzielić się swoimi wrażliwymi danymi medycznymi tylko po to, aby uzyskać drobną ulgę podatkową. To niestety typowe postępowanie państwa: najpierw ustala się wysokie podatki i składkę zdrowotną, a później oferuje się niewielkie korzyści, ale w zamian za informacje gdzie, za ile i u kogo się leczymy - zauważa ekspert.
Zobacz też szkolenie online w LEX: Plany naprawcze na nowych zasadach >
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.






