Epidemia koronawirusa już zaczyna obnażać braki kadrowe wśród personelu medycznego. Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Radomiu odnotował 189 osób zarażonych koronawirusem. Pozytywne wyniki testów stwierdzono w sumie u 106 pracowników i u 83 pacjentów.

Efekt jest taki, że Radomska placówka medyczna na Józefowie boryka się z problemami kadrowymi. Szpital zatrudnia ponad 1400 osób, a spośród nich w pracy nie ma obecnie ponad 500. - Przebywają w izolacji/kwarantannie z powodu zarażenia lub podejrzenia zakażeniem koronawirusem lub są na zwolnieniach chorobowych, lub są na opiece nad małoletnim dzieckiem- informuje Karolina Gajewska, rzecznik prasowy szpitala.

 

Braki kadrowe w szpitalach na wszystkich oddziałach

W związku z powyższym, na mocy specustawy o koronawirusie, wojewoda mazowiecki skierował do pracy łącznie 16 pielęgniarek i lekarzy z innych szpitali. -U nas stawiły się trzy pielęgniarki. Dlaczego nie ma reszty, nie wiemy - mówi Karolina Gajewska. Serwis Prawo.pl próbował dowiedzieć się o powód nieobecności delegowanych pracowników medycznych u wojewody mazowieckiego, ale nasze pytanie pozostało bez odpowiedzi.

Czytaj w LEX: Najciekawsze pytania dotyczące przeciwdziałania koronawirusowi z punktu widzenia placówek medycznych >

Tymczasem radomski szpital ma w tym momencie, z powodu braku personelu, problemy z dopięciem grafiku dyżurów na każdym oddziale. W placówce wszystko zaczęło się od tego, że w lutym pojawił się w niej pacjent w stanie agonalnym, który jak się później okazało - był zakażony koronawirusem. Od niego zaraził się jeden lekarz, a później pacjenci i inne osoby spośród personelu medycznego. A jako że do pracy w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym przyjeżdżają lekarze i pielęgniarki z różnych części Mazowsza - przenieśli wirus dalej.

Czytaj w LEX: Tarcza antykryzysowa w ochronie zdrowia >

Teraz Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Radomiu wysyła pacjentów z potwierdzonym koronawirusem do drugiej placówki w mieście- Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu im. Tytusa Chałbińskiego, który ma oddział zakaźny a sam przejmuje od niego pacjentów nie zakażonych. Pierwszy leczy zatem niezakażonych a drugi z potwierdzonym COVID-19.

 


Na Mazowszu są też inne szpitale zdziesiątkowane przez koronawirusa. Zamknięte z powodu epidemii zostało na dwa tygodnie Powiatowe Centrum Medyczne w Grójcu oraz sąsiedni szpital w Nowym Mieście nad Pilicą. Okazało się, że wirusa przeniosła pielęgniarka, która pracowała w obu szpitalach. Obie placówki zostały odkażone i powoli wracają do funkcjonowania.

Starostwo Powiatowe w Grójcu poinformowało, że działa już izba przyjęć, nocna opieka lekarska i pogotowie ratunkowe. Zaś chirurgia, neurologia, ginekologia i położnictwo zostaną uruchomione natychmiast po zakończeniu kwarantanny i zwolnień lekarskich personelu medycznego. Być może wojewoda będzie tam też delegował personel medyczny z innych szpitali.

Czytaj w LEX: Opieka w izolatoriach - zadania lekarza i pielęgniarki >

Mogą być kary za niestawiennictwo

Wojewoda ostrzega, że za brak stawiennictwa się w nowym miejscu pracy, będzie nakładał kary. - Decyzja wojewody w tej sprawie została wydana pod rygorem natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że lekarz obowiązany jest stawić się do wykonywania pracy, a za niewykonanie tego obowiązku grozi grzywna - informuje PAP rzecznik wojewody Ewa Filipowicz.  Zapewniła, że w razie niestosowania się do decyzji, wojewoda skieruje do placówki kolejnych lekarzy, ale jednocześnie wobec osób niewypełniających nałożonych na nich obowiązków kierowane będą wnioski do sądu o wymierzenie kary grzywny. Wojewoda będzie też kierował wnioski do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o chorobach zakaźnych za niewykonanie decyzji, trzeba się liczyć z karą pieniężną w wysokości od 5000 zł do 30000 złotych.

Sprawdź w LEX: Czy istnieje zakaz wykonywania pracy przez pielęgniarki w innych podmiotach niż szpital? >

Polski system ochrony zdrowia od lat cierpi na niedobry kadry medycznej.  Lekarze - emeryci pracują w systemie. Stąd nie ma rezerw. Pojawiają się głosy, że rząd powinien wprowadzić szybką ścieżkę nostryfikacji dyplomów dla ukraińskich lekarzy, którzy starają się o nią od dawna i pracują w szpitalach - np. w charakterze sanitariuszy.

Braki kadrowe  w szpitalach mogliby uzupełnić studenci

-Tyle, że nie mamy pewności czy ci Ukraińcy nadal w Polsce są. Dobrym pomysłem byłoby skierowanie do zwalczania epidemii choćby studentów ostatniego roku medycyny. Mamy ich w Polsce ok. 4 tysięcy - zauważa dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego. Specustawa o koronawirusie dała rządowi prawo do kierowania do pracy przy zwalczaniu epidemii m.in. lekarzy stażystów czyli tych, którzy skończyli już studia.

Sprawdź w LEX: Czy położna pracująca w szpitalu jednoimiennym ma prawo do udzielania świadczeń zdrowotnych pacjentkom innym niż ciężarne, po porodzie i w połogu? >

U nas, według danych Eurostatu, na tysiąc mieszkańców przypada średnio 2,4 lekarza. To  najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej i jeden z gorszych spośród wszystkich krajów europejskich. Na czele rankingu znajduje się Grecja, gdzie na tysiąc obywateli przypada statystycznie 6,1 lekarza, czyli prawie trzy razy więcej niż w Polsce. Na drugim miejscu jest Austria (5,2). Daleko nam również do naszych sąsiadów - Litwy (4,5), która zajmuje trzecie miejsce w zestawieniu, a także Niemiec (4,2) czy Czech (4,1).