Bezpłatne webinary Cykl szkoleń: Akademia CUW eksperckie szkolenia online
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Rzeczywistość przyćmiła krytykę najniższej ceny

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski już od dawna wytyka zamawiającym, że w większości przetargów wybierają oferty tylko dlatego, że są najtańsze. Rzecz w tym, że w podległej mu izbie postępuje się podobnie - donosi Dziennik Gazeta Prawna.

Faktem jest, że dzisiaj kryterium najniższej ceny, jest tak na prawdę jedynym powszechnie obowiązującym. Z jednej strony dzięki temu administracja, samorządy i spółki Skarbu Państwa oszczędzają. Z drugiej strony, chociażby przy budowie autostrad, na efekty niskiej ceny nie trzeba czekać długo. Staje się powodem opóźnień czy też upadłości podwykonawców. A autostrady to niejedyny przykład.

Ponad 95 proc. przetargów publicznych rozstrzyga się wyłącznie w oparciu o kryterium najniższej ceny; dlatego NIK opowiada się za nowelizacją ustawy o zamówieniach publicznych – mówił w czerwcu prezes Kwiatkowski, zapowiadając walkę z tym kryterium.

Problem w tym, że NIK krytykuje nadużywanie kryterium taniości ale jednocześnie to samo kryterium stosuje u siebie. Jak dowiadujemy się z „DGP”, Izba ogłosiła szesnaście przetargów, z czego w 14-stu z nich jedynym argumentem wyboru oferty ma być najniższa cena, w pozostałych dwóch stanowi ona 70 proc. oceny ofert. W tym momencie jasne jest to, kto wygra przetarg.

Paweł Biedziak rzecznik prasowy NIK tłumaczy, że to jednak zamówienia powtarzane, na gotowe produkty i nie ma wśród nich dużych, bardziej skomplikowanych przetargów. – Poza tym zawsze w zamówieniu formułujemy wymogi jakościowe, a w wypadku zaoferowania rażąco niskiej ceny analizujemy dokładnie ofertę – zaznacza rzecznik.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Polecamy prawnicze książki samorządowe