Bezpłatny e-book Najczęściej popełniane błędy w zakresie kontroli zarządczej w JST Pobierz e-booka
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Prokurator żąda 25 lat więzienia dla b. prezydenta Zabrza

25 lat więzienia zażądał we wtorek prokurator dla byłego prezydenta Zabrza Jerzego G., oskarżonego o zabójstwo wierzyciela. Obrona wniosła o uniewinnienie. Wyrok zostanie ogłoszony 4 czerwca.

Proces ruszył dwa lata temu. Według oskarżenia Lech F. zginął, bo G. nie był w stanie zwrócić mu wynoszącego kilkaset tysięcy złotych długu.

Podczas wtorkowego posiedzenia prokurator Zbigniew Grześkowiak wniósł o uznanie Jerzego G. za winnego zbrodni i wymierzenie mu kary 25 lat więzienia z zastrzeżeniem, że o warunkowe zwolnienie mógłby się on ubiegać dopiero po 20 latach.

Obrona domaga się uniewinnienia G., który od początku stanowczo zaprzecza, by miał coś wspólnego z zabójstwem. Razem z byłym prezydentem na ławie oskarżonych zasiadło też czterech mężczyzn, którzy mieli brać udział w zbrodni lub pomóc w przestępstwie.

Do zabójstwa doszło 17 sierpnia 2008 r. w lesie w Wymysłowie w powiecie będzińskim. Następnego dnia ciało Lecha F. znalazł grzybiarz. Ofiara przed śmiercią została skrępowana i pobita. Z przeprowadzonej sekcji wynikało, że F. zmarł wskutek wykrwawienia po ranach zadanych ostrym narzędziem, przypuszczalnie nożem.

Były prezydent Zabrza został zatrzymany i aresztowany w listopadzie 2009 r. Zdaniem prokuratury motywem zbrodni były nieporozumienia na tle finansowym. Jerzy G. pożyczył od Lecha F. 246 tys. zł. Z odsetkami miał mu zwrócić ok. 800 tys. zł. Oddanie takiej kwoty oznaczałoby dla G. bankructwo, motywem zbrodni był strach przed utratą życiowego dorobku - mówią prokuratorzy.

Sprawę udało się rozwikłać dzięki Tomaszowi L. Według oskarżenia był on pośrednikiem pomiędzy Jerzym G. a bandytami, którym zlecono obezwładnienie Lecha F. Z wyjaśnień L. wynika, że Jerzy G. zwabił F. do lasu w Wymysłowie, gdzie czekali już wspólnicy.

Tomasz L. jako jedyny odpowiada w procesie z wolnej stopy; jest oskarżony o pomoc w pozbawieniu wolności mężczyzny, który później został zabity. Według oskarżenia zawiózł sprawców na miejsce ustalone z G., ale w samej zbrodni nie uczestniczył i w przeciwieństwie do pozostałych oskarżonych zakładał, że chodzi tylko o zastraszenie F. W chwili dokonania zbrodni miał czekać przy drodze dojazdowej do lasu. O śmierci F. Tomasz L. miał się dowiedzieć dopiero podczas przesłuchania na policji.

Według prokuratury w rzeczywistości nie chodziło o zastraszenie, a Jerzy G. wraz ze wspólnikami od początku planowali zabójstwo. Sprawcy mieli rękawiczki i narzędzia zbrodni, nie mieli zakrytych twarzy, co umożliwiłoby F. ich rozpoznanie - wskazuje oskarżenie. Zdaniem śledczych tuż po zbrodni G. próbował zapewnić sobie alibi - pojechał do jednego z centrów handlowych, by zarejestrowała go kamera monitoringu, płacił tam również kartą kredytową.

Jerzy G. nie przyznaje się do popełnienia zbrodni, podobnie jak bracia Robert i Rafał T., którym przypisano współudział w zabójstwie. Kolejny oskarżony, Mariusz F., przyznał się do porwania Lecha F., ale do jego zamordowania już nie. Twierdzi, że po uprowadzeniu porywacze zostawili F. sam na sam z Jerzym G. Prokuratura nie daje wiary tym wyjaśnieniom. Tomaszowi L. za udzielenie pomocy przy pozbawieniu wolności grozi kara do pięciu lat więzienia, pozostałym - dożywocie.

W śledztwie przesłuchano ok. 80 świadków, dowodami w sprawie są także billingi Jerzego G. i współoskarżonych, prokuratura przyznaje jednak, że sprawa ma w dużej części charakter poszlakowy - nie wiadomo np., kto spośród oskarżonych zadał F. śmiertelne ciosy. Według zeznań jednego ze świadków, który siedział w celi z Robertem T., śmiertelne ciosy zadali Jerzy G. i Robert T.; Mariusz F. i Rafał T. mieli unieruchomić ofiarę.

Jerzy G. był prezydentem Zabrza w latach 2002-2006 z ramienia SLD. To nie pierwsza sprawa, w której usłyszał zarzuty, ale nigdy nie były one tak poważne. Jego kłopoty zaczęły się od pożyczek zaciągniętych, zanim jeszcze zaczął rządzić Zabrzem. Lech F. - syn byłej wspólniczki Jerzego G. - zarzucał prezydentowi, że pożyczał od niego pieniądze dwukrotnie: 20 tys. i 246 tys. zł. Tej drugiej kwoty G. - jak mówił - nigdy nie oddał.

Polecamy prawnicze książki samorządowe