We wtorek Adam Niedzielski minister zdrowia poinformował o nowych obostrzeniach w związku z epidemią COVID-19. Wśród nich jest limit podróżnych do 75 proc. w transporcie zbiorowym, który ma obowiązywać od 15 grudnia.

Czytaj także: Rząd zapowiada nowe zasady walki z epidemią: obowiązkowe szczepienia, testy i nowe limity>>
 

Zdaniem przewoźników komunalnych ogłoszone przez ministra ograniczenie jest niemożliwe do realizacji tam, gdzie nie ma miejsc numerowanych. Z kolei przewoźnicy kolejowi, którzy sprzedają miejsca numerowane zwracają uwagę, że w zapowiedzi ministra wciąż jest wiele niewiadomych. Nie wiadomo na przykład, czy do tej liczby będą wliczać się osoby zaszczepione, czy będzie chodzić o łączną liczbę siedzących miejsc w wagonach, czy także o miejsca stojące. Czekają na szczegóły w rozporządzeniu.

- Liczenie pasażerów, sprawdzanie, ile osób aktualnie podróżuje jest nie możliwe w naszym przypadku, szczególnie gdy miejsca nie są biletowane i przy takiej masie przewozów około 1 mld pasażerów rocznie – mówi Tomasz Kunert rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.

 


Kto ma liczyć podróżnych na każdym przystanku

Krzysztofa Balawejder, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego we Wrocławiu nazywa ograniczenia fikcją i zwraca uwagę, że przewoźnicy nie dysponują zapasowymi autobusami czy tramwajami, w których można by pomieścić wszystkich pasażerów, stosując się do ogłoszonego limitu. - Pamiętajmy bowiem, że obecnie nie mamy do czynienia z żadnym lockdownem, a liczba pasażerów komunikacji miejskiej dochodzi do poziomu sprzed pandemii – zauważa. Stawia też pytanie, czy zapowiedziane przez ministra ograniczenie dotyczyć ma wyłącznie osób niezaszczepionych. A jeśli tak, to kto będzie weryfikował posiadanie przez pasażera certyfikatu covidowego.

- Nie wyobraża sobie, żeby odpowiedzialność za realizowanie obostrzeń została zrzucona na kierujących pojazdami. Powtarzam, ich podstawowym i najważniejszym zadaniem jest bezpieczne prowadzenie pojazdu – podkreśla Krzysztof Balawejder.

Tu wygrodzone, tam zatłoczone

Podczas poprzednich obostrzeń część miejskich przewoźników limitowała liczbę pasażerów w ten sposób, że wygradzała część pojazdu taśmą. Puszczono też komunikaty o ograniczeniu liczby miejsc.  Ale nikt nie sprawdzał, ilu rzeczywiście pasażerów tłoczy się przy drzwiach na drugim krańcu autobusu.

Tomasz Kunert przypomina, że Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie problem rozwiązał w ten sposób, że nie ograniczył liczby kursów, co w powiązaniu z lockdownem wprowadziło naturalne rozluźnienie w pasażerów w wagonach. Wskazuje, że zapowiedziane przez ministra obostrzenie zbiega się z przejściem na naukę zdalną uczniów szkół podstawowych i średnich. Pasażerów będzie wiec automatycznie mniej.

- Chciałbym zwrócić uwagę, że nasze przewozy nie wróciły do poziomu sprzed pandemii. Nadal mamy 70 proc. pasażerów mniej, przy średnim wypełnieniu autobusów na poziomie 80-90 procent. Co daje nam poziom mniejszy iż zapowiedziany przez ministra limit – wskazuje Tomasz Kunert.

 

Przewoźnicy kolejowi wyprzedali większość biletów

Zaniepokojeni nowymi obostrzeniami, które mają być wprowadzone tuż przed świętami, są także przewoźnicy kolejowi.

-PKP Intercity przystąpiło do prac w zakresie jak najszybszego wprowadzenia zapowiedzianych rozwiązań. Czekamy na publikację projektu rozporządzenia Rady Ministrów, precyzującego ogłoszone podczas konferencji prasowej założenia dotyczące zmian w transporcie publicznym. O szczegółach będziemy informować w najbliższym czasie – informuje Katarzyna Grzduk, rzeczniczka prasowa PKP Intercity. Wskazuje jednak, że problem w PKP Intercity jest o tyle duży, że na dużą część pociągów przedświątecznych wyprzedano już większość miejsc.