Czy Trybunał Konstytucyjny może pozbawić prezydenta urzędu
Spekulacje o możliwości odsunięcia prezydenta od władzy za pomocą zmian w Trybunale Konstytucyjnym nie znajdują oparcia w Konstytucji RP - wskazują eksperci. Ich zdaniem procedura stwierdzenia czasowej niezdolności do sprawowania urzędu została przewidziana wyłącznie na sytuacje nadzwyczajne i nie może być wykorzystywana jako instrument polityczny wobec urzędującej głowy państwa.

W ostatnich tygodniach w debacie publicznej pojawiły się spekulacje dotyczące tego, że celem zmian w Trybunale Konstytucyjnym jest docelowo pozbawienie władzy prezydenta Karola Nawrockiego lub zakwestionowanie procesu wyborczego. Czy to w ogóle jest możliwe?
Prezydent RP wybierany jest na pięcioletnią kadencję w wyborach powszechnych. Konstytucja zakłada stabilność tego urzędu, dlatego nie przewiduje możliwości odwołania głowy państwa w trakcie kadencji. Nie jest to możliwe w drodze referendum, ani zwykłą większością Sejmu i Senatu. Oznacza to, że nawet utrata politycznego poparcia lub konflikt z większością parlamentarną nie stanowią podstawy do skrócenia kadencji prezydenta.
Urząd Prezydenta RP może zostać opróżniony jedynie w sytuacjach wyraźnie wskazanych w art. 131 ust 2 Konstytucji RP, takich jak:
- śmierć,
- zrzeczenie się urzędu,
- stwierdzenie nieważności wyboru lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze
- uznanie przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta RP do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego,
- prawomocne złożenie z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu
W każdym z tych przypadków obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej tymczasowo wykonuje Marszałek Sejmu, aż do wyboru nowego Prezydenta RP. Jeżeli marszałek Sejmu nie może wykonywać tych obowiązków, przejmuje je marszałek Senatu. Osoba wykonująca obowiązki Prezydenta nie może postanowić o skróceniu kadencji Sejmu
Trybunał Stanu dla prezydenta - w praktyce to niemożliwe
Konstytucja przewiduje możliwość pociągnięcia prezydenta do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za naruszenie Konstytucji, ustaw lub popełnienie przestępstwa (art. 145). Postawienie w stan oskarżenia może nastąpić uchwałą Zgromadzenia Narodowego, podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego (Sejm i Senat) na wniosek co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego. Z dniem podjęcia uchwały o postawieniu Prezydenta RP w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu sprawowanie urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej ulega zawieszeniu.
Dr Krzysztof Wygoda, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, zwraca jednak uwagę, że osiągnięcie takiej większości jest w praktyce skrajnie trudne, zwłaszcza w warunkach silnej polaryzacji politycznej.
Już w momencie pisania Konstytucji wszyscy doskonale sobie zdawali sprawę, że tak postawione warunki czynią z prezydenta w praktyce osobę nieodpowiedzialną przed Trybunałem Stanu. W przypadku polaryzacji zawsze mamy do czynienia z tym, że jedni będą bronić prezydenta niezależnie od okoliczności, a inni będą go atakować również niezależnie od okoliczności. To jest przede wszystkim kwestia polityczna, a nie prawna - wskazuje dr Krzysztof Wygoda.
A może procedura czasowej niemożności sprawowania urzędu?
Artykuł 131 Konstytucji przewiduje sytuację, w której prezydent przejściowo nie może wykonywać swoich obowiązków. Jeżeli jest w stanie sam o tym poinformować, zawiadamia o tym marszałka Sejmu, który przejmuje wykonywanie obowiązków głowy państwa. Bardziej skomplikowana jest sytuacja, gdy prezydent nie może tego zrobić sam. Wówczas marszałek Sejmu może wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez prezydenta. Po stwierdzeniu takiej przesłanki przez Trybunał Konstytucyjny, marszałek Sejmu przejmuje obowiązki prezydenta, a jeśli nie może ich wykonywać, przechodzą one na marszałka Senatu.
Dr Krzysztof Wygoda zwraca uwagę, że regulacja dotycząca czasowej niezdolności do sprawowania urzędu jest wyjątkowo lakoniczna. Jak podkreśla, Konstytucja nie definiuje wprost przyczyn czasowej niezdolności, nie określa precyzyjnie sposobu powrotu prezydenta do wykonywania obowiązków i nie rozstrzyga wszystkich kwestii proceduralnych związanych z działaniem Trybunału Konstytucyjnego w takim postępowaniu, np. jaką większością miałby zostać rozpatrzony taki wniosek.
W konstytucji w tej kwestii mamy jedną wielką dziurę – mówi dr Krzysztof Wygoda. Dodaje, że częściowo problemy te zostały uregulowane na poziomie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.
Profesor Marek Chmaj, konstytucjonalista, w latach 2019–2023 zastępca przewodniczącego Trybunału Stanu, podkreśla, że skorzystanie z tej instytucji musi wynikać z sytuacji oczywistych, faktycznych i realnych.
Na przykład zaginięcia prezydenta, porwania czy utraty przytomności. Tego typu rzeczy. Natomiast jeśli prezydent jest zdolny do sprawowania urzędu, Trybunał nie mógłby wydać takiego orzeczenia - wskazuje prof. Marek Chmaj.
Zdaniem konstytucjonalisty przepisy te nie mogą być wykorzystywane jako instrument polityczny służący odsunięciu prezydenta od wykonywania funkcji. Taka procedura mogłaby być wykorzystywana wyłącznie w sytuacjach nadzwyczajnych.
Póki prezydent pozostaje w zakresie swoich kompetencji, a także kompetencji domniemanych przez siebie, wolno mu nie podpisywać ustaw, wolno mu wetować, wolno mu nie powoływać ambasadorów, nie przyjmować ślubowań itd. Na pewno na tej podstawie nie można wyciągnąć wniosku, że jest on czasowo niezdolny do pełnienia funkcji. Można najwyżej rozważać jego odpowiedzialność konstytucyjną. To są dwie różne instytucje – mówi dr Krzysztof Wygoda.
TK nie decyduje o ważności wyboru prezydenta
Konstytucjonaliści odrzucają także tezy, zgodnie z którymi działania lub skład Trybunału Konstytucyjnego mogłyby prowadzić do podważenia wyboru urzędującego prezydenta.
Dziwię się szczerze, że ktoś może wyciągać takie wnioski. Absolutnie tego nie można w żaden sposób powiązać – mówi prof. Stefan Płażek z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak przypomina prof. Marek Chmaj, o ważności wyborów prezydenckich rozstrzyga Sąd Najwyższy, a nie Trybunał Konstytucyjny.
Z kolei dr Wygoda zwraca uwagę na konstytucyjną zasadę domniemania ważności wyborów. Jego zdaniem nawet ewentualne spory dotyczące organów orzekających nie przekreślają automatycznie skuteczności dokonanego wyboru.
Istnieje domniemanie ważności wyborów. Nawet uznanie, że organ orzekający był wadliwie obsadzony, nie oznacza automatycznie podważenia ważności wyboru prezydenta - ocenia ekspert.





