8 lat więzienia dla Sebastiana M. za spowodowanie wypadku na A1
Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim wydał wyrok w głośnej sprawie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku - zginęła wówczas trzyosobowa rodzina. Sprawca, Sebastian M. został skazany na 8 lat więzienia - to najwyższa kara, jaką można orzec za taki czyn. Musi też zapłacić 2,5 mln zł zadośćuczynienia rodzinom ofiar.

8 lat więzienia i zadośćuczynienie w wysokości po 500 tys. zł każdemu z rodziców zmarłych oraz bratu jednej z ofiar, czyli w sumie 2,5 mln zł - to nie koniec. Sąd orzekł także wobec Sebastiana M. zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 15 lat, a o warunkowe zwolnienie z zakładu karnego będzie mógł się ubiegać dopiero po odbyciu trzech czwartych kary (sześć lat). Musi też pokryć koszty postępowania sądowego (ponad 250 tys. zł).
Oskarżony, wykorzystując drogę publiczną, zamiast się udać dedykowany takim eksperymentom tor Formuły 1, sprawdzał, ile uda się maksymalnie wydobyć prędkości z tak stuningowanego BMW. Nie wiadomo, ile tego rodzaju eksperymentów oskarżony zdołał wcześniej skutecznie przeprowadzić, poza tym jednym, jaki został ujawniony, który zakończył się tragedią całej, trzyosobowej rodziny – uzasadniła sędzia Renata Folkman.
Surowy wyrok za rajd po autostradzie
Sędzia przychyliła się do wniosku prokuratora, który wniósł o osiem lat więzienia, co jest najwyższym możliwym wymiarem wynikającym z kwalifikacji prawnej, którą wskazano w akcie oskarżenia. Zarówno obrońca, jak i sam oskarżony domagali się uniewinnienia.
Sebastian M. jest jedynym winnym i odpowiedzialnym spowodowania wypadku i wyłącznie jego obciąża to zdarzenie i tragiczne jego skutki — śmierć całej rodziny. Wyłącznie działanie oskarżonego doprowadziły do tej tragedii. Kierowca Kii nie tylko nie mógł uniknąć zdarzenia, ale do końca nie miał świadomości nadciągającego śmiertelnego zagrożenia - mówiła sędzia Renata Folkman.
Powołała się w uzasadnieniu na wypowiedź jednego z polskich reżyserów, cytując jego słowa: w życiu chodzi nie tyle o szczęście, ile o to, żeby życie miało sens.
- Oskarżony swoją wyścigową jazdą pozbawił życia Patryka, Martynę i Oliwiera, ale w tym samym momencie podważył sens życia ich bliskich. Pozbawił ich nieodwracalnie możliwości spędzania wspólnie czasu, cieszenia się wspólnymi chwilami i obserwowania, jak Patryk i Martyna radzą sobie z życiem, a ich syn Oliwier dorasta, kształci się i idzie w świat - powiedziała sędzia Folkman.
Dodała, że oskarżony przeprowadził tuning swojego auta, zwiększając moc BMW z 530 do 650 KM i zdjął ogranicznik prędkości maksymalnej, do 250 km/h. W dodatku zrobił to dwukrotnie, bo BMW przywróciło usunięte zabezpieczenia podczas serwisu auta.
- Tuning i zdjęcie ogranicznika prędkości potrzebne było oskarżonemu to tego, by poruszać się z prędkością wyścigową po drodze publicznej - powiedziała sędzia.
Przyznała, że należy rozważyć zasadność surowszej odpowiedzialności karnej dla osób, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania.
- Oskarżony, dysponując stuningowanym samochodem i po zdjęciu fabrycznie blokującego prędkość na 250 km/h ogranicznika prędkości, jadąc autostradą z prędkością pojazdu wyścigowego, w sposób skrajnie rażący łamał przepisy ruchu drogowego i wszelkie zasady regulujące bezpieczeństwo w tym ruchu. (…) Rażąco lekkomyślnie zakładał, że tak jak we wcześniejszej próbie jazdy z prędkością 304 km/h ze swoim pracownikiem, nic się nie stanie – uzasadniła sędzia Renata Folkman.
Dodała, że skazany, traktując drogę publiczną jak tory wyścigowy, doprowadził do zderzenia pojazdów, które pozbawiło życia Patryka, Martynę i Oliwiera.
Zaznaczyła, że takie zachowanie wedle kodeksu karnego kwalifikowane jest jako wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym i w chwili jego popełnienia przez Sebastiana M. był zagrożony karą do lat 8 pozbawienia wolności.
Czy to początek dyskusji o zaostrzeniu kar?
- Sprawa ta pokazuje, że de lege ferenda, zasadna może okazać się potrzeba rozważenia regulacji dających podstawy do surowszej odpowiedzialności dla kierujących łamiących przepisy dot. bezpieczeństwa na drogach publicznych w sposób maksymalnie rażący, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania, zwłaszcza kiedy skutkiem takich zachowań jest śmierć innych ludzi, których jedyną winą jest to, że mieli nieszczęście znaleźć się drodze takiego kierowcy – powiedziała sędzia.
Sąd zwrócił również uwagę, czy prawo nie powinno zabraniać ingerencji w zwiększanie mocy samochodów i usuwania ogranicznika prędkości montowanego przez producenta.
Na to oświadczenie sędzi Folkman w rozmowie z PAP zwrócił uwagę adwokat Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar wypadku.
- Ten proces już się stał precedensowy, bo wielokrotnie kwestia tuningu i udoskonaleń samochodów, w cudzysłowie, wykonanych przez oskarżonego w jego pojeździe, a kwestionowanych przez producenta pojazdu były podnoszone. Liczę na to, że rozgorzeje dyskusja na bazie tej sprawy i rzeczywiście rynek tuningu należałoby jakoś znormalizować konkretnymi zapisami w polskim prawie.
Prok. Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zwrócił uwagę, że sąd stwierdził wyłączną winę Sebastiana M. za spowodowanie wypadku.
- Tym samym wskazał, że jakiejkolwiek winy nie ponoszą pokrzywdzeni i to jest najistotniejsze z punktu widzenia rodzin ofiar, a to oni są w tym postępowaniu najważniejsi. Prokuratura wnosiła o wymierzenie najwyższej kary. Osiągnęliśmy wszystko, na co pozwalało prawo, ale to wciąż mniej niż wymagałby rozmiar tej tragedii – dodał.
Czytaj też: Dwie tragedie, dwie kary. Dlaczego Łukasz Ż. dostał 20 lat, a Sebastianowi M. grozi najwyżej 8? >
Obrona zapowiada apelację
Z wyrokiem nie zgadza się obrońca Sebastiana M., adwokat Katarzyna Hebda. Zapowiedziała apelację.
- Przedstawiliśmy zupełnie inny przebieg wypadku. Mój klient wielokrotnie podkreślał, że nie spowodował tego wypadku. Oczywiście żałuje, że w zdarzeniu, w którym brał udział, zginęła trzyosobowa rodzina, co nie zmienia faktu, że twierdzi, iż tego wypadku nie spowodował. Obowiązkiem sądu było dokonać oceny materiału dowodowego w całości, co w ocenie obrony w niniejszej sprawie nie miało miejsca – powiedziała.
Rodzina przyznawała, że wyrok 8 lat więzienia w żaden sposób nie zmniejszy bólu i cierpienia, jakich doświadczają od chwili wypadku, w którym zginęli ich najbliżsi.
- Żadna kara, żaden wyrok nie zwróci nam naszych dzieci i naszego jedynego wnusia. O żadnej sprawiedliwości nie ma mowy – podkreśliła matka Martyny.
Proces trwał rok
Proces przed piotrkowskim sądem trwał rok. Sebastian M. był oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. 16 września 2023 roku na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic prowadzone przez oskarżonego BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn – zginęła na miejscu. Według biegłych BMW jechało z prędkością od 315 do 329 km/h, podczas gdy Kia poruszała się z włączonym tempomatem z prędkością ok. 140 km/h.
Skazany w maju ub.r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie.





