Kula przypadkowo trafiła uchodźcę, żołnierz niewinny
Za pechowy przypadkowy wystrzał, który trafił nielegalnie przekraczającego granicę z Białorusi do Polski uchodźcę w plecy, nie można winić posiadającego niesprawną broń żołnierza – orzekł w środę warszawski Wojskowy Sąd Garnizonowy. Sąd uznał, że wystrzał padł przypadkowo, przy okazji wystawiając niezbyt pochlebną recenzję karabinkowi Glauberyt i praktyce jego serwisowania.

Wojsko Polskie wspiera Straż Graniczną w ochronie polskiej granicy, zwłaszcza na odcinku z Białorusią. Na rotacyjną służbę trafiają tam żołnierze z różnych jednostek z całego kraju i o różnych specjalnościach. Ta sprawa dotyczyła podporucznika Adama Łapy, który na jesieni 2023 r. zauważył ukrywającego się w zaroślach 23-letniego Syryjczyka Nasrollaha Abo Kousa. Oficer był na patrolu w południowej części Puszczy Białowieskiej w odległości dwóch kilometrów od granicy polsko-białoruskiej (już po zbudowaniu na niej zapory) koło wsi Topiło. Podporucznik był strażnikiem zapory od zaledwie kilku tygodni, na pierwszej swojej zmianie, a w dodatku służył w dość egzotycznej – do pilnowania granicy – formacji, czyli w brygadzie pancernej. Uchodźca zaś – pomimo wezwań do zatrzymania i strzałów ostrzegawczych w powietrze – zaczął uciekać. Syryjczyk został przypadkowo postrzelony, gdy ścigający go podporucznik poślizgnął się i upadł na ziemię, a jego źle zabezpieczony karabinek PM-98 Glauberyt niespodziewanie wystrzelił – jak ustalił sąd – co najmniej dwa razy. Żołnierz od razu zaczął udzielać Syryjczykowi pierwszej pomocy. Uchodźca trafił do szpitala z raną postrzałową pleców w okolicach dolnego odcinka kręgosłupa, potem zaś uzyskał w Polsce ochronę międzynarodową.
Nieumyślne spowodowanie obrażeń ciała
Sprawą pechowego postrzału zajęła się Żandarmeria Wojskowa w Białymstoku oraz Wydział do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie, który prowadzi i nadzoruje postępowania dotyczące przestępstw podlegających właściwości sądów wojskowych. Finalnie oficer został oskarżony z art. 354 par. 1 kodeksu karnego o nieostrożne obchodzenie się z bronią i nieumyślne spowodowanie obrażeń ciała. Przepis ten stanowi, że podlega karze żołnierz, który nieostrożnie obchodzi się z bronią wojskową, amunicją, materiałem wybuchowym lub innym środkiem walki albo ich nieostrożnie używa i przez to nieumyślnie powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia innej osoby. To przestępstwo zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności. Początkowo jednak – ze względu na postrzał w okolice kręgosłupa i rokowania nawet częściowego paraliżu dolnych kończyn, rozważano inną, surowszą kwalifikację prawną czynu, która jest zagrożona karą pozbawienia wolności do nawet ośmiu lat (art. 354 par. 2 k.k.). Z drugiej strony – co podkreślano podczas procesu - ani przepisy o Straży Granicznej, ani ustawa z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej (Dz. U. z 2026 r. poz. 244) nie precyzują, jak żołnierze patrolujący granice powinni używać broni.
Sprawie zaczęli się też przyglądać prawnicy z Zespołu Ochrony Praw Żołnierzy, czyli powołanej już za kadencji Władysława Kosiniaka-Kamysza przez Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) w 2024 r. specjalnej komórki w strukturach Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji (CWCR), która ma zapewniać mundurowym – zarówno tym zawodowym, jak i np. terytorialsom - bezpłatną pomoc prawną, porady oraz obronę żołnierzom w postępowaniach karnych i wykroczeniowych związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych (w tym z użyciem broni) oraz żołnierzom będącym pokrzywdzonymi. Zespół odradził oskarżonemu żołnierzowi przyznawanie się do winy.
Co ciekawe, w styczniu br. stanowcze stanowisko w sprawie żołnierza zajął sam MON. Resort zadeklarował, że pomoc prawna będzie udzielana żołnierzowi do czasu wyjaśnienia i zakończenia całej sprawy, a w przypadku niekorzystnego rozstrzygnięcia będą składane środki odwoławcze.
Oskarżyciele chcieli pieniędzy, a obrońca uniewinnienia
Sprawa trafiła na wokandę Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie, który po ponad roku i kilku rozprawach ogłosił w środę wyrok. Prokuratur wojskowy Wojciech Tomkiel wnioskował o warunkowe umorzenie postępowania, ale również o nawiązkę w wysokości 2000 zł na rzecz postrzelonego Syryjczyka, natomiast adwokat Piotr Zemła, pełnomocnik uchodźcy, domagał się 50.000 zł. Ponieważ jednak warunkowe umorzenie nie oznaczałoby uniewinnienia, a wręcz przeciwnie, to z drugiej strony adwokat Adam Zaliwski, reprezentujący oskarżonego oficera, odradził mu zgadzanie się na takie rozwiązanie. Ostatecznie obrońca wniósł o uniewinnienie oskarżonego żołnierza.
Sąd uniewinnił oficera. Uznał, że gdy w lesie spotyka się ktoś z bronią i osoba, której jej nie ma, padnie strzał i jest ranny, to nie jest to wystarczające do całościowej oceny.
Takie rozumowanie nie może stanowić podstawy skazania – powiedział sędzia Michał Żak, uzasadniając wyrok uniewinniający.
Sędzia Żak podkreślił też, że pokrzywdzony nie widział dokładnie całego zdarzenia, gdyż uciekał i był odwrócony plecami do oskarżonego, natomiast oficer odmówił składania wyjaśnień. Nie było też pewne, czy karabinek był właściwie zabezpieczony i odpowiednio serwisowany. Sąd powołał nawet biegłego ds. balistyki Zenona Zakrzewskiego, który stwierdził, że broń mogła mieć wady konstrukcyjne, które umożliwiały samoczynne oddanie strzału w razie jej upadku na ziemię. Mogło zwłaszcza dojść do oddania serii strzałów w sytuacji, gdy broń była ustawiona do strzelania pojedynczego i zabezpieczona. Zdaje się to tylko potwierdzać niezbyt entuzjastyczne – oględnie mówiąc - opinie o PM-98 Glauberyt wśród wojskowych ekspertów. Sąd zauważył również, że choć żołnierz ma dbać o broń, to jego odpowiedzialność za jej stan nie jest nieograniczona. Co do mechanizmów takich jak spust, odpowiednia konserwacja i zabezpieczenie sprzętu - są zadaniem rusznikarza, a nie przeprowadza się tego w warunkach polowych. Jak zauważył sąd, jakość użytej podczas feralnego patrolu amunicji znajdującej się w magazynku karabinka, też budziła zastrzeżenia.
Sąd uznał też, że w sprawie nie wykazano, aby doszło do naruszenia BLOS-u, czyli czterech złotych zasad posługiwania się bronią. BLOS brzmi następująco: „broń (zawsze traktuj jak załadowaną), lufę (kieruj w bezpieczną stronę), otoczenie (znaj swój cel i to, co jest za nim) oraz spust (trzymaj palec poza językiem spustowym)". Uzasadniając wyrok sędzia zauważył jedynie – częściowo usprawiedliwiając uniewinnionego żołnierza - że pościg to sytuacja bardzo dynamiczna, a las nie jest bezpiecznym miejscem, gdyż nawet w razie przypadkowego oddania strzału (intencjonalnego bądź samoczynnego) istnieje duże prawdopodobieństwo rykoszetu.
Reasumując – sąd uznał, że jest zbyt dużo wątpliwości, a jednocześnie brakuje przekonujących dowodów na to, aby wersja prokuratury była prawdziwa. Stąd nie ma wątpliwości, że w grę wchodziło jedynie uniewinnienie.
Wyrok nie będzie odczytany na wojskowych apelach
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Pytany przez serwis Prawo.pl, po ogłoszeniu wyroku, mec. Zemła (reprezentujący postrzelonego Syryjczyka), czy wniesie apelację, nie chciał jeszcze tego rozstrzygać. Powiedział, że poczeka na pisemne uzasadnienie wyroku, o którego doręczenie na pewno wystąpi.
Sprawa podporucznika Adama Łapy to nie jedyny taki proces, gdyż przez ostatnie kilka lat sporadycznie dochodziło do mniej lub bardziej usprawiedliwionego używania broni przez żołnierzy na granicy z Białorusią. Najczęściej prokuratura bada takie sprawy pod kątem przekroczenia uprawnień przez strzelających (nawet tylko ostrzegawczo bądź alarmowo) żołnierzy. Przykładowo, w maju br. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił żołnierza Karola S. (służącego podobnie jak Łapa w brygadzie pancernej), oskarżonego o przekroczenie uprawnień po oddaniu dwunastu strzałów przy granicy w 2024 r. Sąd nie dopatrzył się w zachowaniu żołnierza znamion czynu zabronionego, a wręcz podkreślał, że jednym z podstawowych zadań żołnierza jest obrona nienaruszalności granic.
Co ciekawe, jeszcze przed ogłoszeniem wyroku oskarżony wnioskował, aby jego treść, wraz z uzasadnieniem, zostały odczytane w wojsku podczas apeli – niezależnie od tego, jaki werdykt zapadnie. Sąd podkreślił jednak, że podanie wyroku do publicznej wiadomości nie zawsze jest możliwe, gdyż jest to środek karny (art. 39 pkt 8 kodeksu karnego). W sprawach dotyczących żołnierzy, sąd wojskowy może nakazać wykonanie tego środka w specyficzny sposób — poprzez odczytanie lub ogłoszenie wyroku przed frontem szyku (na apelu wojskowym). Pozwala na to art. 43 b k.k. Nie może on być jednak zastosowany przy uniewinnieniu oskarżonego.
Wyrok Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie z 21 października 2026 r., Sg 60/25
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.









