Pszczoły większości z nas kojarzą się z miodem, bajką o sympatycznej Mai, są symbolem ciężkiej pracy. Prawnikom pszczoły często kojarzą się również przez pryzmat art. 182 Kodeksu cywilnego – w całości poświęconemu zagadnieniu prawa własności roju pszczół. Choć regulacja ta nie jest często stosowana, to prawnicy oraz studenci prawa pamiętają ją dobrze, gdyż stanowi ciekawostkę w gąszczu przepisów prawa rzeczowego. Praktycy zauważają jednak również, że na gruncie tego przepisu powstaje wiele interesujących zagadnień.

Czytaj: MŚ: pszczoły w mieście coraz bardziej popularne>>
 

Jak wynika z art. 182 par. 1 k.c. rój pszczół staje się niczyim, jeżeli właściciel nie odszukał go przed upływem trzech dni od dnia wyrojenia. Właścicielowi wolno w pościgu za rojem wejść na cudzy grunt, powinien jednak naprawić wynikłą stąd szkodę. Zgodnie natomiast z art. 182 par. k.c. jeżeli rój osiadł w cudzym ulu niezajętym, właściciel może domagać się wydania roju za zwrotem kosztów. W myśl art. 182 par. 3 k.c. jeżeli rój osiadł w cudzym ulu zajętym, staje się on własnością tego, czyją własnością był rój, który się w ulu znajdował. Dotychczasowemu właścicielowi nie przysługuje w tym wypadku roszczenie z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia.

 


- Art. 182 Kodeksu cywilnego to przepis ważny, aczkolwiek traktowany z pewnym przymrużeniem oka z uwagi na nieco nietypowy przedmiot jego regulacji. O jego popularności świadczy fakt, że doczekał się poświęconej mu strony na Facebooku („Fani, koneserzy i miłośnicy art. 182 k.c.”), a także pytania w znanym teleturnieju „Milionerzy” – zauważa dr  Kamil Szpyt, radca prawny prowadzący kancelarię w Rzeszowie, adiunkt na Krakowskiej Akademii im. A. F. Modrzewskiego.

Ul bez pszczół

Jak tłumaczy dr Kamil Szpyt w dużym skrócie można powiedzieć, że art. 182 k.c. dotyczy unormowania uprawnień właściciela oraz prawnej sytuacji roju pszczół w przypadku wystąpienia tzw. wyrojenia. - Proces ten, zwany również rójką, polega na gromadnym opuszczeniu przez pszczoły ula i przeniesieniu się w inne miejsce. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele, np. nadmierna ilość pszczół lub zbyt ciasno ułożone gniazdo. W literaturze wskazuje się, że skłonność do wyrojenia mają zwłaszcza starsze królowe, powyżej jednego roku życia – dodaje dr Szpyt.

Wejście na cudzy grunt

- Przepis art. 182 kodeksu cywilnego stanowi, że właścicielowi roju pszczół wolno w pościgu za rojem wejść na cudzy grunt. Nie mniej w przypadku, jeśli wejście na cudzy grunt powoduje szkodę u właściciela gruntu, na który wszedł właściciel roju pszczół, wówczas wchodzący obowiązany jest naprawić wyrządzoną tym wejściem szkodę – wskazuje adwokat Piotr Ruszkiewicz, partner zarządzający Kancelarii Machyński Ruszkiewicz i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni Sp.p. w Poznaniu, mediator, wiceprezes Centrum Mediacji przy Wielkopolskiej Izbie Adwokackiej w Poznaniu, mediator Centrum Mediacji NRA.

- Czym jest więc wejście na cudzy grunt? Pytanie choć wydaje się być banalne, nie mniej należy zwrócić uwagę na przesłanki, które to wejście uzasadniają, a może nawet legalizują. Po pierwsze wejście możliwe jest tylko i wyłącznie w sytuacji pościgu, czyli w sytuacji nagłej, w sytuacji, w której staramy się powstrzymać ucieczkę i przemieszczanie roju pszczół, za którym podążamy. Właściciel roju (przypominam, że za właściciela uważa się osobę, u której nastąpiło wyrojenie ula i to tylko przez 3 dni od wyrojenia) nie może więc wchodzić na cudzy grunt gdy jego roju pszczół na tym gruncie nie ma – tłumaczy. Zaznacza, że jeśli właściciel roju nie ma pewności co do przebywania na cudzym gruncie roju pszczół, to nie ma prawa na ten grunt wchodzić, ani tym bardziej prowadzić przezeń pościgu. Adwokat Ruszkiewicz zaznacza, że właściciel roju pszczół nie może bezpardonowo wchodzić na cudzy grunt.

- Musi on spełniać łącznie dwie przesłanki. Po pierwsze wejście może nastąpić najpóźniej w terminie do 3 dni od wyrojenia ula, a po drugie właściciel musi być przekonany, że jego rój pszczół znajduje się na cudzej nieruchomości lub przez tę nieruchomość prowadzi on pościg za swoim rojem. Samo zaś poszukiwanie roju pszczół nie jest samoistną przesłanką do wchodzenia na cudzy grunt – podkreśla adwokat Piotr Ruszkiewicz.

- Wydaje się, że to uprawnienie właściciela roju pszczół początkowo miało znacznie większe znaczenie, niż obecnie, bowiem ule częściej stawiało się w pobliżu domu pszczelarza. W rezultacie łatwiej było mu zaobserwować fakt wyrojenia się pszczół i ruszyć za nimi – podkreśla mec. Szpyt.

Czytaj: Pomorskie: rolnik wytruł tysiące pszczół>>
 

Trzy dni od wyrojenia

Prawnicy podkreślają, że z punktu widzenia omawianego przepisu kluczowe znaczenie ma ustalenie momentu wyrojenia.  - Istotną kwestią, przez której pryzmat należy dokonywać oceny uprawnień właściciela roju pszczół jest termin, w którym właściciel musi odszukać rój pszczół liczony od dnia jego wyrojenia. Ustawodawca przewiduje bowiem bardzo krótki, bo zaledwie 3 dniowy termin na poszukiwanie roju pszczół. Po upływie tego terminu rój pszczół staje się niczyj, a tym samym dotychczasowego właściciela nie sposób uznać za podmiot uprawniony (po tym terminie) na podstawie przepisu art. 182 par. 1 k.c. do wchodzenia na cudzy grunt. Co więcej i co ciekawe, przepis ten legitymizuje wejście na cudzy grunt wyłącznie w celu pościgu i przejęcia roju pszczół – zaznacza mecenas Piotr Ruszkiewicz. Oznacza to, że w przypadku gdy właściciel roju pszczół ma jedynie podejrzenie czy przypuszczenie, że jego rój przebywa na innym gruncie to nie jest legitymowany do wejścia na ten grunt. - Tylko bowiem w sytuacji pościgu za rojem, a nie na etapie poszukiwań takie uprawnienie mu przysługuje – wskazuje adwokat.

- Tak naprawdę w większości przypadków jedynie sam właściciel roju jest w stanie stwierdzić, kiedy doszło do wyrojenia, a czasami nawet i on nie będzie w tym zakresie dysponował precyzyjnymi informacjami – zauważa radca prawny Kamil Szpyt.

- Przewidziany ustawowo termin może wydawać się nieco krótki, niemniej został on podyktowany dynamiką samego procesu. Po wyrojeniu pszczoły osiadają na kilka minut w sąsiedztwie ula, przekształcając się w rój wolny, a następnie lecą na wybrane miejsce (do innego ula, ale także do np. dziupli drzewa), przekształcając się finalnie w rój osiadły. Z uwagi na krótkotrwałość wspomnianego zjawiska, ustawodawca zdecydował się na wyznaczenie równie stosunkowo krótkiego terminu. Natomiast należy pamiętać, że termin ten zostaje przerwany już w momencie odnalezienia roju, a nie dopiero jego odzyskania. Tym samym wraz ze wspomnianym zdarzeniem mija ryzyko utraty władztwa nad  rojem z uwagi na upływ czasu – wyjaśnia dr Szpyt.

Jak wskazuje dr Szpyt może się zdarzyć, że opuszczenie ula przez rój spowodowane jest działaniami osób trzecich, np. korzystających już ze wspomnianych wabików i dążących do „przejęcia” władztwa nad wyrojonymi pszczołami. - W takiej sytuacji należy uznać, że termin trzydniowy nie ulega otwarciu, a w stosunku do osoby, która dopuściła się wspomnianych działań istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa – akcentuje.

(Nie)legalne zachowania

Prawnicy zauważają, że pszczelarz poszukujący „zbiegłych” owadów nie może bez konsekwencji zdecydować się na podjęcie każdej aktywności, aby odzyskać utracone pszczoły. - Nie wolno mu samowolnie otwierać ula i przenosić jego części (np. ramki), a także wyłamywać plastrów. Chcąc to zrobić powinien on wcześniej otrzymać stosowne pozwolenie od właściciela ula. Ewentualnie może spróbować wykorzystać różnego rodzaju wabiki (rojowabiki), składające się czy to z naturalnych polnych ziół (np. melisy), czy ze sztucznych feromonów, które mają na celu przywabienie roju do tzw. rojnicy, czyli skrzynki do czasowego przechowania roju. Natomiast rozwiązanie to należy uznać za niedopuszczalne w sytuacji, gdy rój osiadł w cudzym ulu zajętym – wskazuje dr Szpyt. Podkreśla, że wówczas z tą chwilą stał on się bowiem własnością osoby będącej właścicielem roju znajdującego się w ulu. Stąd działania mające na celu wywabienie wspomnianych pszczół mogłyby być poczytane jako usiłowanie kradzieży.

Roszczenia pszczelarza

Jak podkreśla Piotr Ruszkiewicz, bardzo ciekawie zostały ukształtowane roszczenia właściciela roju pszczół w sytuacji, gdy ów rój osiadł w innym ulu. - Od tego czy ul jest zajęty czy niezajęty, ustawodawca rozróżnia roszczenia, które właścicielowi roju przysługują. I tak w sytuacji, w której rój osiadł w ulu niezajętym, właściciel roju może domagać się wydania roju za zwrotem kosztów. To na co w tym przypadku należy zwrócić uwagę, to to, że właściciel ula, w którym osiadł rój pszczół nabywa własność roju dopiero w sytuacji zaistnienia dwóch przesłanek. Po pierwsze musi objąć przybyły rój pszczół w posiadanie, a po drugie właściciel roju nie może odnaleźć swojego roju pszczół w terminie 3 dni od dnia jego wyrojenia. Tak naprawdę więc jeśli właściciel roju pszczół odnajdzie w wyniku pościgu swój rój pszczół, nawet osiadły w cudzym lecz niezajętym ulu, to nie traci on swojego prawa własności. Jeśli jednak rój pszczół osiądzie w innym ulu, jego właściciel nie odnajdzie go w terminie 3 dni od wyrojenia, a właściciel niezajętego ula wyrazi wolę posiadania „przybyłego” roju pszczół, to z mocy prawa staje się on jego właścicielem – tłumaczy mecenas Ruszkiewicz.

 


- Zgoła inaczej wygląda sytuacja, w której rój pszczół osiada w cudzym i zajętym już ulu. Wówczas rój „przybywający” staje się własnością tego czyją własnością był rój, który w tym ulu już się znajdował. Co więcej nabycie prawa własności roju przybywającego następuje z chwilą osadzenia się roju pszczół w cudzym ulu zajętym. W przeciwieństwie do osadzenia się roju pszczół w ulu niezajętym, w przypadku osadzenia się roju pszczół w ulu zajętym, nie jest konieczne obejmowanie roju w posiadanie, albowiem własność roju osadzającego się w cudzym i zajętym ulu wygasa z mocy prawa z chwilą samego tylko osadzenia się w tym ulu – wskazuje mec. Ruszkiewicz. Podkreśla, że w zdecydowanie lepszej sytuacji jest więc właściciel roju pszczół, którego rój osiada w niezajętym ulu, albowiem tu nabycia prawa własności nie następuje z mocy prawa przez właściciela ula.

- Jeżeli rój osiadł w cudzym ulu niezajętym, właściciel roju może domagać się jego wydania za zwrotem kosztów. Aczkolwiek tu również występują pewne ograniczenia. Należy bowiem pamiętać, że w przypadku, gdy pszczelarz nie odszuka roju w terminie trzech dni od dnia wyrojenia, rój staje się niczyj, stąd i nie można żądać jego wydania – wskazuje dr Szpyt. Jego zdaniem ustalenie początku wspomnianego terminu niejednokrotnie będzie budziło spore wątpliwości.

Wyliczenie wysokości szkody

- Jeśli w sytuacjach prawem przewidzianych właściciel roju wejdzie na cudzy grunt, a z wejściem tym powiązane będzie wyrządzenie szkody właścicielowi gruntu, wówczas właściciel roju pszczół obowiązany jest do naprawienia wynikającej z tego szkody. Przepis art. 182 nie definiuje szkody, jak i nie przewiduje szczególnych zasad odpowiedzialności wchodzącego właściciela roju pszczół na cudzy grunt. Oznacza to, że w tym przypadku zastosowanie znajdą przepisy ogólne kodeksu cywilnego. – wskazuje mec. Piotr Ruszkiewicz.

Zgodnie z treścią przepisu art. 361 k.c. zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność za normalne następstwa swojego działania, z którego wynikła szkoda. To zaś oznacza, że naprawienie szkody winno nastąpić według wyboru poszkodowanego albo poprzez przywrócenie stanu poprzedniego, albo poprzez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jak podkreśla adw. Ruszkiewicz często zdarza się jednak, że przywrócenie stanu poprzedniego nie jest możliwe lub że pociąga dla zobowiązanego do naprawienia szkody nadmierne trudności, wówczas roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu (art. 363 par. 1 k.c.).

- W kwestiach odszkodowawczych zawsze ogniskiem problemu jest wartość szkody i sposób jej wyliczenia. Jednak i w tej materii przepisy kodeksu cywilnego odnoszą się do tzw. normalnych następstw działania. Jeśli więc wchodzący właściciel roju pszczół spowoduje straty np. niszcząc jakiekolwiek elementy cudzego gruntu, to winien naprawić szkodę – wskazuje mecenas Ruszkiewicz.

- Pomimo, że art. 182 k.c. jest przepisem w dużej mierze martwym, to w przypadku zaistnienia sytuacji opisanej w przepisie i wystąpieniu szkody spowodowanej pościgiem należy ją wówczas wyliczyć biorąc pod uwagę wszelkie straty powstałe przy pościgu i wkroczeniu właściciela pszczół na cudzy grunt. Przykładowo mogą to być uszkodzenia konstrukcji ogrodzenia, drzwi, zniszczenie trawnika, drzew, kwiatów czy wybicie szyby, a także wszelkiego innego rodzaju zniszczenia mienia będące skutkiem wejścia na cudzy grunt właściciela roju – wszystko oczywiście w zależności od danej sytuacji i miejsca w którym ulokowały się pszczoły – wskazuje Kamila Pałasz, aplikantka radcowska, prawniczka z Krakowa.

- Przykłady można mnożyć, od zniszczenia nasadzeń do uszkodzeń wzniesionych na cudzym gruncie nieruchomości, nie mniej nie sposób stworzyć katalogu możliwych naruszeń. Tu każdorazowo decydować będzie sposób i zakres czynności podejmowanych przez wchodzącego właściciela. Każdorazowo bowiem powinien on liczyć się z koniecznością odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę – wskazuje mec. Ruszkiewicz.

- Sposoby naprawienia szkody według wyboru poszkodowanego określa art. 363 par. 1 kodeksu cywilnego, w myśl którego naprawienie szkody powinno nastąpić bądź przez przywrócenie stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jednakże w przypadku gdyby przywrócenie stanu poprzedniego będzie niemożliwe albo gdyby pociągało za sobą dla właściciela roju nadmierne trudności lub koszty, roszczenie poszkodowanego właściciela gruntu ogranicza się do świadczenia w pieniądzu czyli zapłaty odpowiedniej wysokości odszkodowania – przypomina Kamila Pałasz. Zauważa, że właściciel gruntu, na który wkroczono podczas pościgu może dochodzić naprawienia szkody występując do sądu z odpowiednim roszczeniem. Wskazuje, że w sprawie kluczowymi dowodami mogą być wszelkie te, które pozwolą na wykazanie szkody.

- Będą to więc osobowe środki dowodowe w postaci zeznań świadków ale także dokumentacja fotograficzna, nagrania wideo czy nawet dowody rzeczowe – wymienia Kamila Pałasz.

Motyle jak pszczoły?

Mec. Kamil Szpyt zwraca uwagę, że w literaturze prawniczej pojawiły się pojedyncze głosy sugerujące możliwość zastosowania omawianego uregulowania odpowiednio do innych owadów, np. motyli. Jego zdaniem jednak to zbyt daleko idące stanowisko, będące wręcz nadinterpretacją. 

- Pszczoły pozostają w tym zakresie uprzywilejowanym wyjątkiem. I pewnie słusznie. Często krążąc pomiędzy Sądem Rejonowym, a Sądem Okręgowym w Przemyślu mijam lokal „Związku Pszczelarzy Ziemi Przemyskiej" na ul. Mickiewicza. W ich witrynie stoi dość sympatyczna karykatura Alberta Einsteina uzupełniona cytatem przypisywanego mu powiedzenia, zgodnie z którym, gdy zginie ostatnia pszczoła, człowiekowi pozostaną cztery lata życia. Osobiście nie widzę potrzeby, aby empirycznie weryfikować prawdziwość tej tezy. Stąd też warto zadbać o naszych małych przyjaciół, czyli przynajmniej im nie przeszkadzać i pozwolić wykonywać „swoją robotę” – podsumowuje Kamil Szpyt.