Jolanta Ojczyk: W środę Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie sędziego Żurka uznał między innymi, że gwarancje dostępu do niezawisłego i bezstronnego sądu, jak również jego skład, stanowią podstawę prawa do rzetelnego procesu. Co to znaczy dla obywatela, który prowadzi spór, a w składzie sądu zasiada sędzia rekomendowany przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Taki problem dotyka zwłaszcza wielu frankowiczów o czym pisaliśmy w Prawo.pl, którzy i tak nie mają łatwiej sytuacji.

Prof. Ewa Łętowska: Po środowym wyroku TSUE, ale także jego poprzednich wyrokach oraz wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka sędziowie nie mogą już bezpiecznie,  „zgodnie z prawem” orzekać, gdy w składzie są neo-sędziowie. Czuję się jak Kasandra, bo od samego początku ostrzegałam przed kryzysem wywołanym przez składy skażone grzechem złego urodzenia. Obecnie sędziowie stoją przed nierozwiązywalnym dylematem, diabelską alternatywą, do której władza nigdy nie powinna dopuścić. Albo narażą się na postępowanie dyscyplinarne za złamanie zakazów tzw. ustawy kagańcowej z 20 grudnia 2019 roku, by zminimalizować skutki złego powołania, albo zaryzykują stabilnością wyroków, jakie wydają. Zarzut dotyczący prawidłowości składu grozi bowiem podważeniem wyroku. To jest realny, poważny problem, który władza sama stworzyła, a którego nie widzi i nie chce widzieć.

 

Są jednak prawnicy, którzy wskazują, że ETPCz nie orzeka  o nieważności, a jedynie interpretuje przepisy w konkretnej sprawie, a zatem nie jest tak źle, jak niektórzy piszą, a czarny scenariusz nam nie grozi.

Wyroki zarówno ETPCz, jak i TSUE są w Polsce wiążące. To, czego wymaga od sędziów ustawa kagańcowa i pilnujący jej stosowania rzecznicy dyscyplinarni, jest sprzeczne i z Konstytucją, i z wiążącymi Polskę traktatami, których konstytucyjność była zbadana. TSUE zaś najpierw w wyroku z 15 lipca 2021 r.  w sprawie C-791/19 sformułował  wątpliwość, czy neo-KRS i jej  kwalifikacyjne procedury prowadzą do wyłonienia i przedstawienia do nominacji sędziów rzeczywiście niezawisłych. Potwierdził ją wyraźnie w orzeczeniu z 6 października w sprawie C-487/19 (sędziego Żurka - dopisek redakcji). To zaś otwiera drogę do kwestionowania wyroków takich sędziów, a w każdym razie do ich podważania na terenie Unii. I, oczywiście, ETPCz w Strasburgu nigdy nie orzeka o tym, że wyrok jest nieważny. Stwierdza tylko, że w wyniku nieprawidłowego składu naruszono czyjeś prawo do sądu, a także zasądza odszkodowanie. ETPCz już w wyroku z 7 maja 2021 roku w sprawie Xero Flor uznał, że naruszeniem prawa do sądu jest obecność sędziego-dublera przy rozpatrywaniu skargi konstytucyjnej. Z kolei w uzasadnieniu wyroku z 22 lipca 2021 roku w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce wskazał, że udział w wyrokowaniu sędziego, który w nominacyjnym procesie był rekomendowany przez neo-KRS, uzasadnia zarzut naruszenia prawa do sądu. W efekcie pełnomocnicy w sprawach cywilnych, w wypadku niekorzystnego wyroku wydanego z udziałem sędziego, którego opiniowała neo-KRS,  z pewnością pospieszą do Strasburga. Wcześniej mogą podnieść zarzut nieważności, właśnie przez kwestionowanie składu. To się już zresztą dzieje.

Czytaj w LEX: Trybunał Strasburski a kryzys polskiego sądownictwa. Uwagi prof. Leszka Garlickiego na tle wyroku ETPCz >>

Ten problem szczególnie dotyka frankowiczów, bo w tzw. wydziale frankowym Sądu Okręgowego, w którym jest ponad 13 tys. spraw, orzekają głównie sędziowie z rekomendacji neoKRS.

To jest miecz obosieczny. Jeśli w sądzie wygra frankowicz, to bank pójdzie do Strasburga, a jeśli wygra bank - to frankowicz. To jest droga dla tych, którzy przegrywają, ale także skutek bałaganu, jaki zafundowała nam władza. Ta władza jednak nie robi nic, aby ten poważny problem rozwiązać. Niestety, cała sprawa frankowa sprzęgła się z kryzysem w sądownictwie i unaocznia nam jak zgubna była reforma wymiaru sprawiedliwości. Do wielu jednak dopiero teraz dociera, że to nie jest spór o pietruszkę, tylko o standardy sądowej ochrony jednostki i nie dotyczy tylko spraw frankowiczów, ale wszystkich, w których orzekali nowi sędziowie. W tej chwili liczba sędziów w których nominacjach uczestniczyła neo-KRS idzie w setki, zaś liczba zapadłych z ich udziałem orzeczeń – w tysiące.

Posiadacze kredytów frankowych mają jeszcze jeden problem. Oni czekali na uchwałę Izby Cywilnej, która jednak nie zapadła. Izba zadała pytania do TSUE, ale nie dotyczące franków, tylko właśnie sposobu powoływania sędziów, i mają o to żal. Czy słusznie, skoro pełna Izba składa się ze starych i nowych sędziów?

Przykład Izby Cywilnej SN, która – mając odpowiedzieć na kilka pytań w kwestiach kredytów frankowych, zdecydowała się na pytania prejudycjalne dotyczące nie meritum sporu, lecz  skuteczności orzekania we własnym,  „mieszanym składzie”, pokazuje doskonale problem, i diaboliczność całej sytuacji. Izba Cywilna SN jest dziś poddawana ostrej społecznej krytyce, za uchylenie się od merytorycznego rozstrzygnięcia, i ta krytyka jest o tyle zrozumiała, że dojrzewanie do powiększonego składu SN w kwestiach frankowych, zajęło jej dobrych kilka lat - o kilka lat za długo. Tyle, że akurat teraz  Izba zadała pytania TSUE właśnie z powodu rzeczywistego niebezpieczeństwa nieskuteczności merytorycznego orzekania. W efekcie frankowicze stali się zakładnikami władzy, a prof. Małgorzata Manowska – przepraszam – wzięła ich w jasyr. Gdyby skierowała pytania do składu siedmioosobowego, a nie pełnego, byłaby szansa na prawidłowe ukształtowanie składów i linii orzeczniczych. Wybór pełnego składu Izby zakładał wymuszenie wspólnego orzekania z sędziami, w stosunku do których TSUE z każdym orzeczeniem potwierdza możliwość wadliwości procedury kwalifikacyjnej.  Zresztą sądy powszechne teraz tak naprawdę nie potrzebują już odpowiedzi SN, bo kwestie kredytów konsumenckich  objęte tymi pytaniami objaśniono już  wystarczająco ostatnimi laty w TSUE. Przecież już  po sprawie Dziubak zapadło kilkanaście wyroków w gruncie rzeczy wyczerpujących materię pytań.

Niestety, wciąż są sędziowie, którzy nie respektują orzecznictwa TSUE, a wielu nie odwiesza postępowania, bo dalej czeka uchwałę SN, która może nigdy nie zapaść. Frankowicze widzą, że zgodnie z orzecznictwem TSUE stara się zaś orzekać wielu sędziów z rekomendacji nowej KRS. Co mogą zrobić, by chronić się przed czarnym scenariuszem?

Zgodnie z art. 379 par. 4 kodeksu postępowania cywilnego nieważność zachodzi wówczas, jeżeli skład sądu orzekającego był sprzeczny z przepisami prawa. To oznacza, że sąd drugiej instancji, rozpatrując apelację, powinien zbadać z urzędu czy skład sądu z udziałem osoby powołanej z rekomendacji nowej KRS jest sprzeczny z przepisami prawa. Jak już jednak wspomniałam, sędziowie stoją przed diabelską alternatywą, nierozwiązywalnym dylematem, czy narazić się na postępowanie dyscyplinarne, czy zadbać o stabilność wyroków.  Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, ale wciąż warto pomyśleć o zainstalowaniu piorunochronu, posiłkując się uchwałą SN z 23 stycznia 2020 roku.

 

Jacek Czabański, Mariusz Korpalski, Tomasz Konieczny

Sprawdź  
POLECAMY

W jaki sposób? 

TSUE w sprawie sędziego Żurka powiedział, że należy uznać za niebyłe postanowienie, na mocy którego organ orzekający w ostatniej instancji i w składzie jednego sędziego odrzucił jego odwołanie, jeżeli z całokształtu warunków i okoliczności, w jakich został przeprowadzony proces powołania tego sędziego orzekającego jednoosobowo, wynika, że owo powołanie nastąpiło z rażącym naruszeniem podstawowych norm stanowiących integralną część ustroju i funkcjonowania rozpatrywanego systemu sądownictwa oraz że zagrożona jest prawidłowość skutku, do którego doprowadził wspomniany proces, przez co w przekonaniu jednostek mogły powstać uzasadnione wątpliwości co do niezawisłości i bezstronności sędziego. TSUE jednak pisze też, że w ostatecznym rozrachunku to do sądu, który zadał pytanie, będzie należała ocena całokształtu okoliczności powołanie sędziego. I ewentualne nieprawidłowości w procesie jego powołania, mogą prowadzić do wniosku, że taki sędzia, działając w składzie jednoosobowym, wydając sporne postanowienie, nie działał jako „niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony uprzednio na mocy ustawy” w rozumieniu prawa Unii. Zatem sąd może przeprowadzić tzw. test bezstronności, o którym mówił w styczniowej uchwale SN. Ta uchwała stara się minimalizować skutki bałaganu, który zafundowała nam władza. Tyle, że najpierw sądy powszechne nie chciały jej stosować, bo uważały że SN gorzej je potraktował. Bo w uchwale zróżnicowano skutki udziału w składzie sędziego rekomendowanego przez neo KRS, w zależności od tego, czy chodzi o SN czy inny sąd. Tyle, że to nie była kwestia wywyższania się SN, ale próba zminimalizowania poważnego problemu, wykreowanego przez ustawodawcę. W przypadku sędziów SN, nie ma przecież  możliwości weryfikacji wadliwości procedury nominacyjnej w trybie rozpoznawania środków zaskarżenia orzeczeń wydanych z ich udziałem. Sądy powszechne nadal jednak mogą ustalić, czy sędzia z rekomendacji neoKRS jest bezstronny. Im prędzej sprawa zostanie wyjaśniona, tym lepiej.

Zatem TSUE wręcz zachęca sędziów sądów powszechnych do weryfikowania bezstronności sędziów z rekomendacji nowej KRS, ale decyzja, jak postąpić, należy już do nich. Co zrobić, aby sąd zbadał, czy dany sędzia jest bezstronny?

Strona może złożyć wniosek o wyłączenie sędziego na podstawie art. 49 par. 1 kpc. Wówczas sąd  powinien zbadać, czy w konkretnej sprawie standardy zostały dochowane. A według SN w konkretnych okolicznościach będzie można przyjąć, że sędzia z rekomendacji nowej KRS spełnia wymagania dla zachowania niezawisłości i bezstronności. Zresztą inna jest tu sytuacja np. asesorów, którzy by pozostać w zawodzie, po prostu musieli wnioskować o powołanie na urząd sędziego, a inna sędziów już dawniej orzekających i  ubiegających się o awans do wyższej instancji. Są też przecież osoby, które miały pozytywne opinie wynikające z rzetelnej oceny, w tym w szczególności z bezstronnych wizytacji. I są osoby awansowane o kilka szczebli, w podejrzanie  krótkim czasie.  Wielu sędziów jest teraz  skażonych „grzechem złego urodzenia”, ale ich sytuacja nie jest jednakowa. Ten grzech jednak ciąży, a bez wniosku strony o oczyszczenie z niego, miecz w postaci wadliwości wyroku będzie cały czas wisiał nad sprawą.

Wielu sędziów, w tym I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska i nowo wybrana prezes Izby Cywilnej prof. Joanna Misztal-Konecka, uważają, że to nie jest rola władzy sądowniczej, ale ustawodawczej. Twierdzą, że to ona jest adresatem orzeczeń ETPCz i TSUE, i to ustawodawca odpowiada za zgodność polskiego porządku prawnego z prawem unijnym.

Czy się chce, czy nie chce, samym jednym cięciem legislacyjnym tego problemu się teraz nie załatwi. Tym bardziej, że nikt chyba ciągle tego legislacyjnie załatwić nie chce. Sądy chyba nie mają wyboru – muszą same podjąć trud i ryzyko  samooczyszczenia. To fatalne co zrobiono i wymiarowi sprawiedliwości, i samym sędziom.  Władza polityczna była ostrzegana, i to co raz głośniej, ale udawała, że nie słyszy.