Nowelizacja, autorstwa Ministerstwa Infrastruktury, trafiła właśnie do opiniowania. Jest efektem m.in. unijnej dyrektywy z 6 maja 2009 r. w sprawie badań zdatności do ruchu drogowego pojazdów silnikowych i ich przyczep (2009/40/WE).

Ma wprowadzić zmiany w zakresie sprawowanego nadzoru nad prawidłowością przeprowadzania badań technicznych, dać podstawy do spójnego systemu takiego nadzoru, stworzyć nowy system prowadzenia szkoleń dla diagnostów (wstępnych i okresowych) i ustanowić organ odpowiedzialny za sprawowanie nadzoru nad ośrodkami szkolenia diagnostów oraz uregulowanie kwestii działalności tych ośrodków. Mają też się zmienić zasady egzaminowania i nadawania im uprawnień. - System badań technicznych w Polsce wymaga przebudowy, wprowadzenie powyższych rozwiązań jest niezbędne z uwagi na podniesienie poziomu bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a w konsekwencji prawidłowego osiągnięcia celów, w zakresie minimum implementacyjnego, jakie wyznaczają nam przepisy unijne - wskazano w uzasadnieniu. 

I to drugie podejście do tematu. Poprzedni projekt - w 2018 r. - nie przeszedł prac w Sejmie. Ten budzi mniejsze kontrowersje prawników i ekspertów, choćby dlatego, że w odróżnieniu od tamtej propozycji  kompetencje w zakresie kontroli stacji diagnostycznych, nadzoru i karania, egzaminowania diagnostów i wydawania im uprawnień nie będą w rękach jednego organu, tylko zostają rozdzielone pomiędzy kilka podmiotów - starostów, dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego (TDT) i dyrektora Instytutu Transportu Samochodowego.

Czytaj: WSA: Diagnosta jak saper - może pomylić się tylko raz>>
 

System nieszczelny, zmiany konieczne 

Radca prawny Paweł Tuzinek, ze Związku Dealerów Samochodów wskazuje, że system badań technicznych pojazdów jest obecnie bardzo nieszczelny. - Kwitnie turystyka przeglądowa, a stacje kontroli pojazdów "rywalizują o klienta" małą wnikliwością przy badaniach. Więc wszystkie zmiany mające na celu uszczelnienie systemu należy ocenić pozytywnie. Wszystko zależy jednak od tego, jak daleko pójdą. Sejm dwa lata temu procedował obszerny projekt uszczelniający system, ale w ostatniej chwili komuś udało się przekonać rządzących, że jest dobrze tak jak jest i w nieco osobliwych okolicznościach projekt został zdjęty z porządku obrad już na samym finiszu. W nowym projekcie widać, że sporo zapisów zostało złagodzonych, w tym sensie, że uszczelnianie systemu jest słabsze - mówi. 

Konieczność zmian widzi też Marek Konkolewski, ekspert z zakresu prawa drogowego. - Znakomita większość diagnostów pracuje poprawnie, prawidłowo, natomiast zawsze znajdzie się czarna owca, która postępuje nieuczciwie. Wzmocnienie kontroli nad nimi doprowadzi do tego, że będzie większa transparentność, większa uczciwość, a to na pewno przyniesie korzyść w zakresie poprawy bezpieczeństwa. Bo przypomnijmy są trzy elementy, które na to wpływają - człowiek, droga, pojazd. Rola człowieka jest nadrzędna, ale pojazd, w rozumieniu jego stanu technicznego, jest również bardzo ważnym elementem - wskazuje. 

 


Zapomnisz, zapłacisz...podwójnie

Na kierowców w projekcie czeka kilka istotnych zmian. Pierwsza z nich dotyczy tego, kiedy mogą przeprowadzić badanie. Zgodnie z nowymi rozwiązaniami nie trzeba będzie czekać na wskazany termin. - Kierowcy będą mieli luz decyzyjny, kiedy przyjechać na badanie techniczne. Jeśli przyjadą do 30 dni przed wyznaczonym terminem to i tak kolejne badanie zostanie wyznaczone od terminu, który wskazano na poprzednim badaniu i wpisano w dowód rejestracyjny, czy w CEP. A jak się spóźni, to spóźnienie będzie karane dopiero po 30 dniach - mówi radca prawny Marcin Barankiewicz, prezes zarządu Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów.  

W takiej sytuacji "karnie" trzeba będzie zapłacić podwójną stawkę - czyli w praktyce ok. 200 zł. I to w ocenie rozmówców Prawo.pl nie budzi wątpliwości.  - Moim zdaniem jest to zasadne rozwiązanie. Choćby dlatego, że nie musimy już wozić dowodu rejestracyjnego, a gdyby był taki obowiązek, to co jakiś czas sprawdzalibyśmy pieczątki. Teraz łatwiej zapomnieć o terminie o kolejnych badań technicznych - mówi Marek Konkolewski. 

Czytaj: NIK: stacje kontroli niesolidnie badają pojazdy>>

Podobnie sprawę ocenia mecenas Tuzinek. - Auta bez badania technicznego w ogóle nie powinny jeździć. Jako Związek Dealerów Samochodów będziemy przekonywać ministerstwo, że należy do projektu wprowadzić instytucję nalepek na szybę znamionujących ważność badania, tak ażeby takie auta były dużo łatwiej wyłapywane. Nie bardzo też widzimy zasadność zostawiania właścicielowi 30 dni na zrobienie nowego badania po upływie terminu - mówi. 

Jest jednak jedno ale, jak właściciele stacji diagnostycznych mają to rozliczać księgowo. - Opłata ma być podwójna, a dodatkowe 100 proc. ma trafiać do dyrektora TDT. Rodzi się pytanie, które już teraz zadają przedsiębiorcy - na jaką kwotę ma być wystawiona faktura i czy ma zawierać opłatę  karną, czy ma to być rozwiązane w jakiś inny sposób. Czy to jest przychód przedsiębiorcy czy nie i jak mają rozliczyć podatek VAT od takiego spóźnionego badania? - mówi mecenas Barankiewicz. 

Kierowca ma wątpliwości, kierowca może zweryfikować

To kolejna, jak mówią prawnicy, zmiana wzorowana na zagranicznych modelach. Jeśli właściciel lub posiadacz pojazdu oceni, że istnieje uzasadnione przypuszczenie, że badanie techniczne zostało przeprowadzone z naruszeniem przepisów prawa, będzie mógł w terminie 2 dni roboczych od dnia przeprowadzenia tego badania, przedstawić pojazd do ponownego badania technicznego.

Takie ponowne badanie techniczne ma być przeprowadzane na stacji kontroli pojazdów, na której zostało przeprowadzone badanie techniczne, do którego miał wątpliwości, chyba że wystąpi do Dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego z wnioskiem o wskazanie innej stacji diagnostycznej. Ma ona być wyznaczona w odległości nie większej niż 50 kilometrów od miejsca zamieszkania właściciela lub posiadacza pojazdu albo najbliższej siedziby Oddziału Terenowego TDT. W przypadku braku naruszeń koszty ponownego badania technicznego ma pokrywać wnioskujący, w przypadku stwierdzenia naruszeń, przedsiębiorca prowadzący stację kontroli pojazdów, na której zostało przeprowadzone pierwsze badanie techniczne.  

 


Tyle wynika z proponowanych przepisów, zdaniem rozmówców Prawo.pl mogą być jednak "martwe". Podobne rozwiązanie funkcjonuje choćby w systemie holenderskim, tyle że auto zostaje na stacji i inspektor RDW przyjeżdża zweryfikować poprzednie badanie jeszcze tego samego dnia. 

- Dla mnie - takie rozwiązanie - miałoby sens, gdyby ten pojazd został na stacji kontroli pojazdów w takim stanie technicznym w jakim przebadał go diagnosta. Jeśli właściciel będzie miał dwa dni na to, żeby się zgłosić do TDT w celu weryfikacji i kolejne kilka dni na  wyznaczenie terminu badania weryfikacyjnego, to może dojść do sytuacji, gdy stwierdzone niedociągnięcia zostaną usunięte - mówi mecenas Barankiewicz. 

Błąd przy badaniu uderzy przedsiębiorcę "po kieszeni"

Zagrożenie karą finansową dla przedsiębiorcy prowadzącego stację kontroli pojazdów budzi obecnie największe kontrowersje. Zgodnie z art. 140mc par. 1. przedsiębiorca i inny podmiot prowadzący taką stację, którzy wbrew obowiązkowi określonemu w art. 83ad dopuszczaj do przeprowadzenia badania technicznego:

  • przez osobę niebędącą diagnostą,
  • niezgodnie z określonym przedmiotem, zakresem lub sposobem jego
  • przeprowadzenia,
  • bez wymaganego wyposażenia kontrolno-pomiarowego lub bez wymaganych warunków lokalowych,

podlegać będzie karze pieniężnej w wysokości do 10 000 zł.

W projekcie zapisano też, że nie wszczyna się postępowania w sprawie nałożenia takiej kary pieniężnej, wobec przedsiębiorcy i innego podmiotu prowadzących stacje kontroli pojazdów, a postępowanie wszczęte w tej sprawie umarza się, jeżeli okoliczności sprawy i dowody wskazują, że dochował należytej staranności w realizacji obowiązków lub nie miał wpływu na powstanie naruszenia.

Prawnicy wskazują, że to tak jakby właściciela apteki ukarać za błąd farmaceuty. - To będzie kwestia ocenna i mogą być problemy z udowodnieniem tych okoliczności. Przedsiębiorca sam nie musi mieć uprawnień diagnosty, żeby prowadzić stację kontroli pojazdów.  Skoro to diagnosta wykonuje badanie techniczne to on powinien za nie odpowiadać, a nie jego szef - mówi mecenas Barankiewicz.

Projekt zakłada również karę dla diagnosty - do 2 tys. zł. Zaproponowano zresztą - co jest chwalone - stopniowanie wymierzanych im kar w zależności od przewinienia. Teraz diagnosta za badanie niezgodne z procedurą traci uprawnienia na 5 lat. W projekcie wskazano możliwość wezwanie do usunięcia naruszenia, skierowanie na warsztaty doskonalenia zawodowego, a w ostateczności cofnięcie uprawnień na dwa lata lub administracyjną karę pieniężną. 

Postulat? Wyższe opłaty za badanie 

Przy okazji wraca postulat m.in. właścicieli stacji kontroli, dotyczący zwiększenia opłat za badanie techniczne. 

- W projekcie ustawy brak jest też wzmianki o wysokości opłat za badania techniczne. A te nie były zmienianie przez ostatnie 16 lat. Branża wielokrotnie apelowała o dostosowanie stawek do aktualnych realiów gospodarczych. Liczymy na to, że minister infrastruktury rozważy argumenty branży w tym zakresie, które były wielokrotnie zgłaszane decydentom - mówi prezes Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów.