Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Brak jednolitych kryteriów utrudnia kierowanie na testy koronawirusa

Personel szpitali wojewódzkich i powiatowych przeprowadza segregację pacjentów i pobiera materiał genetyczny w kierunku testów na koronawirusa. Ma jednak problem z kryteriami tych decyzji, a szczególnie - jak wyłonić pacjentów bezobjawowych podejrzanych o zarażenie, gdyż nie ma tu jednolitych krajowych procedur. Na ich brak narzekają też lekarze rodzinni.

Brak jednolitych kryteriów utrudnia kierowanie na testy koronawirusa
Źródło: iStock

Wytyczne jakie dostają lekarze i szpitale co do kierowania pacjentów do testów na koronawirusa są sprzeczne. Personel medyczny często nie wie jak i kogo wysyłać do izolacji, kogo poddawać testom, a  kogo odsyłać do domu. Zgodnie bowiem z ostatnimi wytycznymi ministra zdrowia co do kwalifikacji pacjentów, ci powinni zostać dzieleni na trzy grupy: podejrzani  o zapadnięcie na COVID-19 z objawami, podejrzani o chorobę koronawirusową, ale bez objawów i wreszcie wolni od choroby i objawów.

Czytaj w LEX: Zasady sprawowania opieki w izolatoriach >

- Tylko my nie wiemy jak rozpoznawać tych z koronawirusem bezobjawowym. Wszystko jest proste, gdy np. zgłaszająca się do szpitala osoba wskazuje, że miała kontakt z chorym na COVID-19. Ale co robić, jeśli  pacjent temu zaprzecza? My nie wiemy czy mamy robić jej test - mówi Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Kryteria kwalifikujące do testów na koronowirusa w szpitalach

Obecnie w szpitalach powiatowych segregację pacjentów personel przeprowadza najczęściej w namiotach ustawionych przed budynkami.  Służby dokonują tam triażu. Pacjenci z objawami  trafiają od razu do izolatki szpitalnej albo do izolatorium w regionie, jeśli takowe wyznaczył wojewoda. Pracownicy szpitali powiatowych także pobierają już próbki do badań i odwożą do sanepidu.

Namiot taki stanął np. przed Szpitalem Powiatowym w Makowie Mazowieckim. - Do szpitala zasadniczo pacjenci nie wchodzą. Selekcja odbywa się w namiocie. Gdy ktoś ma objawy typowe dla COVID-19 trafia do specjalnego transportu medycznego i od razu zawozimy go do szpitala zakaźnego - tłumaczy Jerzy Wielgolewski, dyrektor makowskiej placówki.

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność cywilna i karna za zarażenie koronawirusem >

 

Lekarz rodzinny ma zdecydować

Najwięcej problemów z kwalifikacją zgłaszających się do nich pacjentów mają  jednak lekarze rodzinni. Przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego wskazują,  że procedury, wytyczne i instrukcje,  które trafiają do nich są różne, często sprzeczne i oderwane od rzeczywistości. Odmienne wytyczne wydają konsultanci w dziedzinie epidemiologii, inne w dziedzinie chorób zakaźnych, a jeszcze inne w dziedzinie medycyny rodzinnej. Na to nakładają się jeszcze informacje ministra zdrowia, inspektorów sanitarnych. -Jeśli mamy odpowiednio zająć się  pacjentem, który jest podejrzany o zakażenie, lub pacjentem zakażonym koronawirusem, to cała procedura postępowania z nim powinna być jasno i szczegółowo wyjaśniona - wskazuje Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Czytaj w LEX: Zagrożenie koronawirusem a prawo do prywatności >

Kryteria centralne, ale niejasne

Zaś Waldemar Malinowski zauważa, że temu chaosowi jest winny system centralnego zarządzania epidemią z Warszawy. - To regiony, a nie minister zdrowia, powinny decydować o organizacji systemu w województwie, bo ze stolicy to wszystko inaczej wygląda - puentuje prezes Malinowski.

Początkowo, w pierwszych dniach marca, przesłanką wyznaczającą COVID-19 było kryterium epidemiologiczne. Czyli pacjent przyjechał z zagranicy, albo był na obszarze, gdzie wystąpił koronawirus, lub miał kontakt z zarażonym.

Czytaj w LEX: Ochrona danych osobowych osób skierowanych na izolację i chorych >

Problem zaczął się, gdy resort zdrowia zmienił schemat. Wówczas Główny Inspektor Sanitarny (GIS) wskazał, że kaszel, duszność i gorączka powyżej 38 stopni łącznie, mogły być podstawą do tego, żeby pacjenta kierować do oddziału zakaźnego i kwalifikować do przeprowadzenia testowania i dalszej diagnostyki.

Ale, według GIS pacjent najpierw powinien był zgłosić się do lekarza rodzinnego telefonicznie, a ten jeśli uznał, że podopieczny ma objawy koronawirusa, powinien zadzwonić do sanepidu z informacją, że trzeba do obywatela pojechać i zrobić mu test. Tyle, że lekarze rodzinni piłeczkę odbili i wskazali wówczas, że w ich kompetencjach nie leżą telefony do służb sanitarnych.

- W tej chwili jest tak, że każdy pacjent, który ma duszność, czy kaszel, czy powyżej 38 stopni gorączki, w zasadzie kwalifikuje się do rozpoznania zakażenia koronawirusem – mówi Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. Zaznacza, że kryteria są nie jasne, bo jest w tej chwili okres wzmożonej zachorowalności, różne rodzaje przeziębień, to takie kryterium jest rozróżnieniem bardzo szerokim.  - Takie objawy występują w większości przeziębień - stwierdza.

Czytaj w LEX: Poddanie określonej osoby przymusowej kwarantannie podczas epidemii koronawirusa - konsekwencje prawne >

W wielu powiatach obecnie jest kolejka kilkuset ludzi oczekujących na test, którzy nie wiedzą, czy mają objawy zwykłego przeziębienia czy koronawirusa. A lekarze rodzinni boją się przyjmować tych pacjentów na osobiste wizyty, bo nadal brakuje im środków ochrony osobistej. -Słyszę, że z Chin przyleciał samolot z maseczkami, rękawiczkami dla personelu publicznych podmiotów leczniczych. A ja jeśli prowadzę prywatny gabinet i mam kontrakt z NFZ, to nie dostanę zabezpieczenia - zauważa Bożena Janicka.

Lekarze rodzinni domagają się, by zorganizować telekonferencję ogólnokrajową z GIS i ustalić jednolite kryteria dla całego kraju. Redakcja  Prawo.pl chciała dowiedzieć się od Głównego Inspektora Sanitarnego, jakie są wytyczne co do kierowania pacjentów na testy. Ale telefon rzecznika prasowego milczy.

 

 

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej