Dzik przekopie trawnik bez odszkodowania
Coraz częściej pojawiające się w miastach dziki czasem wyrządzają szkody mieszkańcom. Nie w każdym przypadku poszkodowani mogą liczyć na pomoc ubezpieczyciela. O ile w razie uszczerbku na zdrowiu czy uszkodzenia przez zwierzaka altany czy rynny jest szansa na odszkodowanie z polisy, to towarzystwa nie obejmują ochroną roślinności.

Wiele mówi się o obowiązkach gmin związanych z obecnością dzików w miastach, mniej uwagi poświęca się temu, jakie uprawnienia przysługują samym mieszkańcom. Tymczasem przepisy wyznaczają granice dopuszczalnego płoszenia zwierząt, a w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia mogą usprawiedliwiać nawet użycie siły. Znaczenie ma również nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, obowiązująca od 23 czerwca 2026 r.
Jak tłumaczy Hanna Cichocka, prawniczka ze stowarzyszenia Prawnicy na rzecz Zwierząt, dzik, który pojawia się w mieście, nie przestaje być zwierzęciem podlegającym ochronie prawnej. Jest co prawda gatunkiem łownym, wobec którego przepisy ustawy – Prawo łowieckie dopuszczają możliwość zabijania go przez myśliwych, ale jest też zwierzęciem kręgowym, podlegającym ochronie na podstawie przepisów ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z ta ustawą dzik to istota żyjąca zdolna do odczuwania cierpienia, wymagająca humanitarnego traktowania, nad którą nie wolno się znęcać.
Człowiek może przepędzić dzika
Co jednak w sytuacji kolizji z takimi chronionymi dobrami, jak bezpieczeństwo i mienie człowieka?
- Ustalenie, co można zrobić w konkretnej sytuacji, gdy dzik pojawi się na naszym osiedlu, na naszej drodze czy w ogrodzie wymaga rozróżnienia trzech kwestii: dopuszczalności samego płoszenia, zastosowanej metody oraz wystąpienia ewentualnego zagrożenia dla człowieka – tłumaczy Hanna Cichocka.
Prawo łowieckie w art. 9 ust. 1 pkt 2 ustanawia zakaz płoszenia, chwytania, przetrzymywania, ranienia i zabijania zwierzyny poza polowaniami i odłowami.
Zgodnie z art. 9a tej ustawy marszałek województwa może zezwolić na odstępstwo od zakazu płoszenia zwierząt łownych, po zasięgnięciu opinii Polskiego Związku Łowieckiego. Nie oznacza to jednak, że w każdej sytuacji mieszkaniec musi uzyskać takie zezwolenie. 23 czerwca 2026 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt, która wprowadziła istotny wyjątek. Zgodnie z nowym art. 6 ust. 3 pkt 1 znęcaniem się nad zwierzętami nie jest płoszenie zwierząt łownych z terenów zurbanizowanych, jeżeli jest uzasadnione potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa publicznego lub ochrony mienia ani płoszenie zwierząt łownych z terenów upraw rolnych oraz obrębów hodowlanych, jeżeli ma na celu zapobieganie szkodom. Ustawodawca wyraźnie wskazał również, że w takich przypadkach nie jest wymagane zezwolenie, o którym mowa w art. 9a ust. 1 Prawa łowieckiego.
– Nowelizacja istotnie zmienia sytuację prawną. Nie można już twierdzić, że każde celowe przepędzenie dzika z osiedla czy gospodarstwa wymaga uprzedniego zezwolenia marszałka województwa. Ustawodawca dopuścił płoszenie zwierząt łownych z terenów zurbanizowanych, rolnych lub obszarów, na których hodowane są zwierzęta gospodarskie, ale uzależnił je od określonego celu. Musi ono być uzasadnione potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa publicznego lub ochrony mienia w przypadku zwierząt łownych płoszonych z terenów zurbanizowanych lub zapobieganie szkodom w przypadku terenów upraw rolnych lub obrębów hodowlanych. Nie jest to zatem ogólne przyzwolenie na przepędzanie dzików tylko dlatego, że mieszkańcy lub rolnicy nie życzą sobie ich obecności – wyjaśnia Hanna Cichocka.
Teoria to jedno. A co z praktyką?
W przypadku obecności dzika w mieście, jeżeli ten spokojnie przechodzi przez osiedle, samo niezadowolenie mieszkańca z jego obecności czy poczucie zagrożenia nie przesądza jeszcze o spełnieniu ustawowych przesłanek płoszenia. Inaczej może wyglądać sytuacja, gdy zwierzę stwarza zagrożenie w miejscu intensywnie uczęszczanym przez ludzi albo niszczy ogrodzenie, ogród czy inne mienie.
- Nie oznacza to jednak, że ustawa wymaga już powstania szkody. Przepis posługuje się pojęciem ochrony mienia, co pozwala rozpatrywać również działania zapobiegające jego uszkodzeniu. W mojej ocenie ocena legalności działania powinna uwzględniać rzeczywistą potrzebę interwencji oraz sposób jej przeprowadzenia. Czym innym jest odstraszenie dzika, który właśnie niszczy ogrodzenie, a czym innym celowe gonienie zwierzęcia, które jedynie przemieszcza się po osiedlu. Nowe przepisy nie znoszą pozostałych ograniczeń dotyczących postępowania ze zwierzętami – mówi Hanna Cichocka.
Powstaje zatem pytanie o konkretne metody. Co wolno właściwie w takiej sytuacji? Czy wolno krzyknąć, klasnąć w dłonie albo machać rękami, a może wziąć miotłę i ganiać z nią za zwierzęciem? Żaden przepis nie zakazuje tych gestów jako takich. Istotny jest ich cel i kontekst. Jeśli zachowanie stanowi płoszenie zwierzęcia, trzeba ustalić, czy spełnione zostały przesłanki dopuszczające takie działanie. Z drugiej strony trzeba też patrzeć na swoje bezpieczeństwo i działać w taki sposób, żeby nie sprowokować dzika do ataku.
Szczególne wątpliwości budzi wykorzystywanie samochodu do przepędzania dzików. Kierowca zauważa zwierzę na parkingu, zaczyna na nie trąbić, a następnie jedzie za nim, aby zmusić je do opuszczenia osiedla. Czy takie działanie można uzasadnić nowymi przepisami?
- Nowelizacja nie daje mieszkańcom prawa do ścigania zwierząt samochodami, narażania ich na potrącenie czy powodowania zagrożenia dla innych uczestników ruchu. Nawet jeżeli cel interwencji jest prawnie uzasadniony, nie oznacza to automatycznie legalności każdego zastosowanego środka – wyjaśnia Hanna Cichocka.
Podobne zastrzeżenia dotyczą szczucia dzików psami.
- Jeżeli właściciel celowo wypuszcza psa, aby ten ścigał dzika w celu przepędzenia go z nieruchomości, musi liczyć się z odpowiedzialnością za skutki takiego postępowania. Nowy art. 6 ust. 3 nie stanowi ogólnego upoważnienia do wykorzystywania zwierząt do niebezpiecznych działań. Ponadto w lesie należy uwzględnić art. 166 Kodeksu wykroczeń, który – poza ustawowymi wyjątkami – zabrania puszczania psów luzem – mówi Cichocka.
Czy człowiek może użyć siły, gdy dzik atakuje?
Inaczej należy ocenić sytuację, w której mieszkaniec reaguje na bezpośrednie zagrożenie. Przykładowo dzik atakuje człowieka, który próbuje osłonić się przed nim kijem albo innym przedmiotem.
– Prawo nie wymaga od człowieka biernego znoszenia bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. Jeżeli dzik rzeczywiście atakuje, a niebezpieczeństwa nie można uniknąć w inny sposób, dopuszczalne może być użycie siły, nawet jeżeli spowoduje ona obrażenia zwierzęcia. Nie daje to jednak prawa do kontynuowania przemocy, kiedy zagrożenie już ustało – wyjaśnia Hanna Cichocka.
Podstawą oceny takiego zachowania będzie przede wszystkim art. 26 Kodeksu karnego, regulujący stan tzw. wyższej konieczności.
Gdy dzik wejdzie w szkodę
Mieszkańcy miast coraz częściej ponoszą straty spowodowane działaniami dzików. Jeśli zwierzęta te dostaną się do ogródka, to może to skończyć się zrytym trawnikiem, zniszczonymi kwiatami, zepsutą huśtawką dla dziecka czy uszkodzonymi obiektami małej architektury. Za szkody wyrządzone przez dziki – o ile nie są to szkody w uprawach rolnych – nikt nie ponosi odpowiedzialności.
Jeśli właściciel ubezpieczył mienie, to może liczyć na odszkodowanie od ubezpieczyciela, regułą jest, że towarzystwa nie obejmują ochroną roślin ogrodowych czy trawników.
U większości ubezpieczycieli elewacja i stałe elementy domu (np. rynny) są chronione w ramach podstawowego ubezpieczenia domu jednorodzinnego. Jeśli więc dzik uszkodzi np. rynnę czy instalację zewnętrzną, ubezpieczyciel pokryje koszty naprawy. Podobnie w przypadku tzw. małej architektury, która obejmuje m.in. ogrodzenia, chodniki, podjazdy, altany, wiaty czy pergole.
- Ubezpieczenie nie pokryje strat w samej roślinności ogrodowej, ponieważ warunki polisy wyłączają odpowiedzialność za zniszczenie trawników, krzewów czy kwiatów przez zwierzęta – w tym w przypadku zrytego przez dziki ogródka. Ochrona przed działaniem dzikich zwierząt nie obowiązuje również na działkach rekreacyjnych oraz w domach letniskowych - tłumaczy Damian Oleszczuk, menedżer produktu w Warcie.
Podobne rozwiązania jak w Warcie ma większość ubezpieczycieli. Jedynie w niektórych towarzystwach możliwe jest otrzymanie odszkodowania, w ramach ustalonych limitów, za zniszczoną roślinność ogrodową, czyli drzewa i krzewy zasadzone w gruncie na posesji, ale trawniki są poza ochroną.





