Mikołaj Kozak: Zawiadamianie obrońcy o przesłuchaniu klienta – obowiązek czy dobra wola?
Należy do zwykłej tradycji i dobrego zwyczaju, że obrońca, zgłaszając swój udział w sprawie, składa wniosek m.in. o powiadamianie go o udziale w czynnościach. Tyle że historia zna rozmaite przypadki traktowania obrońców nie jako partnerów, tylko wrogów wymiaru sprawiedliwości, a niedawno pojawił się nowy pomysł na utrudnienie im życia – pisze Mikołaj Kozak, adwokat, Kancelaria Kulpa Kozak Adwokaci i Radcowie Prawni.

Przypomnijmy, że zasadniczą podstawą tego wniosku (o powiadamianiu obrońcy o udziale w czynnościach) jest art. 117 par. 1 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którym uprawnionego do udziału w czynności zawiadamia się o jej czasie i miejscu.
Z kolei art. 140 k.p.k. stanowi, wymieniając różne rodzaje dokumentów, w tym również właśnie zawiadomienia, że doręcza się je m.in. obrońcom i pełnomocnikom.
Czytaj: Mikołaj Kozak: Wyboista obrona przed słabymi zarzutami>>
Przepis przepisem, a w praktyce może być różnie
Historia zna rozmaite przypadki traktowania obrońców nie jako partnerów, tylko wrogów wymiaru sprawiedliwości, natomiast niedawno pojawił się nowy pomysł na utrudnienie im życia.
Otóż, w polskim systemie prawnym obowiązuje też nieco zapomniany art. 301 k.p.k., zgodnie z którym na żądanie podejrzanego należy przesłuchać go z udziałem ustanowionego obrońcy, jednak jest i zdanie drugie, że niestawiennictwo obrońcy nie tamuje przesłuchania.
Doświadczenie zawodowe wskazuje, że klient po to korzysta z pomocy adwokata, żeby, choć sam też jest bywa adresatem korespondencji, o planowanych czynnościach dowiadywać się właśnie od niego.
Zachodzę w głowę, co w XXI w. stoi na przeszkodzie, żeby zawiadomić obrońcę, choćby mailowo czy telefonicznie (jeśli poczta tak bardzo obciąża Skarb Państwa), że planowane są czynności z udziałem jego klienta.
Klient do przesłuchania, a obrońca nic nie wie
Niewyobrażalne? A jednak. W jednej ze spraw mojej kancelarii, w której obrony nie zawiadomiono o czynnościach, a klient przypadkiem nie odebrał korespondencji, traf chciał, że o planowanym przesłuchaniu dowiedziałem się zupełnie przypadkowo, a zaplanowano je na dzień, w którym będę przebywał w kraju, który uważam za jeszcze piękniejszy niż ojczysty.
Trzeba jednak przyznać, że do prokuratora trafiły argumenty, że to ósmy rok prowadzenia postępowania przygotowawczego, brak jakichkolwiek czynności z udziałem klienta od około pięciu lat i jego deklaracje, że nie ma zamiaru składać wyjaśnień ani odpowiadać na pytania. To z kolei doprowadziło do rozsądnej decyzji o zmianie terminu przesłuchania na taki, który będzie, jako żywo, pasował wszystkim, w tym również obrońcy, który już z wyprzedzeniem o nim wie.
Po co art. 301 k.p.k.?
Pojawia się jedynie pytanie: po pierwsze, po co w ogóle obowiązuje art. 301 k.p.k.? Przecież zawiadomiony obrońca i tak nie musi (a może stawić się na przesłuchanie i bez tego przepisu).
Po drugie, po co się z tego przepisu korzysta? Bo chyba nie po to, żeby ułatwić cokolwiek i komukolwiek (może z wyjątkiem prokuratora).
Sprawa znalazła szczęśliwy finał i życzymy sobie po cichu, żeby art. 301 k.p.k. gościł w naszych wspomnieniach kancelaryjnych jako epizod do wspomnień. Mamy nadzieję, że tego rodzaju działania nie ukształtują się jako stała praktyka, sposób na „omijanie” obrońcy, bo może klient zapomni się o niego upomnieć. Przerzucanie takiej odpowiedzialności na klienta uważam za sprzeczne z istotą prawa do obrony.
Niestety, niechlubne tradycje też mają to do siebie, że potrafią się utrwalać.





