Monika Sewastianowicz: Czy istnieje jakiś okres przejściowy w przypadku sprawowania urzędu prezydenta?

Prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego: Zasadą jest zapewnienie ciągłości władzy - nowo wybrany prezydent obejmuje urząd w ostatnim dniu kadencji urzędującego prezydenta, więc to wszystko przebiega bezkolizyjnie. Nie ma jakiegoś okresu przejściowego, w którym nie byłoby urzędującego prezydenta. Prezydent składa przysięgę wobec Zgromadzenia Narodowego w ostatnim dniu urzędowania ustępującego prezydenta i obejmuje urząd po złożeniu tej przysięgi. A zatem mamy do czynienia z płynnym przejściem władzy. Oczywiście to wygląda inaczej w sytuacji, gdy ma miejsce kontynuacja polityczna i w sytuacji, gdy następuje radykalna zmiana.

Czytaj: Sama zmiana prezydenta nie anuluje już wniesionych projektów>>

 

A co z ustawami, które zostały wniesione z inicjatywy prezydenta, czy jest jakiś odpowiednik zasady dyskontynuacji, czy parlament je dalej proceduje?

Dyskontynuacja jest pojęciem, którego Konstytucja nie wymienia. Można powiedzieć, że wyprowadzono je w odniesieniu do prac sejmowych z pojęcia kadencji parlamentu. Wyjątki od tej zasady są przewidziane w ustawach - w szczególności takim wyjątkiem jest wyłączenie stosowania zasady dyskontynuacji wobec projektu wniesionego przez obywateli. Projekty wniesione przez prezydenta, którego kadencja dobiegła końca, są procedowane niezależnie od tego faktu, przynajmniej formalnie. Oczywiście konsekwencje polityczne braku ponownego wyboru urzędującego do tej pory prezydenta zostaną w toku prac parlamentarnych dostrzeżone. Nie ma jednak reguły, która przewidywałaby, że następuje automatyczne zawieszenie prac lub wycofanie projektów. Nowo wybrany prezydent może wycofać projekt ustawy do zakończenia drugiego czytania w Sejmie, ale jeżeli ten etap już przeszliśmy, to postępowanie dalej się toczy. Co więcej tu trzeba przywołać przepis mówiący, że prezydent jest gwarantem ciągłości władzy państwowej - w związku z tym, jeżeli nie mamy do czynienia z reelekcją, nowo wybrany prezydent powinien mieć na względzie to, że jego poczynania na przykład w odniesieniu do wycofania projektu, powinny być miarkowane ze względu na zasadę ciągłości władzy państwowej. Wszystko oczywiście zależy od treści wniesionych projektów.

 


 

Czyli powinien podejść do sprawy z odpowiednią rozwagą...

Tak, choć nasza Konstytucja już niejedno widziała i niejedno przeżyła i można sobie tutaj wyobrazić różne scenariusze, ale z punktu widzenia konstytucyjnego tak to wygląda. Jeżeli chodzi o wnioski skierowane do TK, to wnioskodawca może taki wniosek wycofać do momentu rozpoczęcia rozprawy w Trybunale. Jeżeli rozprawy nie przewidziano, to takie wycofanie wniosku może nastąpić w ciągu siedmiu dni od zawiadomienia, że sprawa będzie rozpoznana na posiedzeniu niejawnym. Tu również nie można przyjąć, że ma miejsce umorzenie postępowania z automatu - to następuje jedynie przy zakończeniu kadencji Sejmu i Senatu.

 

Czy istnieje przepis lub zwyczaj, który nakazywałby ustępującemu prezydentowi wstrzymać się od podpisywania ustaw, w czasie gdy mamy już prezydenta elekta, a nie doszło jeszcze do jego zaprzysiężenia?

Nowo wybrany prezydent rozpocznie kadencję od momentu złożenia ślubowania, co powinno nastąpić w tym roku szóstego sierpnia. Do tej pory wszelkie kompetencje zachowuje dotychczasowy prezydent. Niemniej wspomniany już przepis stanowiący, że prezydent jest gwarantem władzy państwowej powinien być rozumiany w ten sposób, że jeżeli następuje zmiana na urzędzie prezydenta, ale ta zmiana odzwierciedla zmianę o charakterze ideologicznym, politycznym, aksjologicznym – a zatem nie mamy do czynienia z kontynuacją, urzędujący prezydent powinien mieć na względzie to, że wynik wyborów wskazuje, że nie ma on już legitymacji do sprawowania władzy.

 


Prezydent – będąc tym gwarantem ciągłości władzy państwowej – powinien sprzyjać swojemu następcy – nie powinien wymuszać, by popierał on inicjatywy, z którymi się nie utożsamia. To kwestia wewnątrzinstytucjonalnej kohabitacji – ten termin stosuje się przede wszystkim, gdy prezydent i premier reprezentują inne orientacje polityczne. Prezydent Andrzej Duda, gdy został wybrany na swój urząd, zwrócił się w Wilanowie, w czasie przekazania mu aktu o wyborze przez Przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej – jeszcze gdy był prezydentem elektem – z apelem do rządu i Sejmu, by nie podejmować żadnych działań, które ignorowałyby fakt, że taki jest właśnie wynik wyborów prezydenckich, nie podejmować żadnych poważnych zmian ustrojowych, które budziłyby emocje i kreowały konflikty. W związku z tym ówczesna pani premier podkreślała w różnych wypowiedziach, że rząd zachowuje swoje pełnomocnictwa konstytucyjne i może podejmować działania w granicach tych pełnomocnictw.

 

Jeżeli sytuacja teraz się odwróci, to wypowiedziane wtedy przez prezydenta Dudę słowa znów zyskają na aktualności…

Oprócz kwestii legitymacji władzy, kluczowe znaczenie ma kultura polityczna, która w naszych realiach bywa dobrem deficytowym. Gdyby dokonała się ta zmiana, to będziemy mieli kohabitację w klasycznym znaczeniu – prezydenta i rząd reprezentujących różne opcje polityczno-ideologiczne.

 

A jak jest pomiędzy turami – czy prezydent powinien zachować powściągliwość?

Między turami prezydent jest prezydentem i tu również ewentualne powstrzymanie się od jakichś radykalnych działań wynikałoby właśnie z kultury politycznej, bo żadnych ograniczeń w tej materii prezydent nie ma. Jest to też mniej sporna kwestia aniżeli sytuacja, gdy już mamy wybranego prezydenta elekta. Nasuwa się jednak pytanie, co z ważnością wyborów – bo są one przecież niekonstytucyjne. Nie zazdroszczę Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego konieczności rozstrzygania tej kwestii. Co więcej z racji wątpliwości co do samego statusu prawnego sędziów zasiadających w tej izbie, nie do końca wiadomo, czy i ta decyzja nie będzie dalej kwestionowana.