Czytaj: Manowska: Uchwała trzech izb blokuje współpracę w Sądzie Najwyższym>>

Krzysztof Sobczak: Dopóki nie rozwiążemy problemu uchwały trzech izb Sądu Najwyższego nie będzie możliwa dalsza dobra współpraca w ramach tego sądu - stwierdziła nowa I prezes SN Małgorzata Manowska. Można ten problem jakoś rozwiązać? Trzeba?

Marta Romańska: Jest to uchwała trzech izb Sądu Najwyższego. Czego by taka uchwała nie dotyczyła, to gdyby powstała jakakolwiek wątpliwość co do jej treści i znaczenia, to trzeba zebrać skład większy i "ważniejszy" niż ten, który podejmował tę uchwałę i przyjąć nową. Takie są zasady, taki jest obyczaj i nie raz tak było, że po jakimś czasie od wydania uchwały, taki sam skład sądu, w jakim została podjęta, nabrawszy wątpliwości, występuje o ponowne rozważanie problemu przez skład większy. Ale to ma zwykle miejsce po wielu latach i po istotnych zmianach w prawie albo w stosunkach społecznych czy gospodarczych. W tym przypadku nie może być mowy o żadnej z tych okoliczności. Ani prawo od 23 stycznia nie zmieniło się tak istotnie, ani stosunek do problemu, który został oceniony w tej uchwale.

Czytaj w LEX: Tarcza 3.0 - rozwiązania prawne dla pełnomocników i sędziów >

Ale w ostatnim czasie w Sądzie Najwyższym były takie przypadki uchwały przeciw uchwale, bez spełnienia tych warunków.

Tak, złamała te zasady Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, gdy jej siedmioosobowy skład wydał uchwałę mającą zwalczyć pogląd Izby Cywilnej, także wyrażony w "siódemce", dotyczący zadośćuczynienia. Ale to jest niedobra, wręcz niedopuszczalna praktyka.

Czyli zgodnie z zasadami unieważnienie lub zmiana uchwały z 23 stycznia mogłoby nastąpić tylko poprzez uchwałę pełnego składu Sądu Najwyższego?

Tak, to musiałaby być uchwała, w której pełny skład Sądu Najwyższego wyraziłby pogląd odmienny od tego, który wyraziły trzy izby. Nie bardzo to sobie wyobrażam z wielu powodów, w tym z takiego, że był to pogląd zmierzający do ustalenia wykładni przepisów krajowych, dostosowującej ich rozumienie do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 listopada, z którego wynika, że sąd krajowy powinien ocenić znaczenie wadliwości postępowań poprzedzających wręczenie nominacji sędziowskich z punktu wiedzenia tego, czy sędzia powołany w postępowaniu dotkniętym takimi wadliwościami może tworzyć sąd spełniający standardy międzynarodowe i krajowe.

Czytaj: Sąd Najwyższy: Sędziowie powołani z udziałem nowej KRS nie mogą orzekać>>

Był to też pogląd sformułowany na podstawie wykładni przepisów kodeksu postępowania karnego i kodeksu postępowania cywilnego. Pogląd solidnie przemyślany przez sędziów tych trzech izb, którego nie da się teraz tak łatwo wycofać pod hasłem "bratajmy się". Od czasu wydania tej styczniowej uchwały nie zaszło nic takiego, co pozwalałoby na weryfikację tego poglądu. A nasi nowi koledzy w Sądzie Najwyższym nie mają się co obruszać, że nie zostali przyjęci z kwiatami, jeśli zgodzili się zabiegać o te awanse w tak wątpliwych prawnie okolicznościach. Może odpowiedzieliby sobie na pytanie, czy zasadniczy problem powstał w momencie przyjęcia tej uchwały, czy wtedy, gdy wprowadzano kolejne zmiany w Sądzie Najwyższym i w zasadach powoływania do niego sędziów. Nawet gdyby jakimś sposobem udało się doprowadzić do wzruszenia uchwały z 23 stycznia, to problem okoliczności, w jakich obejmowali urząd nie zniknie i nie da się powszechnie nakazać, żeby nie toczyła się na ten temat dyskusja. Mamy teraz zapomnieć o tych wszystkich sprzecznych z konstytucją zmianach w prawie, czy o zlekceważeniu przy ich powoływaniu przez Prezydenta skarg na procedurę konkursową w KRS i zabezpieczeń sądowych, i dla "świętego spokoju", dla dobrej współpracy nie przejmować się łamaniem konstytucji, ustaw i dobrych obyczajów prawnych?

Czytaj w LEX: Prawa i obowiązki pełnomocników procesowych w praktyce w związku z koronawirusem >  


Co będzie, jeśli pani Manowskiej nie uda się "zrobić czegoś" z uchwałą z 23 stycznia? Nie będzie jej łatwo kierować Sądem Najwyższym.

No nie będzie. Ale nikt jej nie zmuszał do kandydowania na to stanowisko i przyjmowania nominacji. To inteligentna osoba, która musiała sobie zdawać sprawę z tych problemów. Tak na marginesie, to mi się w głowie nie mieści, że można dopiero co przyjść do Sądu Najwyższego i zaraz zabiegać o powołanie na urząd pierwszego prezesa, nie znając dobrze problemów i zasad funkcjonowania tej instytucji. I do tego ten przekaz naszych nowych kolegów, że jakiekolwiek przejawy protestu przeciwko temu podczas Zgromadzenia Ogólnego są formą obstrukcji. To bardzo nowatorski pogląd, że dążenie większości do wpływu na decyzje organu działającego kolegialnie i większościowo jest obstrukcją. Nie było umiaru w tym ich dążeniu do zapanowania nad Sądem Najwyższym.

Chyba nie powinna się pani temu dziwić, bo ten plan od dawna był czytelny.

Racja, nie powinnam, ale jakoś ciężko mi przejść nad tym do porządku i dlatego tak jednoznacznie wypowiadałam się podczas Zgromadzenia, na którym wybierano kandydatów na pierwszego prezesa.

Czytaj w LEX: E-rozprawa i zmiany w sposobie procedowania w tarczy 3.0 >

No to co ma zrobić nowa pierwsza prezes?

Nie mam podpowiedzi co do sposobu rozwiązania wszystkich problemów, z jakimi spotka się pani Manowska na stanowisku pierwszego prezesa, ale w odniesieniu do tej uwierającej ją uchwały, to, jako sędzia z bardzo dużym stażem doskonale wie, jakie znaczenie ma uchwała. Zresztą jako pierwsza podporządkowała się jej i ogłosiła wstrzymanie się od orzekania. Moim zdaniem powinna teraz zadeklarować, że rozróżnia kompetencje Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. To, co zrobił Trybunał stwierdzając w wyroku, że uchwała z 23 stycznia jest nieważna, jest nie do przyjęcia, bo Trybunał nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia.

Czy to, że po tym wyroku Trybunału Konstytucyjnego pierwsza prezes chce szukać jakiegoś pomysłu na uchwałę trzech izb wewnątrz Sądu Najwyższego, należy traktować jako nieuznawanie przez nią tego wyroku? To szłoby pod prąd narracji obozu władzy, który ogłosił, że ten problem jest już rozwiązany.

Rzeczywiście można to tak odebrać i może to trochę zaskakiwać. Szczególnie, że wcześniej pani sędzia Manowska stwierdziła, że po tym wyroku Trybunału Konstytucyjnego może wrócić do orzekania, bo sprawa jej statusu sędziowskiego jest już wyjaśniona. A teraz słyszymy, że sprawa jest nadal otwarta.

Zobacz procedurę w LEX: Uchylenie wstrzymania bądź zawieszenia biegu terminów procesowych w postępowaniu sądowoadministracyjnym w trakcie stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19  >

Czy prezes Manowska może zwrócić się do trzech izb, by zebrały się jeszcze raz i dokonały "reasumpcji" tamtej uchwały?

Teoretycznie tak, ale nie sądzę, by to miało sens. Jestem przekonana, że sędziowie nie zmienili swojego zapatrywania na oceniony w uchwale problem i w swojej większości nie są gotowi, by teraz przyjąć inną uchwałę.

No to może zwoła posiedzenie całego Sądu Najwyższego, które podejmie nową uchwałę w tej sprawie?

Może to zrobić, ale też nie sądzę, żeby uzyskała pożądany efekt, bo ciągle ci sędziowie, którzy przyjęli uchwałę z 23 stycznia, stanowią w Sądzie Najwyższym większość.

No to może będzie musiała poczekać na kolejne nominacje sędziowskie?

Tego się obawiam, że w tej sprawie zbierze się pełny skład Sądu Najwyższego, ale dopiero wtedy, gdy na skutek kolejnych powołań zmieni się jego struktura, czyli "nowi" sędziowie będą mieli większość. Gdyby o liczbie sędziów w Sądzie Najwyższym miałby zadecydować nie merytoryczne potrzeby, których elementem jest nie tylko sprawność postępowania, ale i stabilność i jednolitość orzecznictwa, lecz potrzeba stworzenia w nim takiej nowej większości, która będzie sprzyjała władzy w realizowaniu jej zamiarów, to dla mnie byłoby obrzydliwe, to byłby polityczny gwałt na prawie. Osobna rzecz, że osiągnięcie takiego rezultatu jest obciążeniem dla budżetu, chociaż nie zawsze dostatecznie artykułowanym.

Myśli pani, że mogą być szybsze nominacje, by ten proces przyspieszyć?

Nie wykluczam tego, bo przecież mieliśmy przykład powołania sześciu nowych sędziów dzień przed rozpoczęciem Zgromadzenia Ogólnego mającego wybierać kandydatów na pierwszego prezesa. To jest konsekwentne dążenie do osiągnięcia "nowej" większości w Sądzie Najwyższym, by wreszcie działał on według zaplanowanego przez polityków wzoru.

Zobacz procedurę w LEX: Rozpoznawanie spraw w postępowaniach cywilnych w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego w związku z COVID-19  >

Można jeszcze sobie wyobrazić szybką zmianę przepisów zwiększającą liczbę sędziów w Sądzie Najwyższym i równie szybką obsadę tych stanowisk.

To też możliwe i już to miało miejsce. Co ciekawe, te nowe stanowiska obsadzono akurat w izbach, które są najmniej obciążone, a zatem raczej nie usprawnienie pracy i przyspieszenie postępowań było celem ostatnich decyzji personalnych. Bo z jakiego powodu nowe etaty sędziowskie trafiły do najmniej obciążonych izb? I teraz niektórzy z tych sędziów nie prowadzą żadnych spraw.
W każdym razie wprowadzenie kolejnych sędziów do Sądu Najwyższego mogłoby przyspieszyć "zrobienie czegoś" z uchwałą z 23 stycznia. Ja spodziewam się wszystkiego, więc biorę pod uwagę i takie rozwiązania. Ale to niczego nie rozwiąże, a jedynie stworzy tego pozór, a w tle zostaną pytania o organ, który przeprowadził postępowanie konkursowe, o przebieg tego postępowania, o sytuację osób pominiętych w nim, o zlekceważone zabezpieczenia. Nie zmieni tego próba uwiarygodnienia się przez wzruszanie obecnie w ogromnym procencie uchwał KRS wydawanych w prowadzonych przez ten organ postępowaniach konkursowych, bo to wywołuje pytania: czym różnią się te wadliwe postępowania od wadliwych postępowań, po zakończeniu których nominację uzyskali sędziowie Sądu Najwyższego teraz wzruszający decyzje KRS.