Aleksandra Partyk: Na V Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej zorganizowanej przez Wydział Prawa i Administracji UKSW przedstawił pan szereg uwag w wystąpieniu zatytułowanym "Współczesna legislacja a deformacja prawa procesowego". Czy polskie prawo procesowe przechodzi kryzys?

Tadeusz Zembrzuski: Prawo procesowe znalazło się w trudnej sytuacji, obserwujemy postępującą deformację systemu prawa. Kodeks postępowania cywilnego, który ma służyć uczestnikom obrotu cywilnoprawnego, powinien być szczególnie cenionym, trwałym i stabilnym dziełem normatywnym, metodologicznie uporządkowanym i niesprzecznym wewnętrznie. Obawiam się, że trudno byłoby znaleźć prawnika, który w ten sposób określiłby dziś ustawę procesową.

 

 

Co - w pana ocenie - stanowi największą bolączkę?

Współczesność nie jest życzliwa ani dla idei liberalizmu, ani dla konserwatyzmu, a w efekcie także dla klasycznych zasad postępowania cywilnego. Zamiast tego na podatny grunt trafia filozofia etatyzmu, opiekuńczości i paternalizmu państwa. Co znamienne, prawo publiczne, do którego zalicza się prawo procesowe, jest znacznie bardziej podatne od prawa prywatnego na wpływ czynników pozaprawnych. Nie docenia się roli ciągłości rozwojowej prawa, skoro lepiej i atrakcyjniej brzmią slogany naprawy lub poprawy, oczywiście ukierunkowanej na potrzeby tzw. zwykłego obywatela, będącego stroną lub uczestnikiem prowadzonych lub potencjalnych postępowań przed sądami powszechnymi lub Sądem Najwyższym.

Czytaj w LEX: Zembrzuski Tadeusz - Dopuszczalność środków zaskarżenia w postępowaniu cywilnym >>>

Czytaj w LEX: Zembrzuski Tadeusz - Właściwość sądu w sprawach cywilnych z udziałem konsumenta >>>

W jaki sposób przekłada się to na legislację?

Odnoszę wrażenie, że prawo procesowe ma być nowoczesne na nowy sposób. Kodeks postępowania cywilnego stał się swoistym poligonem doświadczalnym. Poligonem, na którym można testować takie czy inne rozwiązania lub pomysły, czasem bez wyobraźni, bez pogłębionej refleksji oraz dyskusji nad efektami i skutkami podejmowanych działań. Doskonałym przykładem może być instytucja posiedzenia przygotowawczego.

Szczególnie boli brak dokładności i skrupulatności legislacyjnej. Przepisy nie są dopracowywane, uchwalane na zasadzie, że kiedyś się je poprawi. Zazwyczaj nie chodzi o punktowe zmiany i korekty. Mamy próby jednoczesnego, niekiedy chaotycznego poprawiania dziesiątek, a nawet setek regulacji, z którymi mierzyć się musi zarówno praktyka, jak i doktryna prawa procesowego.

 


Czy dokonywane nowelizacje prawa procesowego mają wspólny mianownik?

Spoiwem niemal wszystkich współcześnie dokonywanych nowelizacji jest populistyczne dążenie do usprawniania, niekiedy mechanicznego upraszczania oraz przyspieszania postępowania cywilnego. Wyniesiony na piedestał swoisty „pośpiech procesowy” ma być realizowany za wszelką cenę, zazwyczaj kosztem podstawowych zasad i pryncypiów postępowania cywilnego, niekiedy przemilczanych albo uznanych za miazmaty. Dzieje się to przy jednoczesnym zaskakującym powrocie do reliktowych instrumentów procesowych, przywracanych po latach w nieco zmienionym, czy jedynie odświeżonym kształcie. Począwszy od skargi nadzwyczajnej, przez liczne zmiany dokonane w 2019 r., aż po dyskutowaną obecnie ideę notarialnych nakazów zapłaty.

Czytaj także: 
Prof. Łętowska: Grząski grunt legislacyjny ułatwia manipulowanie prawem>>
Prawo coraz gorsze - doradcy i sądy administracyjne ratunkiem dla podatników>>
Sędzia Romańska: Prezydent łamie prawo i ogłasza, że to jest prawem>>

 

Do czego prowadzi „pośpiech procesowy”?

Legislacja prawa procesowego, którą można by określić mianem hurtowej i pospiesznej, prowadzi na manowce. Utyskujemy na zagubienie i brak jednolitej siatki pojęciowej, a także na pojawiające się, zwłaszcza w praktyce, luki prawne. Doskonałym przykładem jest pozornie prosta instytucja zażalenia, która stała się mityczną hydrą i wyzwaniem dla zdezorientowanych prawników kwestionujących poszczególne rozstrzygnięcia. Ujawnianie licznych mankamentów – zarówno konstrukcyjnych, jak i terminologicznych, staje się codziennością. Do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić, a niektórzy wręcz wzruszają ramionami.

Jak mantrę próbujemy powtarzać, że działalność ustawodawcza - nie tylko w odniesieniu do prawa procesowego cywilnego - powinna respektować standardy porządku konstytucyjnego, w tym także prawo do sądu oraz inne powiązane z nim wartości. Tworzenie prawa przestało być jednak swoistym dziełem sztuki prawniczej. Stało się bezrefleksyjne i szybkie, zyskując anonimowy charakter. Co zastanawiające, współczesne projekty ustaw zazwyczaj nie mają swych twórców, którzy występowaliby pod nazwiskiem, a później byliby dumni ze swych osiągnięć.

Czytaj w LEX: Zembrzuski Tadeusz - Dokąd zmierza apelacja w postępowaniu cywilnym >>>

Czytaj w LEX: Zembrzuski Tadeusz - Skarga nadzwyczajna w polskim postępowaniu cywilnym >>>

Czy wypowiedzi pochodzące od naukowców i praktyków są uwzględniane w procesie stanowienia prawa?

Od wielu lat obserwujemy zjawisko „uprzemysłowienia” procesu stanowienia prawa, czy też – jak to określił sędzia SN w st. spocz. Jacek Gudowski – „przemysłu legislacyjnego”, czego efektem jest także nieunikniony kryzys kultury jego tworzenia. Odzwierciedla to mechanizm konsultacji społecznych. Czy twórcy wsłuchują się w głosy polemiczne i zgłaszane uwagi, jest pytaniem retorycznym. Stosunek legislacji do nauki oddaje jedno słowo – abominacja. Aktualne pozostają słowa wypowiedziane przez profesora Tadeusza Erecińskiego na łamach monografii „Praktyka wobec nowelizacji postępowania cywilnego”, że wołanie o pewność i stabilność nie spotyka się ze zrozumieniem, zaś współczesna debata nauki prawa procesowego z legislacją przypomina przysłowiowe mówienie dziada do obrazu.

Czy do przysłowiowego obrazu należy zatem dalej przemawiać?

Warto, a nawet trzeba. Troska o właściwy poziom legislacji jest obowiązkiem wszystkich procesualistów, zarówno przedstawicieli nauki, jak i praktyki. Młodzi prawnicy będący na progu albo na początku swoich zawodowych karier często nie rozumieją ewolucji prawa procesowego, nie dostrzegają dokonujących się zmian, traktują zastany stan prawny jako jedyny i właściwy. Nawiązując do słów wspomnianego sędziego Jacka Gudowskiego, należy zwracać uwagę i wskazywać biernym i bezrefleksyjnym obserwatorom prawa procesowego przejawy rozrastającego i panoszącego się „obskurantyzmu procesowego” oraz bezgranicznej niekompetencji. Zainteresowanych odsyłam do najnowszej doskonałej publikacji pana Sędziego, która niebawem ukaże się nakładem Wydawnictwa Wolters Kluwer w monografii pt. „Konstytucyjne aspekty procesu cywilnego”.

 

Dokąd zaprowadzi nas niekompetencja i wspomniany obskurantyzm procesowy?

Efektem jest powolne i postępujące przekształcanie ustawy procesowej w aliaż często źle uformowanych normatywnie przepisów, nielogicznych i niespójnych regulacji, które prawnicy wciąż usiłują mozolnie porządkować i stosować. Dbałość o harmonijny rozwój prawa procesowego jako pewnego systemu staje się czczym postulatem, a może jedynie mrzonką. Zarysowany kierunek zmian kreuje, niezależnie od intencji i pobudek ustawodawcy, zagrożenie i nieuniknioną kolizję z pryncypiami prawa procesowego, a także fundamentalnymi wartościami konstytucyjnymi.

Czytaj w LEX: Zembrzuski Tadeusz - Formalizm procesowy a skutki wadliwego oznaczenia pisma procesowego spełniającego wymagania środka zaskarżenia >>>

Czytaj w LEX: Zembrzuski Tadeusz - Wpływ wprowadzenia skargi nadzwyczajnej na skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia >>>

Czy możemy pokazać to na konkretnym przykładzie, widocznym dla każdego uczestnika postępowań sądowych?

Do krytycznej refleksji skłania choćby przedłużające się funkcjonowanie, z założenia tymczasowych, regulacji wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa COVID-19, które – jak się wydaje – stają się (a może już stały się) trwałymi elementami prawa procesowego. Znokautowano w ten sposób instrumenty i przejawy jawności postępowania czy kolegialności orzekania.

Pamiętajmy, że sądownictwo wciąż funkcjonuje w reżimie epidemicznym. Powrót do tzw. normalności stanie się zapewne kolejnym asumptem do dyskusji nad przyspieszaniem i usprawnianiem postępowania. Przykładowo, regulacje odnoszące się do rozpraw zdalnych powinny trafić na stałe do ustawy procesowej.

W jaki sposób można przeciwdziałać niekorzystnym tendencjom?

Mimo różnych bolączek i trudności nie należy rezygnować z poszukiwania pozytywów. Wydaje się, że wartości i pryncypia prawa procesowego przetrwają. Nie da się ich bowiem zepsuć, porzucić czy w prosty sposób anihilować. Aksjomatyczne zasady racjonalnego i sprawiedliwego procesu opartego na dążeniu do prawdy są kategorią w pełni operatywną i ponadczasową.

W dobie kryzysu prawo procesowe zdaje się niejako zmieniać swą lokalizację. Obrazowo to ujmując i jeszcze raz nawiązując do słów sędziego Jacka Gudowskiego, przeprowadza się z kodeksów i ustaw do sędziowskich sumień, a także na karty pism procesowych wnoszonych przez adwokatów i radców prawnych. Paradoksalnie kryzys pobudza aktywizm interpretacyjny i stwarza okazje dla rozwoju dogmatyki.

Jak ocenia pan stan, w którym Kodeks postępowania cywilnego podlega stałym nowelizacjom i końca zmian nie widać?

Strategia cząstkowych nowelizacji ustawy procesowej jest nieuchronna. Legislacja musi być otwarta na współczesne wyzwania i tendencje – czego przykładem jest choćby rozwijająca się w dobie kryzysu epidemicznego informatyzacja prawa postępowania cywilnego, będąca elementem szeroko pojętego rozwoju nauki i techniki. Kodeks musi uwzględniać nie tylko wyzwania współczesności, ale i odpowiednio reagować na trudności pojawiające się w praktyce orzeczniczej. Sprawiedliwy proces sądowy to proces zakładający bezwzględne i bezkompromisowe przestrzeganie ustanowionych przepisów. Chodzi jednak o precyzyjne i jednoznacznie odczytywane normy procesowe. W dążeniu do nich nie można ustawać.

Czy potrzebujemy zatem nowego Kodeksu postępowania cywilnego?

Ustawa procesowa będzie wymagała dzieła naprawy. W ostatnich latach porzucono czy też ograniczono dyskusję wokół wcześniej żywo dyskutowanego zagadnienia tworzenia nowej jakości w postaci nowego Kodeksu postępowania cywilnego. Jest to efektem odcięcia się od tradycji sięgającej okresu międzywojennego w postaci wykorzystania ciała eksperckiego, w którym współdziałali cenieni teoretycy i praktycy – zarówno w sferze tradycyjnego prawa prywatnego i prawa karnego oraz postępowań sądowych w sprawach cywilnych i karnych. Symboliczny wymiar miała dokonana z końcem 2015 r. likwidacja Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego. W ten sposób zerwano nić łączącą współczesność z tradycją Komisji Kodyfikacyjnej z 1919 r. Zerwaną nić można jednak w tym wypadku związać na nowo, naprawić. Miejmy nadzieję, że to kwestia czasu.