Libra to sztuczna inteligencja dla branży prawnej, która wspiera Twoją codzienną pracę - stworzona przez prawników dla prawników
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Prof. Kocot: Wiele sądów w Polsce może rozpatrywać spory finansowe i budowlane

Przyjęcie zasady, że o właściwości sądu w sporze o roboty budowlane decydować ma miejsce realizacji inwestycji, a w przypadku kredytu lub innego instrumentu finansowego miejsce zamieszkania nabywcy, pozwoli na przesunięcie części tych spraw z nadmiernie obciążonych sądów w dużych miastach – twierdzi prof. Wojciech Kocot z Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprzewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego. I dodaje, że „przy okazji” poprawi to sytuację procesową i zmniejszy koszty ponoszone przez stronę słabszą tych sporów.

wojciech kocot 0001
Źródło: wpia.uw.edu.pl

Krzysztof Sobczak: Trwają prace nad dwoma projektami zmian w Kodeksie postępowania cywilnego, których celem jest doprowadzenie do tego, by spory o roboty budowlane oraz o tzw. darmowe kredyty i niektóre inne instrumenty finansowe, były rozpatrywane nie tylko przez sądy w dużych miastach, szczególnie w Warszawie. To dobry plan?

Wojciech Kocot: To nie są projekty przygotowane przez Komisję Kodyfikacyjną, której jestem członkiem. Oczywiście jednak problemy związane z przeciążeniem sądów i pomysły, jak sobie z nimi poradzić, są stale przedmiotem naszego zainteresowania. Generalnie oceniam proponowany kierunek zmian pozytywnie. Rzeczywiście, w sądach, szczególnie warszawskich, mamy dziś do czynienia z ogromnym napływem spraw, często skomplikowanych i wielowątkowych - do takich należą sprawy bankowe a szczególnie z zakresu umów o roboty budowlane - i z bardzo poważnymi zaległościami w orzekaniu. Trzeba ten problem rozwiązać, być może nawet w pewnym sensie mechanicznie, choć takie rozwiązania mogą oczywiście budzić kontrowersje. Nie zmienia to jednak faktu, że wobec skali problemu trudno pozostawać bezczynnym.

Czytaj: Prof. Kocot: Komisja kodyfikacyjna na początek sprząta w prawie cywilnym>> 

Przypomnijmy, że to skutek obowiązywania przepisu przewidującego ustalanie zwykłej właściwości miejscowej sądu ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę pozwanego oraz zawierania umów o właściwość sądu prowadzących do koncentracji spraw dotyczących robót budowlanych i finansowych w sądach warszawskich.

Dlatego widzę sens w zmianie właściwości miejscowej sądu - według miejsca położenia nieruchomości, na której roboty budowlane były, są lub mają być wykonywane, albo według siedziby powoda w jego sporze z bankiem czy inną instytucją finansową. W dyskusjach prowadzonych w Komisji Kodyfikacyjnej, a także na spotkaniach z prezesami sądów, pojawiały się pomysły idące jeszcze dalej - umożliwienia sądowi nadrzędnemu nad sądem właściwym do rozpoznania sprawy w pierwszej instancji przekazanie jej sądowi mniej obciążonemu, w ramach danej apelacji. Czyli na przykład warszawski Sąd Apelacyjny mógłby część spraw z Sądu Okręgowego w Warszawie przekazać do Sądu Okręgowego w Płocku czy Ostrołęce. Był też pomysł, aby sprawy trafiały do sądów w danej apelacji wylosowanych w ramach elektronicznego rozdzielnika i według przyjętych kryteriów, np. wielkości obciążenia sprawami poszczególnych sędziów.

Zobacz w LEX: Mediacje w sprawach o roboty budowlane po nowelizacji KPC >

Miałoby to dotyczyć także spraw nie objętych wspomnianymi projektami?

Tak, dotyczyłoby to wszystkich postępowań, w których z różnych powodów dochodzi do nadzwyczajnej koncentracji w niektórych sądach. Powstają tam zatory, które utrudniają rozpoznawanie nie tylko tych postępowań, ale także innych, czasem prostych i nieprocesowych. Dobrze było to widać na przykładzie postępowań frankowych, które tak zablokowały Sąd Okręgowy w Warszawie, że w nierozsądnie długich terminach są tam rozpoznawane inne, mniej kompleksowe sprawy gospodarcze, sprawy o ochronę praw własności intelektualnej, roszczenia z zakresu prawa prasowego czy o rozwiązanie małżeństwa. W efekcie postępowania te potrafią trwać latami, a sąd wyznacza jedną, dwie rozprawy w trakcie każdego roku.

Czytaj: Już wkrótce pozwy frankowiczów tylko do sądów w miejscu ich zamieszkania>> 

Jeśli już wywołał Pan sprawy frankowe, to dla ich rozpatrywania postawiono kiedyś na wyspecjalizowany sąd. A teraz niemniej skomplikowane spory mają „demokratycznie” trafiać do różnych sądów i do niekoniecznie mających w nich doświadczenie sędziów. Któryś z tych pomysłów jest dobry, a któryś zły?

Nie mogę zgodzić się z sugestią, że sędzia orzekający w sądzie na prowincji jest gorzej przygotowany do wykonywania swojego zawodu niż sędzia pracujący w dużym mieście. Przecież sędziowie uzyskują wykształcenie w ten sam sposób, a ich droga zawodowa często prowadzi w obu kierunkach - jedni przechodzą do sądów wielkomiejskich, inni starają się o nominacje w mniejszych ośrodkach, między innymi ze względu na mniejsze obciążenie czy niższe koszty życia. Ważnym argumentem z punktu widzenia opinii publicznej jest także to, że sędziowie otrzymują za swoją pracę takie samo wynagrodzenie. W polskim sądownictwie powszechnym nie ma systemu, w którym sędzia otrzymywałby wyższe wynagrodzenie albo premię za większą liczbę rozpoznanych postępowań czy większy referat. Nie podzielam obaw, że wprowadzenie modelu rekompensowania sędziemu nadzwyczajnego obciążenia pracą rodziłoby wątpliwości z punktu widzenia niezawisłości czy jakości wymiaru sprawiedliwości. Zmienny składnik wynagrodzenia sędziego związany z produktywnością występuje w innych państwach demokratycznych, na przykład w Hiszpanii. Z kolei w litewskim systemie wynagrodzenie sędziego może obejmować dodatek związany ze zwiększonym obciążeniem pracą. Zaskakująco niewiele dyskutuje się w naszym kraju o materialnej sytuacji sędziów i wypaleniu zawodowym. To temat, który jest w dużej mierze pomijany, a przecież również ten aspekt ma znaczenie dla sprawnego i dobrze funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości i rozwiązania problemów, o których dzisiaj rozmawiamy.

Czytaj też w LEX: Typowe błędy profesjonalnych pełnomocników w pismach procesowych w sprawach cywilnych >

Zgoda co do wykształcenia. Ale co z doświadczeniem, jeśli w danym sądzie nigdy jeszcze nie było dużych i skomplikowanych sporów o roboty budowlane? Bo nawet jeśli w takim sporze bierze udział lokalny podwykonawca, to i tak sprawa trafia do Warszawy, bo tam siedzibę ma generalny wykonawca.

Doświadczenie zdobywa się przede wszystkim poprzez prowadzenie konkretnych kategorii postępowań. Jeżeli sędzia nigdy nie prowadzi takich postępowań, nie ma również możliwości nabycia związanych z nimi kompetencji. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych, powszechnym dostępie do baz informacji prawnej, rozwiniętej komunikacji między sędziami oraz systemie szkoleń i konferencji tematycznych, zdobycie wiedzy niezbędnej do zrozumienia i rozstrzygnięcia określonego problemu nie powinno być trudne. Jest to także wyzwanie dla Ministerstwa Sprawiedliwości, które odpowiada za skuteczny system doskonalenia zawodowego. Niestety, w latach 2015–2023 ten proces został poważnie zahamowany, zwłaszcza zerwano współpracę z ośrodkami akademickimi.

Czytaj: SN wyjaśnia problem gwarancji zapłaty w umowie na roboty budowlane>>

Postulat lepszych szkoleń dla sędziów pamiętam „od zawsze” i zawsze pojawiała się w tym kontekście idea szkoleń specjalistycznych, przygotowujących sędziów do rozpoznawania pewnych kategorii spraw. Tymczasem te projekty niosą przekaz, że do każdego sądu może trafić każda sprawa i każdy sędzia musi sobie z nią poradzić.

To jest przede wszystkim kwestia organizacji pracy sądu, konkretnego wydziału czy własnego referatu. Jeżeli pojawiają się specyficzne postępowania, można kierować je do sędziów, którzy w przeszłości zajmowali się podobnymi zagadnieniami. A jeśli nawet takie postępowanie trafi do sędziego bez doświadczenia w danej dziedzinie, powinien on tak przeorganizować swoją pracę, aby nie prowadziło to do powstawania zatorów orzeczniczych. Jeżeli w sądach warszawskich sędziowie mają w referatach po kilkaset postępowań rocznie, a w mniejszych ośrodkach tylko kilkadziesiąt, to chyba można oczekiwać od tych drugich, że część swojego czasu poświęcą na uzupełnienie wiedzy. Sędzia wykonuje zawód, który wymaga ciągłego samodoskonalenia. Skoro od nas, pracowników naukowych, wymaga się stałej aktywności publikacyjnej, udziału w projektach naukowych i ciągłego zdobywania nowej wiedzy, to również sędziowie i adwokaci, jako przedstawiciele wolnych zawodów prawniczych, powinni być gotowi sprostać takim wymaganiom. Zresztą z tym doświadczeniem w wyspecjalizowanych sądach też różnie bywa. Słyszy się na przykład w środowisku prawniczym różne opinie na temat merytorycznego przygotowania sędziów orzekających w wydziale własności intelektualnej czy w sądzie właściwym w sprawach ochrony konkurencji i konsumentów Sądu Okręgowego w Warszawie. Oczywiście takie oceny mogą być niesprawiedliwe, bo często są subiektywne, ambicjonalne i zbyt generalizujące. Pokazują jednak, że sama koncentracja określonej kategorii postępowań w wyspecjalizowanym sądzie czy wydziale nie daje jeszcze pewności, że sprawy będą rozpoznawane lepiej i szybciej. Specjalizacja może sprzyjać zdobywaniu doświadczenia, ale o jakości orzekania decydują przede wszystkim kompetencje konkretnych sędziów, ich przygotowanie, umiejętności organizacyjne i potrzeba stałego pogłębiania wiedzy.

Czytaj też w LEX: Ryzyka związane z przetwarzaniem danych osobowych w aktach postępowań prowadzonych w sądach w świetle przepisów prawa Unii Europejskiej >

 

Puszczenie takich specjalistycznych spraw na całą Polskę da lepsze rezultaty?

Tego nie wiem, ale co z tego, że wyodrębnimy specjalny sąd do jakichś spraw, skoro niekoniecznie skutkuje to pożądanym poziomem orzecznictwa? Trudno mi przyjąć argumentację, że sędzia z prowincjonalnego sądu co do zasady gorzej radzi sobie z rozwiązaniem jakiegoś złożonego problemu niż jego kolega z Warszawy, Gdańska czy Krakowa. Owszem, spory o roboty budowlane czy o kredyty bywają skomplikowane, ale nie można zakładać, że warszawscy sędziowie są lepiej przygotowani do ich rozstrzygania niż ich koledzy z innych sądów. Zdaję sobie sprawę, że część z tych sędziów może kontestować plany skierowania do nich nowych kategorii spraw, ale proponuję też patrzeć na te projekty jako na szansę uruchomienia w tych sądach i pracujących w nich sędziach drzemiącego w nich ogromnego potencjału.

 Czytaj: Jak przygotować dobrą umowę o roboty budowlane?>> 

Jeśli uznaje Pan tę idę za słuszną, to może w całej procedurze cywilnej powinna obowiązywać właściwość sądu według miejsca zamieszkania powoda?

To miałoby sens i byłoby rozwiązaniem, które można pogodzić z wymogami konstytucyjnymi. Ale czy powinno dotyczyć wszystkich rodzajów postępowań i całego postępowania cywilnego? Nie jestem o tym przekonany. W wielu sytuacjach powinno być tak, że konsument niezadowolony z towaru czy usługi albo podwykonawca, który nie otrzymał należnego wynagrodzenia za wykonane prace, kieruje powództwo do sądu właściwego dla swojego miejsca zamieszkania lub siedziby, a nie do sądu właściwego dla jego wielkiego kontrahenta. To niewątpliwie poprawiałoby dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Zresztą w sprawach konsumenckich zasada ta jest już wyraźnie ukształtowana w przepisach, a jej znaczenie znajduje potwierdzenie również w unijnych prawnomiędzynarodowych regulacjach dotyczących spraw konsumenckich. Przyjęcie właściwości sądu miejsca zamieszkania konsumenta czy siedziby podwykonawcy ułatwia dochodzenie roszczeń i obniża koszty. I właśnie chyba w tym kierunku idą nowe projekty - nawet jeśli ich podstawowym celem jest organizacyjne odciążenie najbardziej obciążonych sądów.

Czytaj też w LEX: System ważenia spraw – klucz do efektywności w zarządzaniu sądownictwem >

 

Polecamy książki prawnicze