- W imię ratowania przyszłorocznego budżetu PFRON nie można zaprzepaszczać kilkuletniego dorobku programu, który miał zachęcić pracodawców do zatrudniania osób niepełnosprawnych – uważa Magdalena Janczewska, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP. A tak się właśnie dzieje. Tylko w ostatnich kilku miesiącach, gdy posłowie zaczęli prace nad ustawą, liczba etatów osób niepełnosprawnych zmalała o ponad dwa tysiące. – A to dopiero początek. Na pierwszy ogień pójdą niepełnosprawni, którym przysługuje prawo do emerytury. Mamy już sygnały od pracodawców, że wielu z nich nie będzie stać na utrzymanie takiego pracownika po tym, jak stracą dofinansowanie do jego wynagrodzenia – mówi Janczewska.
 
W ocenie Pracodawców RP nie ma żadnych wątpliwości, że pozytywny trend związany z zatrudnianiem osób niepełnosprawnych nie tylko wyhamował, a wręcz z roku na rok będzie coraz gorzej. Przypomnijmy bowiem, że autorzy projektu chcą de facto zmniejszyć wsparcie zatrudnienia osób niepełnosprawnych o połowę w ciągu najbliższych dwóch lat. Będzie to oznaczać wzrost kosztów pracy osób niepełnosprawnych o ok. 30 proc. Takiego dodatkowego obciążenia wielu pracodawców może nie być w stanie znieść. Nowelizacja ustawy da szacunkowe oszczędności rzędu nawet 2 mld złotych – dwukrotnie większe niż ma wynieść deficyt w budżecie PFRON. – Czyli zamiast niezbędnych oszczędności wynikających z przyszłorocznych potrzeb, funduje się tak naprawdę pracodawcom zabójczą terapię wstrząsową, która przede wszystkim odbije się na samych niepełnosprawnych – uważa Janczewska.
 
Tymczasem co warto podkreślić, korzyści związane ze wzrostem ich zatrudnienia dla wszystkich są ogromne. - Pracująca osoba niepełnosprawna przestaje być na utrzymaniu państwa, sama odkłada sobie środki na emeryturę i na dodatek powoduje wpływy do budżetu z tytułu podatków od pracy. Dlatego powinniśmy robić wszystko, aby utrzymać ten pozytywny i opłacalny dla wszystkich trend, a także spojrzeć na problem znacznie wnikliwiej, niż tylko z poziomu budżetowania PFRON – dodaje Janczewska.
 
W ocenie Pracodawców RP trudno zaakceptować i zrozumieć nie tylko tempo, ale przede wszystkim skalę tej nowelizacji. Ratowanie budżetu PFRON nie może odbywać się kosztem zatrudniających osoby niepełnosprawne i samych niepełnosprawnych. - Wierzymy, że w Senacie dojdzie do wypracowania rozwiązania kompromisowego, które uratuje przyszłoroczny budżet i nie będzie tak opłakane w skutkach. Tymczasem najbliższy rok powinniśmy poświęcić na przygotowanie rzetelnej reformy PFRON skonsultowanej w pracodawcami. Przecież to z ich składek pochodzą wpływy do Funduszu – mówi Janczewska.
 
Skąd się wzięły problemy w PFRON?
 
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych został nie tylko ofiarą własnego sukcesu, ale i ofiarą oszczędzającego na dotacji do jego budżetu państwa.
 Głównym przychodem Funduszu są środki pochodzące od pracodawców, którzy nie zatrudniają wymaganej liczby osób niepełnosprawnych, a tych z roku na rok ubywa (2009 r. – 3 mld 398 mln zł, 2010 r. – 3 mld 270 mln zł). Równocześnie coraz więcej Fundusz wydaje na dofinansowanie wynagrodzeń osób niepełnosprawnych dla pracodawców ich zatrudniających: 2009 – 2 mld 286 mln zł, 2011 – 2 mld 929 mln zł. W ciągu dwóch ostatnich lat zatrudnienie osób niepełnosprawnych zwiększyło się bowiem o 60 tys., a miesięcznie rosło średnio o 1,5 tys. Mimo jednak wzrostu wydatków na dofinansowania, środków od pracodawców na ten cel jest wystarczająco. Skąd się więc biorą problemy w budżecie Funduszu? Otóż PFRON dostaje zbyt małą dotację budżetową i z pieniędzy pracodawców finansuje także rehabilitację społeczną, warsztaty terapii zajęciowej, czy np. sprzęt ortopedyczny. Jeszcze pół roku temu mówiono o tym, że w 2011 roku zabraknie ok. 500 milionów złotych, obecnie mówi się już o miliardzie. To nagłe pogłębienie dziury wynika nie tylko ze wzrostu zatrudnienia osób niepełnosprawnych, ale i z tego, że państwo w przyszłym roku zamiast 30 proc. dotacji, da jedynie 17 proc. - Oznacza to więc, że kolejny raz to pracodawcy mają zastąpić państwo w realizowaniu jego obowiązków. Oznacza to także, że mamy do czynienia z kolejnym podatkiem - podatkiem od niewydolności państwa, które nie potrafi znaleźć dość środków na rehabilitację społeczną i zawodową swoich niepełnosprawnych obywateli – mówi Janczewska.