Pracownicy sądów nie ukrywają, że sytuacja jest dla nich trudna. W różnych sądach w kraju są obecnie różne praktyki. Nie we wszystkich jest też np. wystarczająca ilość środków ochrony osobistej. Pracy - wbrew pozorom i ograniczeniom, np. w zakresie rozpoznawania spraw - jest natomiast bardzo dużo. 

Czytaj: Sytuacja w sądach wymyka się spod kontroli - może zabraknąć rąk do pracy>>

- Mamy mnóstwo zarządzeń. Nie myśli się też o przyszłości. Pracownicy przygotowują pisma do wysyłki, wyrabiają normy, wszystko jest wprowadzane do systemu. Szkopuł w tym co będzie, jak się skończy czas epidemii, przewidujemy kolejny nawał i spraw, które wpłyną i tych, które właśnie przygotowano do wysyłki. Kolejna kwestia, to skąd sędziowie wiedzą, kiedy będą wyznaczane terminy, czy za miesiąc czy za dwa? - mówi Justyna Przybylska przewodnicząca KNZZ Ad-Rem. 

W tej sprawie już 26 marca, do sędziów, referendarzy i asesorów sądowych wystąpił NSZZ "Solidarność" Pracowników Sądownictwa i Prokuratury. - Uważamy, że nie jest to czas, aby sędziowie, asesorzy sądowi i referendarze sądowi nadrabiali zaległości w sprawach, które znajdują się w ich decernatach - wskazał związek w apelu o rozsądne podejście do pracy w czasie epidemii. 

Czytaj w LEX: Funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości w obliczu koronawirusa >

Teoretycznie ograniczenia w pracy sądów mają trwać do końca kwietnia, już teraz pojawiają się jednak głosy, że "bez rozpraw" będzie znacznie dłużej.  

 


Sędziowie też powinni być na zaległych urlopach

Nie tylko pracownicy ale też sędziowie przyznają nieoficjalnie, że próbują wykorzystać ten czas do nadrobienia zaległości. Problem jednak w tym, że część pracowników albo została wysłana na zaległe urlopy wypoczynkowe - co zresztą zalecało Ministerstwo Sprawiedliwości, albo pracuje w trybie rotacyjnym. Nie wspominając o tych, którzy są chorzy, lub z racji możliwości kontaktu z osobami zakażonymi - na kwarantannie. Efekt? Brakuje kadry.  

Czytaj w LEX: Prawa i obowiązki pełnomocników procesowych w praktyce w związku z koronawirusem >

- Interweniowaliśmy, by odgórnie zalecono wykorzystanie przez sędziów zaległych urlopów wypoczynkowych. Ponieważ po zaleceniach resortu dotyczących pracowników, niektórzy dyrektorzy zaczęli rezygnować z pracy rotacyjnej celem wysyłania ich na zaległe urlopy wypoczynkowe. Część tylko uwzględniła możliwość wykorzystania tego urlopu etapami, według przygotowanych harmonogramów,  a wielu z nich - kolokwialnie mówiąc - wypchnęło ludzi na zaległe. To zdestabilizowało poukładane harmonogramy. Trzeba było od nowa wszystko zaczynać, a najgorszy był powstały wśród zdenerwowanych pracowników chaos - mówi przewodnicząca KNZZ Ad-Rem. 

Rozmówcy Prawo.pl nieoficjalnie dodają, że z powodu dużej ilości pracy, pracowników odwołuje się z trybu rotacyjnego, wszystko po to by zapanować na sytuacją. 

Czytaj w LEX: Zmiany biegu terminów w tzw. tarczy antykryzysowej w związku z koronawirusem - konsekwencje prawne >

Sprawa pilna - nie wynoście akt do domu

"Solidarność" w swoim apelu wskazuje, że docierają do niej liczne sygnały o tym, że sędziowie, asesorzy, referendarze sądowi przekazują do sekretariatów sądowych, bez uwzględnienia ich mocy przerobowych, zarządzenia do wykonania w sprawach, które nie są pilne. 

- Zasypywanie pojedynczych dyżurnych osób zarządzeniami wydawanymi w regularnych sprawach, jest skazane na niewykonanie ich w terminie, bez względu na zaangażowanie tych pracowników. Z praktycznego punktu widzenia sytuacja taka powoduje opóźnienia związane z selekcjonowaniem zarządzeń pilnych, a w dłuższej perspektywie czasowej przeciążenie pracą, spadek odporności i ryzyko związane z zagrożeniem epidemicznym - wskazuje.

Czytaj w LEX: Definicja i rozpatrywanie przez sądy spraw pilnych w dobie koronawirusa i regulacji z tzw. tarczy antykryzysowej >

Kolejny problem, na który zwraca uwagę związek, to wynoszenie przez orzeczników akt poza siedzibę sądu. Związkowcy apelują, by nie wynosili tych, które dotyczą spraw wymagających podjęcia niezwłocznie decyzji oraz z katalogu spraw pilnych.  - Pozwoli to ograniczyć do minimum korespondencję wychodzącą z sądów. Natomiast w przypadku korespondencji przychodzącej, winna być ona poddana kwarantannie przynajmniej 24-godzinnej - przypomina "Solidarność".

Czytaj: Błąd w Tarczy 1 może spowodować problem z zawieszeniem terminów procesowych>>

Sędzia akta przywozi, pracownik do sądu wnosi

Pracownicy skarżą się też na to, że sędziowie zabierają, a potem oddają do wydziałów duże ilości akt ze spraw, nad którymi pracują w domach. Wiąże się to też z restrykcjami, które wprowadzono w sądach. Np. w części wydziałów, w jednym gabinecie nie może obecnie przebywać więcej niż jeden sędzia. - Wymieniamy się na bieżąco z koleżanką. Przyjeżdżam, załatwiam konieczne sprawy, zabieram akta. Pracuje w domu - mówi sędzia.  

Czytaj w LEX: TSUE przeorganizowuje pracę w związku z koronawirusem >

To też rodzi wątpliwości i frustracje wśród pracowników. Mówią wprost, że wśród sędziów zdarzają się też tacy, który przyjeżdżają samochodami do sądów i oczekują od pracowników przenoszenia akt do sekretariatów sądowych. - Opisywane są nam sytuacje, w których w trosce o siebie, zakazują pracownikom wstępu do własnych gabinetów, jednocześnie nie informując, kiedy pracownicy mogą akta z tych gabinetów odbierać i kiedy dostarczać z wykonanymi zarządzeniami - wskazuje "Solidarność" Pracowników Sądownictwa i Prokuratury. 

Z wydziału do numerowania akt

Takie podejście do pracy - według rozmówców Prawo.pl - prowadzi do poważnych konsekwencji - kilka sądów już teraz zostało objętych kwarantanną. - Prawda jest taka, że sądy nie mogą przestać pracować. Muszą być rozpoznawane sprawy niecierpiące zwłoki. Ale do tego musi być w gotowości kadra. Tymczasem system rotacyjny jest wprowadzony, ale też błędnie. Jak zwykle wychodzą braki w umiejętności zarządzania - wskazują. 

Przewodnicząca Ad-Rem przypomina, że jej związek wnosił by rotacja przebiegła na zasadzie tydzień na tydzień. - Po to by był czas na sprawdzenie, czy rzeczywiście nikt nie jest chory, czy nie ma objawów. Dowodem na to, że nie wykonano tego prawidłowo jest to, że sądy są ciągle zamykane z powodu koronawirusa. Janów Lubelski, Lubliniec, Braniewo, część sądu w Katowicach. I znowu nie myśli się o zdrowiu ludzi. Część, a przecież są np. wspólne toalety, nie wspominając o konieczności obracania "papierem", na którym wirus również się utrzymuje – dodaje Justyna Przybylska.

Czytaj w LEX: Wpływ epidemii Covid-19 (koronawirusa) na toczące się cywilne postępowania sądowe >

Przyznaje, że są sądy, które dobrze funkcjonują np. Sąd Rejonowy dla Łodzi Śródmieścia, SR w Głogowie, SR w Olsztynie. - Ale są też takie, w których zabezpieczenia przeciw koronawirusowi traktuje się jak fanaberię i np. rozsadza się pracowników na salach sądowych by zachować dystans, ale dopuszcza do korzystania z jednej toalety. Kolejne pomysły - jeśli ma ich być mniej w wydziale, to część skierowanych zostaje do archiwum do numerowania akt. To takie szukanie zajęć na siłę – mówi Przybylska.

 

Transkrypcje przeleją czarę goryczy? 

Kolejną kwestią, która rozgrzewa dyskusję wśród pracowników sądów jest pismo zastępcy Koordynatora Krajowego ds. Informatyzacji Sądownictwa powszechnego z 20 marca 2020 r., dotyczące powierzenia zadania sporządzania transkrypcji protokołów elektronicznych pracownikom sądu, którzy na co dzień nie stanowią członków zespołów transkrybenckich.

"Solidarność" zwróciła się w tej sprawie do Ministerstwa Sprawiedliwości, a resort odpowiedział, że propozycja odnosi się wyłącznie do organizacji pracy personelu sądu w okresie epidemii. - Zauważyć należy, że kierując się zaleceniami formułowanymi przez organizacje międzynarodowe, jak również krajowe, w tym przede wszystkim przez Głównego Inspektora Sanitarnego oraz Ministerstwo Zdrowia, pracodawca powinien podejmować działania zmierzające do zminimalizowania ryzyka transmisji wirusa SARS-COV-2 w miejscu pracy. Zalecana jest m.in. organizacja pracy w trybie zdalnym dla jak największej liczby pracowników. Praca w takim trybie ogranicza zagrożenie związane zarówno z zarażeniem bezpośrednim, od innych współpracowników, petentów lub osób, z którymi pracownik ma kontakt w drodze do pracy - wskazuje resort. 

I dodaje, że wielu pracowników sądów w swojej codziennej pracy realizowało zadania, które nie mogą być wykonywane w sposób efektywny w ramach pracy zdalnej, gdyż wymagają fizycznej obecności w siedzibie sądu - wymienia pracowników biur podawczych, protokolantów, pracowników wydziałów sądowych. 

- W takim przypadku uznanie, że w związku z wykonywaniem pracy w formie pracy zdalnej, pracownik ten nie może otrzymać polecenia wykonywania zadań innych niż zadania, które wykonuje na co dzień, wiązałoby się w rzeczywistości z koniecznością świadczenia przez pracodawcę wynagrodzenia bez ekwiwalentu w postaci pracy po stronie pracownika - wskazuje MS w odpowiedzi przesłanej szefowej "Solidarności" Edycie Odyjas. 

Według MS takie podejście mogłoby prowadzić m.in. do nieuprawnionego uprzywilejowania takich pracowników, względem pracowników, którzy mogą wykonywać ogół swoich obowiązków służbowych w formie pracy zdalnej.