Europosłowie przegłosowali w czwartek dwie rezolucje dotyczące tzw. etykietowania produktów żywnościowych pod kątem miejsca ich pochodzenia. Oznakowanie miałoby się pojawić na opakowaniach z mlekiem pitnym i na nabiale oraz na produktach mięsnych (także w przypadku mięsa przetworzonego). Przynajmniej na początku, bo europosłowie już wspominają o tym, że Komisja oraz kraje członkowskie powinny pomyśleć o rozciągnięciu obowiązku etykietowania także na inne rodzaje żywności. Oznaczanie mleka i produktów mlecznych miałoby pomóc w ochronie ich jakości, zapobiegać oszustwom żywnościowym, a także chronić miejsca pracy w sektorze, który dzisiaj postrzega się jako "przechodzący kryzys".

Ponadto informacja o tym, skąd pochodzi jedzenie na naszym talerzu, zwiększy - zdaniem posłów - świadomość konsumencką, poprawi transparentność łańcucha dostaw, a także pomoże uniknąć skandali żywnościowych w przyszłości. Wystarczy przypomnieć głośną aferę sprzed trzech lat, kiedy to w mrożonkach w kilku krajach UE (m.in. w Wielkiej Brytanii i Irlandii) odkryto koninę zamiast wołowiny.

Dowiedz się więcej z książki
Prawo Europejskie
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł


"Tego typu skandali żywnościowych było sporo. Tymczasem konsumenci chcą wiedzieć, co jedzą. Pokazują to badania" – powiedziała brytyjska europosłanka Catherine Stihler z grupy Socjalistów i Demokratów (S&D).

I tak z sondażu Eurobarometru - badania opinii publicznej na zlecenie Komisji Europejskiej - wynika, że 84 proc. obywateli Unii uważa za konieczne oznakowanie kraju pochodzenia mleka, 88 proc. chce oznakowania pochodzenia mięsa (innego niż wołowina, wieprzowina, baranina, mięso kozie oraz drób, bo oznakowanie tych jest już obowiązkowe), a 90 proc. - oznakowania żywności przetworzonej.

"Bardzo się cieszę z tej rezolucji. Mój okręg wyborczy o to walczył, szczególnie odkąd wyszło na jaw, że produkty zrobione z importowanego mleka sprzedawane są w naszych sklepach jako towary brytyjskie" – mówił brytyjski europoseł Amjad Bashir z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Jak argumentowali posłowie, etykietowanie powinno być obowiązkowe; w przeciwnym razie kraje członkowskie mogłyby na własną rękę wprowadzić rozwiązania, które nie będą się pokrywały z przepisami w krajach sąsiednich.

Ostatecznie rezolucja została przegłosowana 422 głosami za przy 159 głosach sprzeciwu i 68 nieobecnościach.

To już drugie podejście Parlamentu Europejskiego do kwestii oznakowania mięsa – w ubiegłym roku posłowie wezwali Komisję do podjęcia inicjatywy ustawodawczej mającej na celu obowiązek oznaczania kraju pochodzenia mięsa w żywności przetworzonej. Komisja wciąż jednak nie podjęła konkretnych kroków w tej sprawie.

W czwartek Parlament Europejski przyjął także rezolucję dotyczącą obowiązkowego oznakowania pochodzenia ryb i owoców morza sprzedawanych w sklepach oraz restauracjach.

Parlamentarzyści chcą stworzenia wspólnego unijnego systemu etykietowania, który zapewni przejrzystość i wiarygodność procesu certyfikowania ryb oraz dostarczy jasnej, zrozumiałej i możliwej do zweryfikowania informacji o pochodzeniu produktu.

Pozwoliłoby to uniknąć sytuacji, kiedy produkty rybne są źle oznaczane, oraz dałoby możliwość prześledzenia miejsca ich pochodzenia. Tym bardziej że z raportu międzynarodowej organizacji pozarządowej Oceana, zajmującej się ochroną mórz i oceanów, wynika, że 1/3 ryb sprzedawanych w restauracjach w Brukseli jest nieprawidłowo oznakowana.

"Śledztwo, które przeprowadziliśmy, badając DNA ryb serwowanych w restauracjach, firmach cateringowych i stołówkach instytucji unijnych, pokazało, że jedna na trzy ryby pochodziła z innego miejsca, niż zapewniał lokal. A przecież możliwość prześledzenia pochodzenia produktów rybnych jest konieczna nie tylko ze względu na ochronę konsumentów: jest też kluczowa, by móc zagwarantować zrównoważony rozwój rybołówstwa w Europie, zapobiegając np. wejściu na rynek nielegalnych bądź niebezpiecznych ryb" – mówił dyrektor europejskiego działu organizacji Oceana, która działa na rzecz ochrony zasobów morskich i oceanicznych, Lasse Gustavsson.

70 proc. sprzedawanych na europejskim rynku ryb oraz przetworów rybnych pochodzi z importu. Dlatego to istotne, żeby spełniały standardy unijne.

"Obecnie ponad 30 proc. ryb i owoców morza na świecie jest niewiadomego pochodzenia. Osłabia to walkę z przeławianiem oraz nielegalnymi połowami. Jeżeli reformy wprowadzane przez UE mają jakikolwiek sens, należy ograniczyć to zjawisko do minimum" – powiedział PAP europoseł Jarosław Wałęsa z grupy Europejskiej Partii Ludowej.

Obie rezolucje mają charakter niewiążący. Sygnalizują jednak Komisji oczekiwania Parlamentu.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)